Jednym z poważnych problemów w polskiej walce o nasze interesy w ramach UE jest to, że ludzie, których wysyłamy do Brukseli po jakimś czasie zaczynają być bardziej lojalni właśnie wobec niej, a nie ojczyzny. I tak się niestety często dzieje - młodzi, wykształceni, władający wieloma językami absolwenci najlepszych polskich uczelni zaraz po tym, jak zostają delegowani do reprezentowania naszego państwa w strukturach unijnych, uznają, że interesy Wspólnoty jako całości ważniejsze są, niż interesy Polski. I uznają prymat pierwszych nad drugimi. Stają się, w najlepszym razie, reprezentantami zbiorowego interesu biurokracji unijnej. W najlepszym razie, powtarzam.
Trochę przypomina to mechanizm przewerbowywania agenta policji, który skierowany do rozpracowania środowiska przestępczego, zaczyna być bardziej lojalny wobec swoich nowych kompanów. Żeby było jasne - nie porównuję UE do mafii, ani stosunków pomiędzy Polska a Unią do relacji policja - przestępcy, ale staram się opisać mechanizm wyboru nowych lojalności. Właśnie coś takiego dotyka często młodych, uzdolnionych Polaków wysyłanych do pracy w Brukseli - w pewnym momencie zaczynają, z różnych powodów, traktować biurokrację unijną, mechanizmy brukselskie, jako bardziej racjonalne i sensowniejsze, niż służba interesom własnego państwa.
Dzieje się tak z wielu powodów - na przykład dlatego, że coraz powszechniejsze jest niemądre mniemanie, że państwa narodowe są już passe, że są pieśnią przeszłości. Albo dlatego, że to, co może zaoferować Bruksela za służbę na jej rzecz, jest o wiele intratniejsze, niż to, co może zaoferować Polska i jeśli dla kogoś kasa jest najważniejsza w życiu, to może ulec temu kuszeniu. Albo dlatego, że wśród wielu wykształconych przedstawicieli elit naszego narodu niemodna jest walka o polskie interesy narodowe, niemodny jest patriotyzm. Albo dlatego, że inni szatani są tam czynni.....


Komentarze
Pokaż komentarze (58)