Jednym z najbardziej frapujących pytań w kontekście afery hazardowej jest to, czy źródłem przecieku o akcji CBA był Donald Tusk. Na razie mamy sprzeczne relacje ze spotkania Kamińskiego z szefem rządu i chyba szykuje się nam konfrontacja. Ale i ona może nie przynieść spodziewanych efektów - obie strony pozostaną przy swoich wersjach.
Czy jednak jest możliwe, że premier nie ostrzegł Chlebowskiego i Drzewieckiego o grożących im działaniach CBA, a oni jednak podjęli działania osłaniające i rozpoczęli odwrót? Tak, jest to możliwe jeśli przyjmiemy, że rację ma Bartosz Arłukowicz, mówiąc o "aksamitnym przecieku", to znaczy o takim przeprowadzeniu przez Tuska rozmowy z obu panami, w wyniku której zorientowali się oni, że na ich szyjach zaciska się pętla. Premier nie musiał przecież niczego mówić wprost, explicite, na głos - wystarczyło, że powiedział, iż jest zaniepokojony napływającymi do niego sygnałami na temat uchwalania stosownej ustawy, że żąda jak najszybszej informacji na ten temat itp.
Dwa dni temu Wiktor Świetlik zauważył w radiowej Trójce, że Drzewiecki i Chlebowski to inteligentni ludzie i w lot odebraliby tego typu przeciek. Ale przecież szef PO także jest inteligentnym człowiekiem i musiał zdawać sobie sprawę, że takich dwóch bystrzachów, jak Zbycho i Miro zrozumie co się do nich mówi. Pytając ich więc i dyscyplinując w rzeczywistości ich ostrzegał. I nie musiał do tego używać sformułowań typu: "panowie, awaria! Kamiński na was poluje a ja was teraz ostrzegam, choć mi robić tego nie wolno, więc szuru-buru i odkręcacie wałek". Nic z tych rzeczy - wystarczyła luźna rozmowa i atmosfera lekkiego zaniepokojenia.
Do prawników więc będzie należało rozstrzygnięcie, czy jest to złamania prawa - nie mam zamiaru ich w tym wyręczać. Zastanawiam się tylko, czy jeśli to byłaby prawda, to należy mieć premiera cieknącego jak durszlak.


Komentarze
Pokaż komentarze (42)