W najnowszym wydaniu tygodnika "Wprost" zamieszczony jest ranking komentatorów politycznych (sporządzony został na podstawie ankiet dziennikarzy z wielu mediów). Na pierwszym miejscu uplasowała się, podobnie jak przed rokiem, Jadwiga Staniszkis. Nie wiem czy Państwo pamiętacie, że w poprzednim rankingu, z wiosny 2009 roku, na drugim miejscu....byłem ja:) To był bardzo miły akcent na pożegnanie z moim komentatorstwem, bo właśnie odchodziłem do polityki i z ornitologa próbowałem się przepoczwarzać w ptaka. Być tak cenionym przez dziennikarzy i pomocnym im w dziele opisywania świata polityki - sprawiło mi to, musze przyznać, dużą satysfakcję.
Piszę to po to, żeby z łezką w oku wspomnieć ów szczęsny czas, gdy jako komentator zasiadałem w studio i wyzłośliwiałem się nad politykami, oceniałem ich, wytykałem wady i wygłaszałem moje słuszne poglądy na wszystko. Strasznie byłem mądry i miałem gotowe odpowiedzi na wszelakie problemy, z którymi ci nieporadni politycy nie mogli sobie poradzić. Słodkie to było i beztroskie. Dzisiaj te ewokacje sprawiają mi przyjemność - poszukiwanie straconego czasu jest naprawdę kojące.
A dzisiaj? To ja jestem tym nieporadnym politykiem i to na mnie testują swoje złośliwości różnego rodzaju mądrale z tytułami doktorów i profesorów, a także dziennikarze różnej maści. Taki to już los i taka karma. Nikt mnie do tego nie zmuszał, więc się nie uskarżam, a jedynie z sentymentem wspominam okres mojej komentatorskiej kariery. I utwierdza mnie to w przekonaniu, że wejście do polityki otwiera oczy i pozwala na o wiele wnikliwszą analizę polityki. Widać to z drugiej strony, a to ogromnie wzbogaca. Nie wiem, czy będę dobrym politykiem, ale wiem, że po tych pięciu latach spędzonych wśród polityków, będę lepszym politologiem.
Dian Fossey przebywała w Ruandzie wśród goryli przez wiele lat, nim została zamordowana w dziwnych okolicznościach. Nie stała się przez to gorylicą, ale na pewno uznawana była za jednego z najlepszych prymatologów na świecie. Oby i dla mnie chadzanie wśród polityków było tak pomocne w zrozumieniu ich zwyczajów. I oby nie zakończyło się to dla mnie tak tragicznie, jak dla profesor Fossey.


Komentarze
Pokaż komentarze (58)