Na początek fragment, przepraszam, że przydługi, z wywiadu z prof. Radosławem Markowskim we wczorajszej GW: „Uważam, że to niesłychanie odważna decyzja prezesa Kaczyńskiego (o kandydowaniu – przyp. MM), bo sytuacja zmusza go do kontynuowania głównego przekazu politycznego: pielęgnacji dorobku brata, polityki historycznej, budowania politycznego wizerunku na nieadekwatnej do współczesności wersji patriotyzmu. Czyli na odwoływaniu się do naszej powstańczo-klęskowej tradycji, apologetyki państwa i narodu, co doprowadziło do ogromu zła w Europie pierwszej połowy XX wieku.”
Czy ja dobrze rozumiem, że nasza powstańczo-klęskowa tradycja doprowadziła do tego zła w pierwszej połowie XX wieku? Czy jesteśmy więc odpowiedzialni za I i II wojnę światową, za nazizm, komunizm i faszyzm? Naprawdę? I dziś to właśnie Kaczyński znowu zagraża całej Europie? Czy jego nieadekwatny patriotyzm jest aż tak groźny?
A może to jednak owa apologetyka państwa i narodu jest odpowiedzialna za te wszystkie nieszczęścia pierwszej połowy XX wieku? Jeśli tak, to znaczy, że pan profesor nie rozumie genezy komunizmu stalinowskiego i nazizmu, bo to nie państwo i nie naród były ich obsesjami (w pierwszym przypadku była to chora ideologia internacjonalistyczna, w drugim – pojęcie rasy, a nie narodu). Ale jeśli nie nasza powstańcza tradycja była przyczyną nieszczęść europejskich od 1900 roku do 1950 roku, a jedynie nazizm i komunizm, to co ma z tym wspólnego Jarosław Kaczyński i jego zmarły brat. Są oni kontynuatorami tych zbrodniczych ideologii? A może tylko nawiązują do Salazara i Franco? Może tylko są jedynie zamordystami, a nie od razu zbrodniarzami w stylu Stalina i Hitlera? Panie profesorze, jestem tylko prostym doktorem, bez habilitacji w dodatku – i po prostu nie rozumiem. Proszę mnie oświecić o co chodzi w tej pana teorii łączącej Kaczyńskich z „ogromem zła w Europie pierwszej połowie XX wieku”.
Pan profesor nie wyjaśni. A wiecie państwo dlaczego? Bo była tragedia 10 kwietnia w Smoleńsku. Gdyby nie to, nie bawiono by się w takie subtelności, takie podprogowe zabawy, takie łażenie po ogródkach. Wcześniej się tak nie krępowano – walono po łbie, opluwano, wylewano pomyje bez krępacji. Bo było można, tak się wtedy robiło. Dziś nie można, jakoś trochę głupio, nie za bardzo atmosfera sprzyja. Dlatego trzeba tak delikatnie jedynie podszczypywać, puszczać oko do swoich, że przecież wicie, rozumicie…
Ale to dobra wiadomość – bo to oznacza, że w nadchodzącej kampanii o Jarosławie nie będzie można powiedzieć połowy tych obrzydliwości, które powiedziano by o Lechu. Markowski i inni będą musieli się powściągać w swej ekspresji. Niesiołowski nie będzie mógł nazywać szefa PiS Gomułką, Palikot nie będzie mógł insynuować alkoholizmu lub homoseksualizmu. Choć testowanie, jak daleko można się posunąć, trwa. Widzicie tych testerów? Wczoraj jednego z nich wskazała Kataryna, dziś ja przyjrzałem się innemu. Warto mieć oczy szeroko otwarte.


Komentarze
Pokaż komentarze (87)