Napisałem ostatnio w miarę zabawną notkę o tym, jak wyglądałyby „Fakty” TVN, gdyby prezydentem był Jarosław Kaczyński. Że była ona chyba śmieszna wnoszę z odsłuchów z różnych redakcji, gdzie podobno cieszyła się sporą popularnością, ale także z komentarzy na tym forum. No i odezwały się nożyce, leżące na brudnym stole TVN-owich „Faktów”.
Wczoraj wziął w obronę swoich kolegów i koleżanki szef programu, Kamil Durczok. Szkoda, że potraktował sprawę tak serioznie, ale widać coś kogoś zabolało i chyba satyra okazała się trafna. Miało być zabawnie, a zrobiło się prawie poważnie. Bo nadredaktor uznał, że najlepszą obroną jest atak.
Muszę jednak przyznać, że nie był to najbardziej brutalny i chamski atak na mnie, z jakim miałem do czynienia w moim życiu (znalazły się tam nawet passusy o tym, że moje analizy politologiczne były kiedyś „ciekawe”, a obecne razy rozdawane przeciwnikom politycznym – sprytne i nie pozbawione talentu). Bóg zapłać za dobre słowo, Panie Kamilu. Niestety nie będę mógł zachować się jak dżentelmen i odwzajemnić się tym samym komplementem.
Jedynym argumentem, który ma dyskredytować moją satyrę na „Fakty” jest to, że w tropieniu liberalnego spisku pomieszałem „wszystko ze wszystkim”. Po pierwsze, nie tropię w TVN liberalnych spisków, bo nie jestem tropicielem spisków, a tego typu figura retoryczna jest najłatwiejszą w dyskusjach początkujących polityków. Jeszcze łatwiej jest oskarżyć kogoś, że jest wyznawcą spiskowej teorii dziejów i już wydaje się, że dyskusja wygrana, bo oto ośmieszyliśmy naszego przeciwnika – hlehlehle. Łatwizna.
Po drugie mieszanie wszystkiego ze wszystkim polega na tym, że pomyliłem imiona dwóch redaktorów Knapików pracujących w mojej ulubionej stacji. Nie wiedziałem, że jeden redaktor Knapik to wszystko i że drugi redaktor Knapik to też wszystko! To dla mnie nowa informacja i muszę się z nią jakoś oswoić, bo jeśli już jeden z ww Knapików jest wszystkim, to czym jest to drugie wszystko reprezentowane przez drugiego Knapika?! Chciałbym zresztą przeprosić za tę pomyłkę wszystkich Knapików, ale mam obawę, że wyrażenie „wszystkie Knapiki” jest pleonazmem, a znaczenie sformułowania: „przeprosić wszystkich Knapików za wszystko” zrozumieć może jedynie Steven Hawking.
Ale główną linią ataku na mnie jest sugerowanie, że po tym, jak przed paroma dniami skrytykowałem prezesa mojej partii, obecnie „piszę, atakuję i oskarżam, w nadziei, że gniew patrona ustąpi…” i że dokonuję wywijańców po to, by „ratować skórę”. Nie chcę się nawet zastanawiać na podstawie jakich doświadczeń życiowych redaktor Durczok przyjmuje taką koncepcję natury ludzkiej, że jak się zrobiło coś, co mogło się nie podobać szefowi, to zaraz trzeba się gibać i pisać w taki sposób, by ratować własną skórę. Skonstatuję jedynie, ze jest to bardzo częsty błąd komentatorów politycznych – zamiast skupiać się na wyjaśnianiu zjawisk, zabawiają się w psychologów i próbują odgadnąć intencje opisywanych osób. W zależności od swych sympatii lub antypatii przypisują im albo cne albo niecne motywacje. I „analiza” gotowa. Zamiast publicystów, mamy więc gromadę domorosłych psychologów.
Ale w przypadku redaktora Durczoka rzeczywistość okazała się szybko zweryfikować jego zdolności do zgłębiania ciemnych zakamarków mojej podłej i tchórzliwej duszy. Bowiem w tym samym numerze „Polska The Times” ukazał się wywiad ze mną, autorstwa Wiktora Świetlika, w którym poddaję krytyce politykę mojej partii i można o tym wywiadzie powiedzieć wiele złego, ale na pewno nie to, że jego celem jest skamlenie przed szefem o łagodny wyrok kary za wcześniejsze uwagi krytyczne wobec niego. Jak głupio wyszło, panie redaktorze, prawda? Taka wtopa w zbożnym dziele szlachetnej obrony swojego zespołu i obnażania podłości polityka PiS….
Na koniec swojego felietonu pan redaktor przypomina stwierdzenie ks. Tischnera o tym, że są trzy rodzaje prawdy – święto prawdo, tyż prawdo i gówno prawdo. I konstatuje, że w swoich pracach, mających na celu ułagodzenie prezesa, oddalam się od tych dwóch pierwszych. Eleganckie, prawda? Wypada mi tylko zwierzyć się, że w przeciwieństwie zapewne od redaktora Durczoka znam ks. Tischnera nie tylko z jednego aforyzmu, ale także z jego prac filozoficznych (które, nota bene, nie za bardzo cenię). Ale spieszę donieść szefowi „Faktów”, że podstawową koncepcją księdza była tak zwana „filozofia dialogu”. Polecam Panu, Panie Redaktorze, więcej dialogowania ze swoich rozumem. A już zwłaszcza z poczuciem humoru. Ten kontakt na pewno pozytywnie odbije się na Pana publicystyce, a i w realnym życiu będzie sympatyczniej.


Komentarze
Pokaż komentarze (82)