Przeczytałem dzisiejsze i wczorajsze komentarze do wywiadu Donalda Tuska dla "Wprost" - nikt nie zauważył, że głównym adresatem słów premiera był Janusz Palikot. Co więcej, Tusk w inkryminowanym wywiadzie poddał się posłowi z Lublina, położył się na łopatki i prosił o litość. Po kilku rytualnych słowach o tym, że nie zależy mu na Palikocie w PO, zaczyna deklarować dokładnie to, czego sprośny wesołek żąda - liberalizacji ustawy o in vitro, reformy służby zdrowia, zastopowaniu budowy pomnika Lecha Kaczyńskiego.
Premier pokazał, że boi się Palikota, że lęka się jego odejścia z PO, że jest w stanie spełnić część jego postulatów, byle zapewnić biłgorajskiemu chuliganowi pretekst do ogłoszenia, że zostaje w Platformie, bo zauważył, że jej szef zapowiada realizację części jego żądań. Powiedzmy to jasno - premier uległ Palikotowi, przestraszył się go, wycykał - jak to się kiedyś określało u mnie, na raciborskim podwórku.
Ciekawa będzie teraz reakcja Grzegorza Schetyny czy Jarosława Gowina - czy zaakceptują ten stan rzeczy, to kupowanie łaskawości Palikota przez przesuwanie PO w lewo, czy uznają za fakt marginalizowanie ich pozycji i rezygnację z konserwatyzmu PO? Koniec tego tygodnia będzie naprawdę ciężki dla Platformy - oby PiS to wykorzystało.


Komentarze
Pokaż komentarze (31)