Postanowiłem zostać w strukturach Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Po tym, jak usunięto mnie z pisowskiej delegacji w ramach owego ECR, na mnie ciążył obowiązek podjęcia decyzji, czy chcę przejść do innej frakcji politycznej, wybrać drogę posła niezależnego lub właśnie pozostać w ECR. Przypomnijmy, że prezydium pisowskiej delegacji nie wnioskowało o usunięcie mnie z ECR - czy to z sympatii dla mnie, czy to z obawy, że Brytyjczycy czy Cesi nie poprą takiego wniosku.
W ostatnim czasie odbyłem szereg rozmów o moim nowym statusie w PE i zorientowałem się, że jednak najlepszym rozwiązaniem będzie pozostanie w strukturach ECR. Inne scenariusze powodowałby bowiem zmniejszenie siły forsowania swoich idei i pomysłów na forum PE, a także wypełnianie przeze mnie mandatu. Przez kierownictwo frakcji zostałem zapewniony, że moja działalność będzie znajdować wsparcie ze strony grupy politycznej. Wierzę w te gwarancje i dlatego zostaję w swojej dotychczasowej frakcji.
Co się więc zmieniło w stosunku do mojego poprzedniego statusu? Nie mogę posługiwać się szyldem i logo PiS. Poza tym nie mogę uczestniczyć w comiesięcznych zebraniach delegacji PiS. To wszystko - pozostaję w swoich komisjach oraz delegacjach do spraw kontaktów z Rosją i Białorusią. Nadal pracuję tam, gdzie dotychczas, i w tej samej materii. Nadal kumpluję się ze zdecydowaną większością chłopaków z PiS. To jak z "Lamparta" di Lampedusy: wiele musiało się zmienić, by wszystko zostało po staremu.


Komentarze
Pokaż komentarze (48)