Marek Migalski Marek Migalski
3362
BLOG

PJN między gruszą a jabłonią

Marek Migalski Marek Migalski Polityka Obserwuj notkę 55

 

Wczoraj rozmawiałem życzliwie z pewnym dziennikarzem i na jego złośliwostki o tym, że na razie PJN ma jedynie około 5% poparcia, obiecałem, że w dzisiejszym blogu zmierzę się z jego uwagami. Zachęcam do śledzenia mojego rozumowania.

Tak, to prawda – na razie mamy średnio około 3-5% poparcia społecznego. Ale nasza rozpoznawalność jako nowego podmiotu politycznego jest prawdopodobnie na poziomie około 40-50% (podczas gdy PO, PiS, SLD czy PSL na poziomie zbliżonym do 90-100%). Oznacza to tyle, że wraz ze wzrostem rozpoznawalności, zwiększać się będzie także poparcie dla nas. Powolne, codzienne przypominanie o sobie, będzie nam budować sympatię coraz większych grup społecznych. Dzień za dniem, debata za debatą, event za eventem wzmacniamy swoją rozpoznawalność tak, by w dniu wyborów była ona zbliżona do rozpoznawalności dotychczasowych partii politycznych. Oceniam więc, że jeśliby nic się nie stało, to w wyborach jesiennych powinniśmy mieć spokojnie około 10% i 40-50-osobowy klub parlamentarny (zwłaszcza, że grupa niezdecydowanych liczy wciąż około 20% i duża część z nich, może 5, może 7%, zagłosuje na nas) . To dałoby nam już kilkanaście procent i proporcjonalnie więcej szabel w Sejmie(może około 60).

Ale to nie wszystko – przewiduję, co nie jest specjalnie trudne, że najbardziej zażarta wojna w czasie kampanii wyborczej, będzie toczyć się między PO i PiS. I zazwyczaj na tego typu wojnie, zwłaszcza na końcówce kampanii, zyskują wojujące strony. Ale chyba nie tym razem. Dlatego, że przepływy elektoratu między PO i PiS są już minimalne (to dwa coraz bardziej nienawidzące się obozy). Więc raczej nie będą one sobie odbierać wyborców. Wyborcy PO i PiS, zniesmaczeni wzajemnymi atakami, ale także beznadziejnością obu partii, nie będą więc przechodzić z jednej formacji do drugiej, ale raczej będą szukać jakiejś alternatywy dla nich obu  (wybory samorządowe pokazały zaś, że gdzie tylko pojawiła się jakaś alternatywa dla PO i PiS, tam od razu zyskiwała sympatię społeczną – np. lista Dutkiewicza na Dolnym Śląsku, czy RAŚ na Górnym Śląsku, a także – po części – PSL). Dlatego w kampanii 2011 roku najwięcej na wojnie PO i PiS nie zyskają one same, ale podmioty centroprawicowe, będące jednak alternatywą dla oby tych ugrupowań. PJN jawi się w tej perspektywie jako najpoważniejszy beneficjent tego procesu.

Obrazowo można to opisać tak, że PJN znajdzie się pomiędzy gruszą i jabłonią. Oba wielkie drzewa będą walić się gałęziami w celu pokonania swojego przeciwnika, ale owoce z obu drzew będą spadać do koszyczka podstawionego przez Kluzik i jej kamratów. Za co z góry chcielibyśmy podziękować zarówno Donaldowi Tuskowi, jak i Jarosławowi Kaczyńskiemu. Bo szanse na to, że gruszki przejdą na jabłoń, a jabłka na gruszę są coraz mniejsze. Mniam…..

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (55)

Inne tematy w dziale Polityka