Stale powtarzam, że nie wiem, czy po 5 latach w europarlamencie okażę się dobrym politykiem, ale na pewno będę lepszym politologiem. I zdałem sobie ostatnio z tego sprawę także przy okazji problemów Joanny Muchy. Posłanka z Lublina, mówiąc delikatnie, nie popisała się. Ale nie chce mi się dodatkowo znęcać nad panią Muchą. Ważniejsze jest co innego (na co zresztą nikt nie zwrócił uwagi). A mianowicie – kto za tym stał?
Jeszcze dwa lata temu sądziłbym, że to PiS, albo SLD uderzyło w posłankę Platformy, żeby osłabić rolę tej partii w regionie. Ale dzisiaj nie mam żadnych wątpliwości, że za całą aferą stali koledzy i koleżanki Muchy z tej samej partii. Jest dla mnie oczywiste, że dziennikarze ogólnopolscy zostali „dotarci” przez kogoś z PO; kogoś, komu bardzo zależało, by pani Joanna straciła pierwsze miejsce na liście PO w Lublinie.
Za całą sprawą stoją więc jej towarzysze partyjni i jedyną wątpliwością, którą mam, jest to, czy od początku zostało to uszyte przez tego „kogoś”, czy też jedynie wykorzystał on niefortunny wywiad. W tym pierwszym przypadku oznaczałoby to, że już na etapie przeprowadzania wywiadu chciano wrobić panią posłankę i tak prowadzono rozmowę i autoryzację, by wpakować ją na minę. W tym drugim przypadku mielibyśmy jedynie do czynienia z wykorzystaniem faktu zaistnienia owego wywiadu i przekazania go do mediów ogólnopolskich.
Tak czy inaczej – moje 2-letnie doświadczenie polityczne podpowiada mi, że za tą całą aferą stał ktoś z PO. Bo to zła partia jest? Nie, bo taka zła polska polityka jest. I tego bym się nie dowiedział, gdybym do niej nie wszedł. Za co raz jeszcze publicznie chciałbym podziękować Jarosławowi Kaczyńskiemu.


Komentarze
Pokaż komentarze (61)