Wczorajszy dzień zdominowały tematy "prezydenckie" - kwestia łaski i kwestia dyskrecjonalności prawa głowy państwa do desygnowania osoby mającej tworzyć rząd. Pokazało to, że w Polsce wciąż nie zdecydowaliśmy, jaka powinna być pozycja prezydenta i jakie winny być jego prerogatywy. Mamy bowiem do czynienia z fatalnym stanem dwoistości egzekutywy i niejasności w materii kompetencji głowy państwa. Albo prezydent powinien być prawdziwym przywódcą narodu, albo winien być raczej notariuszem, godnie reprezentującym nasze państwo na zewnątrz.
W tym pierwszym przypadku należałoby go wybierać w wyborach powszechnych, przyznać prawo łaski i całkowitą swobodę w tworzeniu rządu i wyznaczaniu kandydata na premiera oraz wiele, wiele innych prerogatyw, które czyniłyby go realnym liderem naszego społeczeństwa. W przypadku drugim powinniśmy pozostawić jego wybór Zgromadzeniu Narodowemu, ograniczyć kompetencje i zadbać, by prezydent mówił paroma językami, dobrze wiązał muszkę i przynajmniej nie siadał pierwszy przy kobietach. I tyle. Albo rybki, albo akwarium - albo pozostanie przy wyborze bezpośrednim i jednoczesne zwiększenie uprawnień głowy państwa, albo wybór pośredni i przyznanie jej jedynie kompetencji reprezentacyjnych. USA lub Niemcy.
Pozostawanie w obecnej, eklektycznej i niekoherentnej, formule jest nie do utrzymania. PJN jako jedyna partia zaproponowała już parę tygodni temu przeprowadzenie w tej kwestii referendum i definitywne rozstrzygnięcie dwoistości egzekutywy.


Komentarze
Pokaż komentarze (26)