W dzisiejszym wywiadzie Donalda Tuska dla Moniki Olejnik znalazły się dwie rzeczy godne odnotowania – jedna zasługująca na pochwałę, druga na tytuł durnoty roku. Zacznijmy od tej pierwszej.
Premier powiedział, że jednym z możliwych priorytetów polskiej prezydencji będzie zbliżenie Ukrainy do UE, a nawet – jeśli tylko to będzie możliwe – podpisanie układu stowarzyszeniowego z tym krajem. Przypomnę, że był to postulat PJN:
Jeśli więc Donald Tusk uznał za stosowne przyjąć nasz postulat, to należy wyrazić uznanie dla tego typu postawy. Co prawda dobre maniery wymagałyby przypomnienia tego, kto był autorem owego dobrego pomysłu, ale nie bądźmy drobiazgowi – najważniejszy jest efekt. I za to należy się premierowi pochwała, co niniejszym czynię.
A durnota roku? Nominuję do tego miana wypowiedź rozmówcy Moniki Olejnik, który na delikatną sugestię dziennikarki, że tempo budowy autostrad jest niezadawalające, odpowiedział, że PO i tak jest szybsza niż inni, a poza tym niektórym państwom wybudowanie autostrad zajęło kilkaset lat, a i tak wciąż ich tam nie ma. Cytuję z pamięci i być może nie słowo w słowo, ale takie sformułowanie padło. A mnie opadły ręce, bo jeśli premier polskiego rządu zadowala się tym, że w Burkina Faso wciąż nie ma autostrad, to jest źle. Ale jeszcze gorzej jest, jeśli nasz umiłowany przywódca uważa, że Helweci lub dumni synowie Franków, nie wspominając o Teutonach, zaczęli budowę swych autostrad gdzieś koło 1648 roku i dlatego są tak do przodu względem nas. Jak na historyka z wykształcenia, pogląd dość oryginalny, ale jeśli Donald Tusk nie przejdzie do historii jako wybitny polityk (a nie przejdzie), to może jednak znany będzie przynajmniej w kręgach akademików. No ale wcześniej będzie musiał udowodnić swoją rewolucyjną tezę. Nie będzie to jednak tak łatwe, jak ograbienie nas z naszych pieniędzy z OFE.


Komentarze
Pokaż komentarze (32)