Marek Migalski Marek Migalski
1721
BLOG

Oby nie stało się nic złego. Limit nieszczęść wyczerpany.

Marek Migalski Marek Migalski Polityka Obserwuj notkę 40

 

Mają rację ci, którzy zauważają, że Polacy mają przedziwny stosunek do Euro 2012 - jakby miał się dokonać nowy chrzest Polski, jakby Krzyżacy naciągali pod Grunwald, jakby Sowieci ruszali o świcie ku naszym granicom. Fakt, na Zachodzie tego typu impreza po prostu się dokonuje - i nie ma specjalnych konsekwencji politycznych czy społecznych. Ot, parę straconych milionów, problem z wykorzystaniem stadionów, jakieś kłopoty lub radości z nowopowstałych budynków. Ale u nas jest inaczej - u nas to temat poważnej debaty politycznej, z zaangażowaniem wszystkich sił politycznych, premiera, prezydenta, ministrów i europosłów.
 
Po części jest to spowodowane nasza mentalnością, której rysem charakterystycznym jest uzależnienie od opinii innych. Najważniejsze dla nas jest to, jak nas ocenią nasi partnerzy (zwłaszcza -co jasne - zachodni), co o nas powiedzą, co pomyślą. Jesteśmy jak ów nieszczęsny mąż, który przyłapawszy swą żonę na niewierności, martwi się tylko, co o nim sobie pomyśli jej kochanek, bo bieliznę miała niemodną i meble w sypialni były stare.
 
Ale jest też i powód inny naszego rozedrgania - to polityka. To ona wdarła się w naszą debatę i w nasze emocje. Może i bez niej bylibyśmy teraz wciąż niezdrowo podnieceni tym, co sobie o nas zachodni kibole pomyślą (jakby były jakieś dowody, że oni w ogóle myślą), ale zawirowania wokół bojkotu ukraińskiej części mistrzostw, niestety, podkręciły atmosferę. Przy tej okazji skompromitowali się prawie wszyscy - PO nie potrafiąc utrzymać dyscypliny w swoich szeregach i biernie patrząc na to, co wyprawiają jej ludzie w Brukseli; PiS żądając - w pierwszym oświadczeniu Prezesa - przeniesienia ukraińskich meczów do innego kraju UE; ziobryści - robiąc z siebie wariatów na oczach zdumionych europosłów podczas wczorajszej sesji.
 
A ja mam bardzo złe przeczucie - że w czasie Euro stanie się coś złego. Jakaś katastrofa kolejowa, jakaś poważna kraksa na niedokończonej autostradzie, jakieś inne nieszczęście. I że to - oby się tak nie stało - poważnie wpłynie na polską politykę. Boję się, że ten nasz typowo polski rozgardiasz źle się skończy i poważnie wpłynie na sytuację polityczną w kraju. Jako polityk opozycji może i powinienem się cieszyć na taką perspektywę osłabienia obozu rządzącego, ale nie potrafię uprawiać polityki w stylu "im gorzej, tym lepiej". Dlatego będę trzymał kciuki za naszych braci Ukraińców, będę także trzymał kciuki za to, żeby i u nas wszystko wyszło jak najlepiej. Co mieliśmy nabroić, już nabroiliśmy - zawaliliśmy z budową infrastruktury, wypięliśmy się na naszych partnerów, wydurniliśmy się w Parlamencie Europejskim. I chwatit, i już wystarczy. Niech reszta pójdzie lepiej, niż na to zasługujemy. W końcu, nie tylko w sporcie obowiązuje zasada, że szczęście sprzyja lepszym.  

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (40)

Inne tematy w dziale Polityka