Marek Migalski Marek Migalski
2900
BLOG

O Ukranie. Po spotkaniu z R. Sikorskim

Marek Migalski Marek Migalski Polityka Obserwuj notkę 46

 

Właśnie wróciłem ze spotkania Radosława Sikorskiego z polskimi eurodeputowanymi. Przyszło, co prawda, jedynie jedenaścioro z nas, ale było ciekawie. Spotkanie dotyczyło przede wszystkim Ukrainy. Po kolei więc.
 
Na moje pytanie, czy minister nie uważa, że dokonało się coś złego, iż o regionie naszej odpowiedzialności, decydują - bez konsultacji z nami - silni w Europie, a my nawet nie jesteśmy w stanie uzgodnić wspólnego, polskiego stanowiska, Sikorski odpowiedział wymijająco. Podkreślał, że jednak decydujące będą jesienne wybory, a nie ewentualny bojkot Euro (sam zresztą unikał tego słowa i wolał używać sformułowania "brak przyjazdu pewnych polityków"). To mnie jednak nie zadowoliło - twierdziłem, że rządowi zabrakło zdolności do mobilizowania wewnętrznego konsensusu (jeszcze przed oświadczeniem lidera PiS). Może gdyby zaproponowano jakąś formę polskiego, okrągłego stołu w tej sprawie (co sugerował np. Paweł Kowal), udałoby się uniknąć tego przykrego międzypartyjnego dysonansu w kwestii bojkotu. Poza tym, argumentowałem, zostaliśmy zupełnie pominięci przez czołowych polityków Unii, którzy nie konsultowali z nami swoich decyzji żywotnie dotykających polskich interesów (poinformowałem zebranych, że wysłałem do Komisji Europejskiej zapytanie o to, czy wypowiedzi Barroso i kilku komisarzy, były ich prywatnymi opiniami, czy też były oficjalnym stanowiskiem KE).
 
Najciekawszą tezą ministra była ta, że impreza Euro w sumie nie jest tak ważna, jak nadchodząca elekcja parlamentarna - to ona rozstrzygnie, czy Ukraina będzie traktowana, jak Rosja, i Białoruś (czyli jako jakaś forma autorytaryzmu), albo jako - być może kaleka - ale jednak demokracja. W tym pierwszym przypadku można będzie właściwie powiedzieć o końcu starań Kijowa o członkostwo w UE; w tym drugim - integracja Ukrainy pozostaje w grze. Myśl ciekawa i słuszna - z jednym wszakże zastrzeżeniem. O tym, czy obserwatorzy uznają wybory za "free and fair", po części zdecyduje już obecnie postrzeganie Ukrainy i ewentualny bojkot Euro. Bo jeśli już dziś zostanie ona uznana za kraj, do którego nie wypada jeździć, to na jesieni może łatwiej dojść do stwierdzenia, że nie odbywają się tam wolne i uczciwe wybory. Dlatego tak ważne, i smutne, jest obchodzenie przez władze UE Polski w procesie decydowania o strategii wobec Euro.
 
I jeszcze coś - status Julii Tymoszenko. Powinniśmy dbać o to, by o tym, czy nadchodząca elekcja będzie uznana za demokratyczną czy nie, nie decydowało to, gdzie wówczas będzie "piękna Julia". Bo jeśli uznany, że w wypadku jej przebywania w więzieniu, wybory trzeba będzie potraktować jako farsę, to zwiększa się niebezpieczeństwo zepchnięcia Ukrainy z drogi wiodącej do Brukseli. Zabrzmi to dziwnie, ale nawet jeśli liderka opozycji przebywać będzie w więzieniu, będzie szansa na to, by same wybory miały charakter demokratyczny. Ale pod warunkiem, że taka będzie decyzja samej Tymoszenko i jej współpracowników przebywających na wolności. Jeśli oni sami uznają, że fakt odbywania kary przez jej szefową nie rozstrzyga o tym, czy wybory uznać za sfałszowane, to Unia powinna przyjąć to stanowisko.
 
Z didaskaliów - nie było przedstawicieli PiS, więc w momencie, w którym bezpośrednio zapytał się o to R. Sikorski, zaproponowałem, że mogę ich reprezentować. Doszło też do nieco ostrzejszej wymiany zdań między ministrem, a asystentem Zbigniewa Ziobro (obaj panowie okazali sobie lekceważenie). Poza tym, było trochę żartów z tego, jak Sikorski przekonywał generałów w Birmie do transformacji ustrojowej (pokazując na przykład Polski). A ja lekko drwiłem z rządzącej PO, że kiedy PJN wsparł stanowisko rządu w kwestii obrony ukraińskiej części Euro, to znalazł się w elitarnym gronie, bo Tusk i Sikorski nie tylko nie byli w stanie przekonać do swego zdania partnerów w kraju (np. PiS) i w Europie (np. A. Merkel), ale nawet politycy PO (Janusz Lewandowski i Jacek Protasiewicz) nie posłuchali się ich.
 
W sumie, spotkanie ciekawe i pobudzające. Ale gdyby nie masowa obecność asystentów i stażystów, byłoby to spotkanie, które można by było określić, jako kanapowo-niszowe. Ale to była stylowa kanapa i niezła nisza.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (46)

Inne tematy w dziale Polityka