Ksiądz Wojciech Drozdowicz został opluty przez gw za upamiętnienie ofiar smoleńskich. Wyborcza ma zasługi, które łatwo określić jako ANTYNARODOWE i PRO(tutaj wstawić państwa zaborców)...
Szokujący obraz w kościele: ludzie z wyrwanymi sercami
- Szok, kicz, kto to powiesił? - to najczęstsze komentarze, które usłyszeliśmy od wiernych, którzy przyszli w sobotę ze święconkami do pokamedulskiego kościoła w Lesie Bielańskim. Mierzące 3,6 na 4,6 metrów olej na płótnie przedstawia katastrofę Smoleńską. Po środku bucha ogień, widać kawałki samolotu z biało-czerwoną szachownicą. Wokół jakby wyrzuceni z
maszynyludzie: z przerażonymi twarzami i powyrywanymi sercami. Wszystko w bardzo jaskrawych kolorach.
"Oddaje stan mojej duszy"
Do kościoła na
Bielanachciągnęły dziś tłumy. Zanim zeszli do dolnego kościoła na święcenie pokarmów, zaglądali do głównej świątyni, gdzie trafiali na wiszący w poprzek nawy głównej obraz. Większość osób była wyraźnie zszokowana.
Przy swoim dziele cały czas czuwał autor Zbigniew M. Dowgiałło, który kamerą filmował reakcje ludzi.
- Obraz namalowałem poruszony katastrofą smoleńską, jest przejawem mojej duszy. Sama
pracaprzy nim też zajęła mi pół roku - mówi Dowgiałło, który przestawia się jako malarz ekspresjonista, jeden z twórców kierunku "nowy ekspresjonizm". Twierdzi że w swojej twórczości nawiązuje do sztuki późnego renesansu, do prac takich artystów jak Michał Anioł czy Tycjan.
- Obraz namalowałem poruszony katastrofą smoleńską, jest przejawem mojej duszy. Sama praca przy nim też zajęła mi pół roku - mówi Dowgiałło, który przestawia się jako malarz ekspresjonista, jeden z twórców kierunku "nowy ekspresjonizm". Twierdzi że w swojej twórczości nawiązuje do sztuki późnego renesansu, do prac takich artystów jak Michał Anioł czy Tycjan.
"Jak atmosfera wokół katastrofy"
- Próbowałem najpierw namalować portrety osób, które zginęły w katastrofie. Ale nie byłem w stanie tego zrobić; serce mi krwawiło, pędzel wypadał z ręki - mówi Dowgiałło. Ostatecznie zdecydował się na przeniesienie na płótno postaci symbolicznych - głównie młodych osób. Według autora na dole dzieła są postacie umierające, w górnej części osoby już "wzięte w niebiosa".
Dowgiałło chciał pokazać obraz już rok temu w Muzeum Narodowym w
Warszawiei
Krakowie, a także w Zachęcie, ale wszędzie spotkał się z odmowami. Odsyłali go także księża w kilku kościołach.
W końcu zgodził się znajomy Dowgiałły, ksiądz Wojciech Drozdowicz, proboszcz najmniejszej warszawskiej parafii w Lesie Bielańskim. - Autor przyszedł do mnie, powiedział że nigdzie nie chcą pokazać jego obrazu - mówi Drozdowicz, który przyznał, że wśród wiernych przychylnych głosów było niewiele. - Także plastycy oceniali obraz bardzo krytycznie. Ale nie mnie oceniać artystę i nie mnie oceniać sztukę. Ktoś powiedział, że obraz emocjonalnie oddaje to co się dzieje wokół katastrofy smoleńskiej - mówi ks. Drozdowicz.
Sam autor twierdzi że nie słyszał głosów krytycznych i nawet dostał kwiaty - To na pewno nie jest polityka, to jest sztuka - powiedział nam Dowgiałło.
Jeszcze w sobotę obraz miał być przewieszony na boczną ścianę świątyni. Można go tu oglądać do końca maja.







Komentarze
Pokaż komentarze (5)