Dzisiaj pewien młody ojciec wziął dwoje swych dzieci na sanki.
Sanki przywiązał do własnego samochodu i wiózł na mało uczęszczanej drodze.
Na zakręcie sanki weszły w "odśrodkową".
Naprzeciw niestety jechał autobus, sanki wjechały wprost pod niego.
Jedno dziecko (chłopiec 10 lat) nie żyje, 8-letnia córeczka walczy o życie w szpitalu.
Ja modlę się o tego ojca, którego chwilowy brak umiejętności oceny zagrożeń doprowadzil do śmierci jego synka.


Komentarze
Pokaż komentarze (48)