0 obserwujących
4 notki
335 odsłon
  60   0

Historie utracone

nasz wyczytany egzemplarz "Quo Vadis"
nasz wyczytany egzemplarz "Quo Vadis"

Czytam dzieciom "Quo Vadis". 

Generalnie czytamy w domu dużo. Dzieci czytają same, kiedy były mniejsze co wieczór czytałam im przed zaśnięciem, prenumerujemy jeden dziennik i dwa tygodniki. Jednak dopiero przy zadanej w szkole lekturze "Quo Vadis" zobaczyłam, że to wszystko nie wystarcza. Córka zaczęła czytać sama, ale widziałam, że męczyła ją ta lektura. Co chwilę odkładała, brała inną książkę. Nie mogłam tego zrozumieć, bo ja ciągle jeszcze pamiętałam swoją fascynację i radość czytania o Ligii Kallinie i Marku Winicjuszu w wakacje po piątej klasie. Zaczęłam czytać im na głos. Pierwsze dwa wieczory były ciężkie. Musiałam co chwila przerywać i albo tłumaczyć jakieś słowa (przyznaję - sama musiałam wyszukiwać niektóre terminy w Googlu), albo kontrolować, czy w ogóle rozumieją, czy się wyłączyli i myślą o czymś innym. Dopiero po kilku rozdziałach wciągnęli się i łatwiej przyszło im śledzić fabułę. Mimo to, książka nie zachwyca ich. Treści, namiętności, problemy są dla nich tak odległe, że absolutnie nie są w stanie wczuć się w nie.  Rozmowa św. Pawła z Petroniuszem - moim zdaniem aktualna nawet obecnie (...ach bo to Chrześcijaństwo takie jest takie męczące, to nie dla mnie...), skwitowana została wzruszeniem ramionami (....tak, mamo tak rozumiemy, ale czytaj już dalej...).

Książki, w których ja się zaczytywałam, czytała również moja mama, teraz są już albo zupełnie niezrozumiałe przez język albo przez opisywane okoliczności (ile ja się naopowiadałam i natłumaczyłam dlaczego w sklepach nic nie było a w radio muzyki z zachodu...). Nawet ciężko czasami jest przebrnąć przez "Winnetou" czy "Pana Samochodzika", a to przez moralizatorski ton. Nikt teraz tak już do/dla dzieci nie pisze.

Żal mi, że raczej nigdy nie przeczytają z radością i autentyczną przyjemnością "Żółtej ciżemki" czy "Kociej mamy". 

Ale pal licho moje dzieci (nie upadam w nadziei, że jeszcze ich może powoli wyedukuję). Patrzę na ich kolegów. Internet zmienił całkowicie sposób przyswajania informacji o świecie i język opisywania świata. Jeszcze kilka lat, a połowa mojej biblioteczki będzie zupełnie niezrozumiała i archaiczna. 

Szkoda.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości