4 obserwujących
14 notek
20k odsłon
  1064   0

Kto ukradł obraz Chagalla?

Foto Archiwum
Foto Archiwum

Powracamy znowu do smutnego tematu Polonijnych Zakładów Naukowych w Orchard Lake, w stanie Michigan, USA. Z najnowszych sprawozdań podpisywanych przez dyrektora tzw. Misji Polskiej, Marcina Chumięckiego, wydawać by się mogło, że ten religijny – w założeniu fundatora – i etniczny ośrodek  przeżywa największy rozkwit w swoich dziejach, zwracając na siebie uwagę nie tylko polskich instytucji w kraju, zawsze łasych na polskie zbiory i gotowych do ich przejęcia, ale także amerykańskich, wśród nich nawet Białego Domu. Co prawda, sformułowania tego łabędziego śpiewu na temat własnych osiągnieć misji Chumięckiego są bardzo mętne i często trudne do zrozumienia. Nie przeszkadza to w ich rozpowszechnianiu wśród słabo zorientowanej tymi wszystkimi przechwałkami polskiej emigracji i Polonii, które przyjmują je często w swojej naiwności za prawdę.

Niedawno w Orchard Lake gościła pani minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Małgorzata Omilanowska (sprawująca swój urząd od 2014 r.). Wygłosiła ona krótkie przemówienie, którego większość zebranych nie mogła dokładnie usłyszeć ze względu na fatalną akustykę pomieszczenia Galerii, gdzie impreza się odbywała.

Pani Omilanowska nie poświęciła zbyt wiele uwagi przybyłym, trudno było zauważyć jakąkolwiek jej fascynację czy głębsze zainteresowanie tym ośrodkiem Polonii. Szkoda było może pieniędzy i czasu na całą tę imprezę. Kanclerz Thomas Machalski demonstracyjnie prezentował zebranym jakieś odznaczenie. Za to dyrektor Misji dwoił się i troił pstrykając fotografie. Podobnie, jak pewien żałosny grafoman z Chicago kolekcjonuje nagrody literackie i wycinki prasowe pochwalnych recenzji o sobie, tak dyrektor Misji Polskiej tworzy portfolio swoich fotografii z wielkimi i możnymi tego świata, czasami nawet przebrany w ruską czapę z czerwoną gwiazdą. Na tych fotkach nie brakuje nawet prezydenta George’a W. Busha, Lecha Wałęsy, ś.p. Marii Kaczyńskiej, do których dyrektor się dołączał, by udowodnić potem, że był z nimi za pan brat. Wszystko to ma wskazywać na międzynarodowe powiązania wspomnianego urzędnika Misji Polskiej.

Po zasięgnięciu informacji w zaprzyjaźnionych redakcjach dowiedzieliśmy się, że ich redaktorzy nie mieli pojęcia o wizycie polskiej pani minister w Zakładach Naukowych w Orchard Lake. Wydaje się, że tylko wtajemniczeni tę wiadomość otrzymali. Co na to p. Konrad Zieliński z konsulatu w Chicago, częsty gość w Orchard Lake? Czyżby nie posiadał listy gazet polskich w swoim okręgu? Skąd ta konspiracja i zaniedbania?

To, że ktoś przyjechał, niewiele znaczy i niczego nie zmieni. Ot, przyjechał, wyjechał. Kropka. Gorzej jest z tak zwanymi kustoszami czy archiwistami, bo oni przyjeżdżają, często ze współmałżonkami czy dziećmi i wyjeżdżają, a po ich wyjeździe dowiadujemy się o zaginięciu takiego czy innego eksponatu. Nie od rzeczy będzie tu przypomnieć archiwistę z Łodzi, Pawła Pietrzyka, tytułowanego przez dyrektora Misji Polskiej niesłusznie „profesorem”, który, nie wiadomo jakim legitymując się doświadczeniem, odwiedza ośrodki polonijne od Stanów Zjednoczonych po Australię. Ponoć delegowany jest przez dyrekcję naczelną Archiwów Państwowych w Warszawie. Paweł Pietrzyk zajmował się w Orchard Lake również kolekcją Listów Królewskich, które, na wyraźne zlecenie b. kanclerza Zakładów, ks. Timothy Whalena, musiał udostępnić mu twórca Archiwów w Orchard Lake - ks. prałat dr Roman Nir. W rezultacie owej „inwentaryzacji” pana Pietrzyka zaginął bezcenny autograf listu króla Jana III Sobieskiego. Los tego dokumentu do dzisiaj nie został wyjaśniony, pomimo licznych zapytań prasy polonijnej. Należy tu nadmienić, iż Pietrzyk zajmował się również archiwami Instytutu Piłsudskiego, na które od dawna ma nieukrywaną chrapkę Warszawa.

Ostatnio, w rozmowie telefonicznej, następca kanclerza T. Whalena, ks. Thomas Machalski oświadczył współpracownikowi „Gwiazdy Polarnej”, że oddany do ekspertyzy obraz Marca Chagalla okazał się być kopią. Opinię tę, jak z naciskiem stwierdził ks. Machalski, wydali „znawcy”. Natomiast, wszystkie zajścia, jakie kilka lat temu miały miejsce w Orchard Lake – łącznie z wizytami detektywów, policji i nachodzeniu ludzi w ich prywatnych mieszkaniach – były tak dawno, że, w jego przekonaniu, nie warto do nich wracać.

Czy rzeczywiście, księże kanclerzu? Przecież sprawa z Chagallem najwyraźniej wskazuje na to, że istnieje podejrzenie o popełnieniu przestępstwa i jest konsekwencją nie załatwienia starych spraw. Mówimy o możliwości przestępstwa – kradzieży obrazu o wysokiej wartości artystycznej i rynkowej.

Podobnie stało się w przypadku rysunku „Pieta Polska” autorstwa Andrzeja Pityńskiego, który to rysunek przez Orchard Lake wypożyczyło z prywatnej kolekcji. Pomimo upomnień właściciela, Orchard Lake milczy i obrazu nie oddaje. A przecież sam twórca tego rysunku mieszka w New Jersey, jest profesorem słynnego Princeton University, i łatwo sprawdzić, komu ten obraz podarował. To dzieło znajduje się, na zasadzie nieprawnego zawłaszczenia, w Archiwum Polonijnym do dzisiaj.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale