Jarosław Kaczyński o wykorzystaniu materiałów z ABW w prywatnym procesie, jaki wytoczył Jacek Mąka Rzeczpospolitej:
"Prezes PiS pytany, czy według niego wiceszef ABW złamał prawo, wykorzystując nagrania z podsłuchów w sprawie cywilnej odparł, że "złamał w oczywisty sposób".
- Te materiały nie są w oczywisty sposób do użytku prywatnego. Procesy cywilne to jest prywatna sprawa. W momencie, kiedy ktoś wytacza proces cywilny to nawet, gdyby był prezydentem państwa, w tym przypadku jest tylko obywatelem i stroną sądowego sporu, gdzie wszyscy są równi. To jest kryzys państwa, kryzys władzy, tego rządu i Donalda Tuska - podkreślił J. Kaczyński."
Jarosław Kaczyński wykorzystuje materiały ABW w prywatnym procesie, jaki wytoczył Gazecie Wyborczej:
"W procesie o ochronę dóbr osobistych, który w lutym 2008 r. wytoczył "Gazecie" b. premier Jarosław Kaczyński, jego adwokat - Antoni Łepkowski - w charakterze dowodu złożył w sądzie kilkadziesiąt kopii dokumentówABW. Nigdy nie wyjaśnił, skąd je wziął. Sąd przyjął dokumenty jako dowody.
Pozew Kaczyńskiego dotyczył artykułu z "Gazety" z 7 listopada 2007 r. "Co tam niszczą w ABW?".
(...)
Jako dowód jego adwokat złożył 37 oświadczeń szefów rozmaitych jednostek ABW, że opierając się na tym zarządzeniu, nie niszczyli żadnych dokumentów. Datowane są na 7 lub 8 listopada 2007 r. i adresowane do dyrektora gabinetu szefa ABW mjr. Krzysztofa Kołodziejczyka bądź do p.o. szefa ABW ppłk. Jerzego Kicińskiego. Są odpowiedzią na wydane po artykule "Gazety" polecenie ppłk. Kicińskiego złożenia wyjaśnień.
- Podczas procesu żądałem informacji, w jakim trybie uzyskany został dostęp do tych dokumentów, skoro w dacie złożenia pozwu Jarosław Kaczyński już nie był premierem. Jego adwokat tego nie wyjaśnił, a ABW przysłała nam wyjaśnienie, że nie doszło do naruszenia ustawy o ochronie informacji niejawnych - mówi mec. Piotr Rogowski, który był pełnomocnikiem "Gazety" w tym procesie.
Wśród dokumentów dołączonych przez mec. Łepkowskiego do akt sprawy jest też pismo po szefa ABW ppłk. Kicińskiego do ministra koordynatora służb specjalnych Zbigniewa Wassermanna (z 8 listopada 2007 r.), że przesyła mu w załączeniu "oświadczenia wszystkich szefów jednostek organizacyjnych ABW". Tak więc mec. Łepkowski mógł dostać oświadczenia albo od Jarosława Kaczyńskiego, albo bezpośrednio z ABW, albo od Zbigniewa Wassermanna.
Jednak w dacie pozwu Wassermann nie był już koordynatorem, a Kaczyński - premierem. Więc nie mieli tytułu prawnego do dysponowania takimi materiałami."
http://wyborcza.pl/1,75478,7162993,Kaczynski_i_dokumenty_ABW.html
Różnice pomiędzy Jarosławem Kaczyńskim a Jackiem Mąką:
1. Kaczyński korzystał z materiałów ABW bezprawnie a Mąka zgodnie z prawem.
2. Kaczyński wiedział co jest w materiałach ABW (oczywiście bezprawnie) a Mąka nie wiedział*
* "Na Mąkę padły podejrzenia, że znał nieoficjalnie treść podsłuchów i nadużył stanowiska, informując o niej swojego pełnomocnika.
Wskazywał na to bardzo szczegółowy wniosek mec. Siłakiewicza, który napisał do prokuratury, że chce sprawdzić, "czy Gmyz czynnie uczestniczył w tworzeniu i redakcji listu otwartego Sumlińskiego". W liście Sumliński twierdził, że jest ofiarą zemsty wiceszefa ABW. Ale w podsłuchach nie potwierdza się, że Gmyz miał coś wspólnego z powstaniem listu. A to świadczyłoby, że Mąka i jego adwokat nie wiedzieli, co jest w nagraniach.
Siłakiewicz nie chce rozmawiać o treści podsłuchów. - Swoje pytanie oparłem o przypuszczenia, które się nie potwierdziły - mówi "Gazecie".
http://wyborcza.pl/1,75248,7162998,Czy_plk_Maka_wiedzial__co_jest_w_podsluchach_.html
PS
Kaczyński proces z Gazetą Wyborczą oczywiście przegrał.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)