Konflikt Kaczyńskiego z Macierewiczem wisiał w powietrzu o dawna, choć z tych dwóch panów chyba tylko Macierewicz zdawał sobie sprawę, że to Smoleńsk będzie jego przyczyną a kolejne odsłony batalii o Misiewicza to były jego początkowe stadia. Misiewicz był takim megalomanem, jakim Brudziński nazwał Berczyńskiego
Napięcie z miesiąca na miesiąc rosło - Jarosław Kaczyński coraz bardziej zbliżał się do prawdy aż w końcu zbliżył do prawdy o "wybuchach przeprowadzonych w specjalny sposób". Potem mu chyba dyskretnie dano do zrozumienia, że obejrzał film publicystyczno-konfabulacki - najbardziej bzdury materiał, jaki wyszedł spod ręki "ekspertów" Macierewicza, bo film zapowiedziany jako efekt ponad rocznej pracy komisji Berczyńskiego to zbieranina pomysłów blogerów S24 z 2011 roku.
MON ogłosiło, że nie brał udziału w negocjacjach z Airbusem.
Berczyński podtrzymał swoją wypowiedż, ale zrezygnował z przewodniczenia podkomisji Smoleńskiej.
Macierewicz wystosował błagalny apel aby chociaż wziął udział w podpisywaniu raportu.
Wypłynęła informacja, że Berczyński z upoważnienia Macierewicza otrzymał dokumenty przetargowe.
Morawiecki i Kownacki znowu powtórzyli, że Berczyński nie brał udziału w negocjacjach.
Oficjalnie Macierewicz milczy ale w dobrze zorientowane kręagach mówi się, iż podobno udał się do lekarza i rzekł: "Panie Doktorze - wybuchła bomba termobaryczna i Wacek mi odleciał do Ameryki"
Podkomisjanci w Polsce bardzo oszczędnie wypowiadający się o swoich postępach badawczych w Ameryce udzielili się ochoczo. Udzielił się nawet Cieszewski i wystosowano list do Trumpa, aby pomógł w odbiciu wraku.



Komentarze
Pokaż komentarze (42)