Profesor Religa, po miesięcznej rekonwalescencji związanej z ciężką chorobą, wrócił do pracy w resorcie zdrowia. Bardzo się cieszę z tego powrotu, podejrzewam, że moją radość podzielają zarówno pacjenci, jak i pracownicy służby zdrowia. Tylko osoba i autorytet słynnego kardiochirurga daje nadzieję na zakończenie protestacyjnego pata, strajkujący nie chcą bowiem prowadzić dialogu Piechą, Gosiewskim czy Szczypińską.
W ubiegły piątek minister Religa przedstawił koszyk gwarantowanych świadczeń medycznych. W obecnej sytuacji nie koszyk, ale osoba samego przedstawiającego jest tutaj najbardziej istotna. Religa jest bowiem politykiem otwartym na dialog, dążącym do kompromisu a nie konfrontacji. Dziś takiego kompromisu potrzeba jak nigdy dotąd. Na tę chwilę trzeba odłożyć szczegółowe rozwiązania i pomysły. Jeśli strajk będzie trwał debata o podwyżkach, lub o współpłaceniu, alternatywnych ubezpieczeniach zdrowotnych czy częściowej prywatyzacji służby zdrowia jest po prostu jałowa. Myślę, że profesor Religa doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Stąd jego dużo łagodniejszy ton i bezwarunkowa deklaracja podjęcia rozmów. Jakże ta postawa różni się od niepotrzebnego wymachiwania szabelką przez premiera Kaczyńskiego.
Cieszę się, że profesor Religa znów wziął sprawy służby zdrowia w swoje chirurgiczne ręce. Sytuacja, w której negocjował by nieodpowiedzialny za własne słowa premier i jego giermek wiceminister Piecha, doprowadziłaby w końcu do totalnej katastrowy. W raz z powrotem ministra zdrowia pojawiła się nadzieja, jeśli nawet nie na gruntowną reformę (nie wiadomo czy socjaliści z PiS będą chcieli ją wprowadzić) to przynajmniej na rzetelną debatę o stanie służby zdrowia w Polsce. Pacjenci, tak - przede wszystkim pacjenci, na taką debatę czekają. Oby tylko padały tam merytoryczne argumenty a nie populistyczne strachy na lachy.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)