kajman kajman
2004
BLOG

Smoleńsk - trop skrytobójcy

kajman kajman Polityka Obserwuj notkę 11

SLD wybrało osobliwy moment na wniesienie pod obrady Sejmu uchwały gloryfikującej żołnierzy WSI – dzień przed 4 rocznicą katastrofy smoleńskiej. Zginął w niej Prezydent RP, czyli ten, który opublikował raport z kierowanej przez Antoniego Macierewicza likwidacji tej ponurej służby. Wybór daty na ogłoszenie tekstu uchwały nie był przypadkowy. Od katastrofy smoleńskiej rozpoczęła się systematyczna, aczkolwiek nieoficjalna rekonstrukcja struktur tej spenetrowanej przez rosyjskich agentów organizacji. Data katastrofy smoleńskiej jest jej dorocznym świętem.

Likwidacja WSI była potężnym ciosem zadanym interesom rosyjskim nie tylko w Polsce, ale w i całej zjednoczonej Europie. WSI stanowiła ogromną siłę wpływu, oddziaływała na procesy polityczne i ekonomiczne, prowadziła nielegalne interesy, była tajnym i bezpiecznym kanałem transferowym między Rosją i Europą. W organizacji pracowali Polacy szkoleni w Związku Radzieckim, ludzie, którzy byli blisko powiązani ze służbami specjalnymi postkomunistycznej Rosji.

Ludzie z WSI liczyli na szybką odbudowę swojej organizacyjnej tożsamości po porażce wyborczej koalicji rządowej kierowanej przez PiS. Po zwycięskich dla Tuska wyborach w 2007 roku byli członkowie WSI zaczęli się pojawiać coraz częściej w otoczeniu nowo obsadzanych ministerstw. Dość wspomnieć, że jeden z byłych szefów WSI został powołany na szefa kadr w kierowanym przez Bogdana Klicha MON. Pomimo częściowego odzyskania oddziaływania na kręgi polityczne coś jednak cały czas skutecznie hamowało powrót członków WSI do pozostałych stref dawnych wpływów. Tą siłą byli nowi ludzie, którym powierzono kierowanie polskimi siłami zbrojnymi. Polska armia nie chciała już być kojarzona ze skompromitowaną WSI. Natomiast WSI, bez punktów zaczepienia w armii, nie miała najmniejszych szans na odzyskanie poprzedniego znaczenia.

W ciągu paru miesięcy po zwycięstwie Tuska członkowie zlikwidowanej WSI powołali do życia organizację o nazwie Pro Milito. Było jasne, że powołane stowarzyszenie miało pomóc w odbudowaniu wpływów byłej WSI w armii. Pro Milito posuwało się do takich spektakularnych akcji jak nawoływanie żołnierzy do nieposłuszeństwa wobec dowództwa. Dziesiątki tysięcy egzemplarzy apelu o nieposłuszeństwo rozkolportowano wśród polskich żołnierzy. Jednym z sygnatariuszy apelu był brylujący dziś na salonach gen. Dukaczewski, jeden z liderów Pro Milito i były szef WSI. Stało się oczywiste, że funkcjonariusze rozwiązanych WSI i kadra dowódcza polskiej armii to wobec siebie zaciekli wrogowie.

Teza o uwikłaniu WSI w katastrofę smoleńską została przedstawiona przez autora niniejszego artykułu już kilka tygodni po niej (czyt. artykuł 1 oraz artykuł 2), kiedy większość niezależnych publicystów poszukiwała powiązań katastrofy z „zemstą” Putina na Lechu Kaczyńskim w odwecie za jego międzynarodową aktywność. Należy podkreślić, że nawet gdyby podejrzenie takiej zemsty było uzasadnione, to jej wykonanie nie byłoby możliwe bez szerokiej współpracy z polskiej strony.

Na podstawie kilku poufnych informacji powstała teza, że w Smoleńsku na celowniku nie był Prezydent Kaczyński lecz znajdujące się na pokładzie Tupolewa dowództwo polskiej armii. Późniejsze badania i wnioski z nich płynące oraz nowe fakty dostarczyły dramatycznego wzmocnienia dla tej tezy.

Przenieśmy się na lotnisko im. Chopina w Warszawie w dniu 10 kwietnia 2010 roku, gdyż wydarzenia poprzedzające wylot Tupolewa dają wiele do myślenia. Są one jednak nadal skrzętnie usuwane z przestrzeni publicznej. Przed 6.00 rano wyleciał do Smoleńska samolot JAK-40 z dziennikarzami. Razem z dziennikarzami mieli lecieć przedstawiciele sił zbrojnych, polscy generałowie. Krótko przed wylotem okazało się, że w JAKu nastąpiła awaria i podstawiono zastępczy JAK-40. Nie ma danych, kto zatwierdził negatywny wynik inspekcji samolotu. Podczas przesiadki do nowego samolotu przekazano generałom informację, że zostali zaproszeni do Tupolewa, którym Prezydent będzie leciał do Smoleńska. Również w tym wypadku brak jest informacji, kto podjął decyzję o przemieszczeniu generałów do innego statku powietrznego.

Zaprzeczył temu Antoni Macierewicz, przewodniczący Zespołu Parlamentarnego badającego katastrofę smoleńską. Zapytany o fakt relokacji generałów do innego samolotu potwierdził awarię JAKa, ale nie potwierdził, jakoby generałowie byli przewidywani do wspólnego lotu wraz z dziennikarzami. Od samego początku – twierdzi - planowano ich lot wraz z Prezydentem. Zaprzecza temu Ewa Błasik, wdowa po poległym w Smoleńsku gen. Błasiku, głównodowodzącym polskiego lotnictwa wojskowego. Żona generała wspomina, że jej mąż był cały czas przekonany, że 10 generałów poleci do Smoleńska wraz z dziennikarzami. Dopiero w przeddzień wylotu poinformował ją, że zapadła decyzja o umieszczeniu generałów w Tupolewie. Ta decyzja nie mogła zostać podjęta w kancelarii Prezydenta ze względów kompetencyjnych.

Tymczasem na 4 dni przed wylotem do Smoleńska w hangarze 21 na Okęciu zakończono szybką przebudowę salonki nr 3 w Tupolewie.  Na polecenie dyrektora technicznego 36 SPL zamontowano w niej dokładnie 10 dodatkowych foteli. W tej właśnie salonce zostali później umieszczeni generałowie WP. Z wywiadu udzielonego przez Ewę Błasik wynika, że jej mąż nie miał o tej przebudowie najmniejszego pojęcia. Również Służba Kontrwywiadu Wojskowego oświadczyła, że nic nie wiedziała na temat przebudowy. Dodajmy w tym miejscu, że przebudowa salonki była wykonywana bez jakiejkolwiek ochrony kontrwywiadowczej lub kontroli pirotechnicznej. Wbrew obowiązującym przepisom osoby wchodzące na teren hangaru w okresie przebudowy Tupolewa nie musiały się identyfikować. Nie zachowały się żadne zapisy z monitoringu, który był w hangarze zainstalowany. Zadbano o to, aby prace przy Tupolewie miały całkowicie anonimowy charakter. Osławiony hangar 21 został następnie całkowicie rozebrany pomimo, że kilka lat wcześniej był kompletnie wyremontowany.

Podsumujmy: z jednej strony gen. Błasik, aż do dnia poprzedzającego wylot, planował podróż generałów JAKiem, wspólnie z dziennikarzami. Z drugiej strony wykonane zostały działania, aby umożliwić umieszczenie generałów w salonce Tupolewa.

Przy analizie tych wszystkich wydarzeń trudno się oprzeć wrażeniu, że podjęte działania dotyczyły przede wszystkim przedstawicieli wojska. Śmierć w katastrofie smoleńskiej innych przedstawicieli polskiego życia publicznego stanowiło „efekt uboczny”, doskonale maskujący prawdziwe intencje.

Dodajmy jeszcze, że znakomity fachowiec, jakim jest dr Szuladzinski, zlokalizował jedną z dwóch eksplozji na pokładzie Tupolewa tuż przy salonce nr 3. Z tego względu pasażerowie tej salonki odnieśli największe obrażenia spośród wszystkich ofiar katastrofy smoleńskiej. Stopień dezintegracji zwłok generałów był tak wielki, że do Polski wróciły już tylko ich szczątki, których waga nie przekraczała 25 kg.

A jak się ma dzisiaj WSI? Bardzo dobrze. Gen. Dukaczewski jest cenionym komentatorem wszelkich wydarzeń politycznych a na dowódcze stanowiska w polskiej armii powrócili ludzie, którzy w swoich życiorysach mogą się pochwalić uzyskanym w Rosji wykształceniem. Do ustalenia pozostaje identyfikacja wyraźnego tropu pozostawionego przez skrytobójcę. Jedno jest pewne: jest on wśród nas.

kajman
O mnie kajman

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka