W mieście, w którym studiuję, zorganizowano lodowisko na placu koło ratusza. Codziennie wracając z uczelni mijam to miejsce, patrzę, jak się tam panowie uwijają, bo od grudnia lodowisko ma być oddane do użytku (darmowego?). I tak mijając sobie przypominam, jak to w moim dzieciństwie z łyżwami bywało...
Kiedy dostałam figurówki po mamie, od razu chciałam na nich jeździć jak łyżwiarki w telewizji. Ale niestety - zimą na podwórko nie wybiegnę w czerwonej satynowej sukienczynie, poza tym umiejętności nie miałam jeszcze żadnych. Mama zresztą bała się puścić 8-letnią córkę na lodowisko, postanowiła więc...zrobić je sama. Biegała w mróz z wiadrami wody i utworzyła na naszym podwórku sporą kałużę. W sam raz do pierwszych łyżwiarskich prób. Na początku musiałam się asekurować - a to mnie za rękę trzymano, a to stałam uczepiona do sanek, próbując posuwać się do przodu w dwóch swetrach, kurtce, dwóch parach rękawiczek i zimowych spodniach z rajtuzami pod spodem.("Nie zdejmuj czapki!"). Zbyt wiele gracji i wdzięku w takim ubiorze zaprezentować się nie dało, ale mama i tak podziwiała mnie z okna kuchennego, jak się poruszałam ślamazarnie po tej kałuży szumnie zwanej lodowiskiem.
Potem wolno mi było wychodzić wraz z siostą na pobliski staw. Staw mógł spełniać wymogi Bezpiecznej Ślizgawki po odczekaniu tygodnia od pojawienia się dużych mrozów. Wtedy szłyśmy tam z siostrą, grałyśmy we dwie w hokeja, albo urządzałyśmy turniej jazdy figurowej, próbując kręcić jakieś pokraczne piruety i ósemki. Ona, zauważałam to nie bez satysfakcji, jeździła gorzej niż ja, wykręcała nogi i częściej się wywracała.
U moich dziadków na feriach o jeździe na łyżwach nie było mowy, nigdzie w pobliżu nie mieli zbiorników wodnych, zresztą babcia chybaby tego nie wytrzymała nerwowo. Ale za to wtedy w telewizji często były, ulubione przez mojego dziadka, mistrzostwa w jeździe figurowej. Czekaliśmy zwłaszcza na pokazy mistrzów, kiedy łyżwiarze mogli jeździć nie trzymając się sztywnych reguł, tylko babcia przeszkadzała, bo mówiła, że dzieci muszą zjeść właśnie teraz kanapeczki z wędlinką i kakao wypić.
Na łyżwach nie byłam od kilku lat dobrych, więc może wreszcie się wybiorę?



Komentarze
Pokaż komentarze (18)