Młoda Polka Młoda Polka
357
BLOG

"Wo Wiflijemie wiesieła nowina" i "Dzisiaj w Betlejem wesoła now

Młoda Polka Młoda Polka Kultura Obserwuj notkę 12

Tę kolędę w obu wersjach obok siebie można usłyszeć w podlaskich szkołach, np. na akademiach przed Świętami, zwłaszcza w podstawówkach w małych miasteczkach, takich jak moje. Obie wersje rozbrzmiewają też w wielu rodzinach, bo często zdarza się, że mama - katoliczka, tata - prawosławny, więc świętuje się dwa razy: w grudniu i styczniu. Dopóki żyła moja prababcia, też tak właśnie spędzałam Boże Narodzenie.

Jechaliśmy do małej wioski S., wchodziliśmy do małej, zgarbionej drewnianiej chaty na pagórku, witaliśmy się z babcią, przyjeżdzali wujowie i siadaliśmy do stołu. Pamiętam dziwny zapach babcinego domu, zapach starości, którego nie lubiłam. Te święta też lubiłam mniej, bo już się nie dostawało prezentów, w dodatku przy stole rozmawiano tą mieszanką białoruskiego i polskiego, której nie rozumiałam. Było to jednak dla mnie coś normalnego, podobnie jak to, że przychodzili kolędnicy i śpiewali kolędy prawosławne, a raczej je fałszowali, spoglądając trochę przestraszonym wzrokiem na ludzi przy stole i kręcąc nerwowo Gwiazdą Betlejemską z kolorowej bibuły.

U babci na Świętach nigdy nie było choinki, przynajmniej ja nie pamiętam takich świąt (to też mi trochę przeszkadzało). Babcia, jak to staruszka, nie dałaby rady przyciągnąć choinki do domu, a do lasu dość daleko. Jednego razu tato rzucił pomysł: a może wytniemy małą choinkę i zawieziemy babci, to będzie miała niespodziankę. Wycięliśmy nielegalnie malutkiego świerczka w lesie, wzięliśmy trochę własnych ozdób choinkowych i pojechaliśmy. Okazało się, że moja ciotka też wpadła na tę myśl...w domu już stała mała choinka, miała nawet lampki. Uśmialiśmy się wtedy bardzo, i dwie choinki stanęły obok siebie - jedna na kredensie, druga koło kaflowego pieca. Pamiętam jeszcze inną historyjkę. Podczas jednych świąt mojego małego brata rozbolała głowa. Dano mu tabletkę, i za chwilę ktoś zapytał, jak się czuje. Mój pięcioletni wówczas brat, chcąc popisać się, że on też umie ładnie mówić w języku babci, powiedział: "Wziął tabletku, i lepiej się czuju".

Babcia nie miała lekkiego życia w przeszłości. Tato mi opowiadał, że kiedy jej synowie byli mali, a dziadek podczas wojny trafił do obozu pracy, musiała sama jakoś sobie radzić. Chodziła do odległych wsi, pomagała ludziom w pracach polowych, albo sadziła las. Dziadkowi udało się wrócić do wsi. Było tak: zapakowali ich do pociągu towarowego i powiedzieli: wracacie do domów. Ale to nie była prawda, ktoś dziadkowi powiedział, że wiozą ich na Sybir. Nie wiem, jak to się stało, ale dziadek dogadał się z maszynistą, żeby ten zwolnił pociąg na kolejowym moście. Dziadek wyskoczył do rzeki, przeżył. Wrócił do wsi.

Babcia przeżyła męża o ponad 10 lat, sama zmarła w 2003 roku. Wujek opowiadał: "Mama zasnęła, przez sen westchnęła głęboko, i przestała oddychać." Pogrzeb trwał bardzo długo, najpierw kondukt zatrzymał się przy krzyżach stojących przy wjeździe do wsi - taka była tradycja od zawsze: przy krzyżach odkrywano trumnę, baciuszka się modlił. Potem nabożeństwo w cerkwi, i najbardziej poruszająca dla mnie chwila: pożegnanie zmarłej. Każdy podchodził i całował dłonie babci, albo wykonywał znak krzyża, po czym trumna została zamknięta.

Bardzo żałuję, że nigdy nie przyszło mi do głowy wypytać babcię o dzieje naszej rodziny, że nie pytałam o różne obrzędy, tradycje. Kiedyś miałam zrobić do szkoły drzewo genealogiczne, tato pojechał do babci i wypytał. Okazało się, że moja niepiśmienna prababcia miała tak rewelacyjną pamięć, że pamiętała nazwiska moich prapraprapradziadków, pamiętała, z jakich wsi pochodzili. Na pewno pamiętała znacznie więcej szczegółów... 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Kultura