Młoda Polka Młoda Polka
252
BLOG

Klękajcie narody! Wajda nominowany do Oscara

Młoda Polka Młoda Polka Kultura Obserwuj notkę 16

Czerwony pasek na TVN24, pierwsza wiadomość w "Faktach" i "Wiadomościach", radość, duma, wzruszenie. Film "Katyń" nominowany do Oscara. Wywiady z Wajdą, Mistrz dowcipnie: "Chyba trochę umiem kręcić filmy", Globisz uczenie: "Dzięki tej nominacji ludzie poznają część naszej historii". A ja jakoś nie potrafię dzielić tej radości i wzruszenia.

Na początku chcę powiedzieć, że niezwykle doceniam fakt, że zrobiono w Polsce film o tak ważnej części naszej historii, jaką jest zbrodnia katyńska. Doceniam też walory edukacyjne filmu Wajdy: dzięki temu, że zagrali w nim znani aktorzy a reżyserem był TEN Wajda, do kin poszły miliony Polaków, w tym wiele młodzieży; dzięki nominacji do Oscara prawdę o Katyniu uświadomią sobie też widzowie zza oceanu. Ale oglądając "Katyń" czułam ogromną rozbieżność między wagą tematu a tendencyjnym jego zobrazowaniem. Aktorstwo, konstrukcja fabuły (pojawiające się znikąd epizodyczne postaci), a nawet scenografia pozostawiały sporo do życzenia. Niestety, media na ogół nie przekazywały wszelkich informacji o "Katyniu" inaczej, jak tylko na sposób ślepo bałwochwalczy, każąc każdemu bezrefleksyjnie klękać przed Mistrzem i jego dziełem. Ja doceniam, ale niestety klękała nie będę. Doceniam - podkreślam raz jeszcze - to, że reżyser pokazał prawdę o Katyniu na tle propagandowych działań zarówno Niemców, jak i Rosjan, wzajemnie siebie obarczających odpowiedzialnością za mord w Katyniu.

W dzisiejszych "Faktach" i "Wiadomościach" na okrągło podkreślano poznawczy walor filmu, w ogóle nie napomykając nawet o walorach  artystycznych. To tak, jakby waga tematu filmu i ranga reżysera mówiły same za siebie. Ba, tak jakby nie wypadało mówić o walorach artystycznych, bo one wszystkie są zawarte w stwierdzeniu: "film Wajdy". I wszystko jasne, nie pytać, podziwiać. I radować się z nominacji, tak jak pan Żmijewski, który "czuje dumę, że zagrał w filmie, który być może otrzyma Oscara". Powiedzmy to sobie szczerze: wiele naprawdę dobrych filmów nigdy nie dostało ani jednego Oscara, więc otrzymanie tej statuetki nie przesądza wcale o wartości filmu. Musimy się naprawdę tym dowartościowywać? Pan Englert powiedział, że myślimy o sobie jako o zaścianku - czy eksplozja radości w mediach z powodu nominacji do Oscara jeszcze bardziej tego nie unaocznia?

Uprzedzając zarzuty, chciałabym powiedzieć, że nie uważam wcale, że filmy przede wszystkim powinny być dobrze zrobione, za to niekoniecznie zgodne z prawdą  historyczną, a wręcz zakłamane. Dlaczegi filmy nie mogą być i dobre, i prawdziwe?

Pozostaje więc tylko cieszyć się z tego, że nominacja "Katynia" przyczyni się do szerszego rozgłoszenia historii o zbrodni katyńskiej. Chociaż z drugiej strony to niedobrze, że wielu ludzi czerpie wiedzę historyczną z filmów. W sumie kwestia ta jest dyskusyjna:  film jako źródło wiedzy, albo przynajmniej pretekst do rozmowy o naszej historii to znak naszych czasów i wykorzystanie mediów i kinematografii jako popularnych środków przekazu. Z drugiej zaś strony każdy powinien znać przynajmniej najważniejsze elementy naszej historii - ze szkoły, nie zaś za pośrednictwem filmu. Żeby nie było tak, jak w przeczytanym przeze mnie niedawno reportażu o poziomie świadomości historii wśród polskiej młodzieży. Pytanie dziennikarza: "Co wiesz o 13 grudnia 1981?" - odpowiedź ucznia: "Nie wiem, jestem z mat-fizu".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Kultura