Za chwilę rozpocznie się sesja budżetowa, okrzyknięta „rekordową”. Tyle, że zanim zaczniemy marzyć o rekordowych inwestycjach, warto zejść na ziemię. W naszym mieście brakuje stabilności nawet w podstawowych sprawach: od zwykłych ławek, przez remont niecki basenowej przy ulicy Belzackiej, gdzie odpadają płytki, po kwestie bezpieczeństwa i oszczędności w miejskim systemie ogrzewania.
Dziś przyglądam się jednej z miejskich spółek. Opiszę to krótko i po ludzku: co tam właściwie się dzieje?
Z dokumentów wynika jasno, że spółka ma poważne problemy finansowe, a nadzór ze strony miasta wygląda na słaby i spóźniony. Straty urosły tak bardzo, że firma musiała przesunąć 5 milionów złotych z własnego kapitału.
Ze względu na trudną sytuację finansową Zwyczajne Zgromadzenie Wspólników, którego przewodniczącym jest Juliusz Wiernicki- Prezydent, podjęli uchwałę i wyrazili zgodę w sprawie częściowego pokrycia straty netto oraz pokrycia całości strat za lata ubiegłe poprzez obniżenie kapitału zakładowego.
Mówiąc wprost: obniżono kapitał firmy o 5 milionów złotych — z 15 064 000 zł do 10 064 000 zł.
Dlaczego tak zrobiono?
Wygląda to, jakby chciano uniknąć pokazania powagi sytuacji. Zamiast otwarcie przyznać, że pojawił się poważny problem, obniżono kapitał i liczono, że nikt nie zauważy. To działanie budzi poważne wątpliwości co do jasnych i transparentnych działań.
A dlaczego nie poinformowano opinii publicznej? Pewnie dlatego, że źle wyglądałoby zatrudnienie miejskiego radnego.
Gdy przedsiębiorstwo zaczyna zjadać własny kapitał, to znak, że sytuacja jest naprawdę zła i że zwykłe działania już nie wystarczają.
Najbardziej niepokojące jest to, że główna działalność tj. dostarczanie wody przynosi duże straty.
To tak, jakby piekarnia traciła na sprzedaży chleba. Coś ewidentnie działa źle.
W oczyszczalni nadal korzysta się ze starej technologii, która pożera pieniądze i wymusza częste, kosztowne i niebezpieczne wymiany materiałów. Co dwa miesiące przeprowadza się operacje, które mogłyby być uniknięte przy wcześniejszych inwestycjach w nowocześniejsze rozwiązania.
I gdzie w tym wszystkim jest miejski nadzór?
Spółka należy do miasta, to nasze pieniądze, nasza infrastruktura, nasze rachunki. Przy takich problemach nadzór powinien działać uważnie i sprawnie.
Firma, która powinna działać stabilnie i zapewniać wodę oraz kanalizację, notuje straty, pracuje na wyeksploatowanej technologii i nie jest właściwie nadzorowana. Konsekwencje spadną ostatecznie na wszystkich czyli na nasze rachunki, miejskie inwestycje i budżet miasta.
I wisienka na torcie: w sytuacji, gdy od lat spółka tonie w stratach, kapitał jest cięty, technologia się sypie, a nadzór kuleje, generuje się dodatkowe koszty tj. zatrudnia się przewodniczącego Rady Miasta na stanowisku „cyberspecjalisty”. Wielu mieszkańców zastanawia się, skąd taka decyzja i jakie uzasadnienie za tym stoi.
No cóż skoro spółka ma milionowe straty, jedno jest pewne: kreatywności w doborze kadry pracowniczej nie brakuje.
Nawet „cyberprzyszłość” da się budować na minusie.
Dane finansowe spółki:
Cała działalność:
Przychody: 42 677 tys. zł
Koszty: 43 025 tys. zł
Wynik: –348 tys. zł
Działalność podstawowa:
Przychody: 38 004 tys. zł
Koszty: 38 700 tys. zł
Wynik: –696 tys. zł
Zaopatrzenie w wodę:
Przychody: 15 468 tys. zł
Koszty: 17 175 tys. zł
Wynik: –1 707 tys. zł
Ponad 1,7 miliona złotych straty na samej wodzie.
Tak wygląda rzeczywistość: spółka tonie w stratach, kapitał „po prostu wyparował”, technologia się sypie, a odpowiedzialność i transparentność gdzieś znikają. Mieszkańcy płacą coraz wyższe rachunki, a w zamian słyszą o „rekordowym” budżecie i oglądają kolejne etaty dla „cyberfachowców”, „koordynatorów” i „rodziny na swoim”.
Miasto można malować na kolorowo i nagrywać propagandowe rolki, ale nie zmienia to faktu, że 5 milionów należących do mieszkańców po prostu wyparowało.





Komentarze
Pokaż komentarze