Leżę sobie przed telewizorkiem w sobotnie przedpołudnie, przerzucam kanały i zamiast błogo odpoczywać, wyluzować się, przysłowiowy " szlag mnie trafia"
Na jednej ze stacji, w studio grupa zaproszonych gości ubolewa jak to żle u nas jest z "dzietnością', że co pokolenie, to znacząco zmniejsza się ilość rodaków, dyskutują co z tym zrobić, jak zachęcić młodych ludzi do powiększania rodzin. Przedstawiciel rządu plecie jakieś "farmazony", które nic nie znaczą i nic nie zmienią.
Przerzucam kanał i słyszę, że w szpitalu we Włocławku, w wyniku zaniedbań personelu, kobieta straciła bliżniaczą ciążę. Przyjechała do szpitala w ósmym miesiącu ciąży, zgodnie z umówionym terminem na cesarskie cięcie. Cięcia nie wykonano, termin przełożono na następny dzień. Jednak z jakiegoś powodu dzieci po północy zmarły / w tym szpitalu, pod opieką lekarzy/
Rodzice i rodzina są w szoku. Szpital coś tam tłumaczy, ale okazuje się że wszystko było w porządku i zgodnie z procedurami . Teraz wszyscy będą wyjaśniać, ponieważ do Włocławka już jadą " wszelkiej maści " eksperci, wojewoda, przedstawiciel NFZ-tu
Przerzucam kanał, a Panowie i Panie w studio dalej dywagują, co należy zrobić aby Polacy chcieli powiększać rodziny.
Chciałem im podpowiedzieć, szczególnie temu przedstawicielowi ministerstwa zdrowia, ale same niecenzuralne słowa przychodziły mi do głowy........
I na koniec, powtarzam to już któryś raz - boję się polskich szpitali, strach chorować / strach się rodzić /


Komentarze
Pokaż komentarze (1)