Wstęga Mobiusa
Jeśli słychać coś, to to, co jest w słuchawkach, Jeśli widać coś, to to w telewizorach.
0 obserwujących
6 notek
1810 odsłon
  257   0

Słowo Kukiza

Plakatowanie nocą, 2015
Plakatowanie nocą, 2015

Paweł Kukiz niedawno zdecydował się poprzeć rząd Zjednoczonej Prawicy. Warto zastawić się, ile warte jest jego słowo.

Zapraszam do przeczytania fragmentów pierwszego rozdziału mojej książki "Z Liroyem na wiejskiej". 


Pawła Kukiza poznałem podczas referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz – Waltz z funkcji prezydenta stolicy. Referendum to zostało zorganizowane przez warszawskich samorządowców, a ja byłem jednym z założycieli komitetu referendalnego.

W tym gronie znalazł się także Paweł Kukiz, którego kandydaturę zaproponował Piotr Guział. Oczywiście Kukiz przez wiele lat mieszkał w Warszawie, chociaż jego aktywność polityczna zogniskowana była na Dolnym Śląsku. Do polityki wciągnęli do bezpartyjni samorządowcy związani z Robertem Raczyńskim, prezydentem Lubina. Pasowało to do koncepcji komitetu referendalnego Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej, więc pomysł Guziała zyskał praktycznie jednomyślną akceptację.

Gdybyśmy wtedy znali historię mieszkania na ul.Dolnej, którego najemcą Kukiz został wbrew obowiązującym przepisom a następnie wykupił je dzięki daleko posuniętej życzliwości warszawskiej urzędniczki, protegowanej Julii Pitery, nasza decyzja byłaby zapewne inna.

Jednak te fakty wypłynęły na jaw dopiero po wyborach parlamentarnych. Na razie Kukiz był samorządowcem i korzystał jeszcze pewnie ze służbowego laptopa sejmiku dolnośląskiego, którego potem nie chciał zwrócić i przez wiele lat oddać za niego publicznych pieniędzy. Nikt jeszcze nie zakładał, że wkrótce Paweł wystartuje na prezydenta Polski i osiągnięcie rewelacyjny, trzeci wynik.

Aktywność Kukiza w komitecie referendalnym ograniczyła się do jednego wystąpienia publicznego i komentarzy medialnych, ale dodało to naszemu referendum wiele rozgłosu.

Liroya poznałem podczas zbiórki podpisów latem 2015 roku. Ruch Kukiza, jeszcze niedawno tak prężny po sukcesie Pawła w wyborach prezydenckich, właśnie zaczynał się rozpadać. Kilku cwaniaków, zupełnie nieznanych i bez szans na normalny wybór, postanowiło wyszarpać dla siebie jedynki na listach poselskich. W tym celu musieli odsunąć prawdziwych, naturalnych liderów. Z góry przewidziałem, czym to pachnie. Nie mogłem jednak zawieść setek ludzi z Mazowsza, którzy obdarzyli mnie swoim zaufaniem i wybrali liderem. Byli wśród nich wojownicy, Zmieleni, wiele środowisk. Dlatego ogłosiłem publicznie, że nie zamierzam kandydować do sejmu. Później zadeklarowałem to w rozmowie w cztery oczy Kukizowi.

Powiedziałem, że nie chcę, aby ruch atakowano za to, że jeszcze kilka lat wcześniej działałem w Prawie i Sprawiedliwości. Obiecałem polecić Pawłowi na listy najlepszych działaczy i ekspertów. Jako były szef gabinetu politycznego Szefa KPRM zadeklarowałem także gotowość zbudowania biura klubu parlamentarnego. Byłem w otoczeniu Kukiza jedyną osobą o odpowiednich kompetencjach.

Niestety, Paweł Kukiz zaczął już wtedy okłamywać swoich zwolenników. Odszedł też od koncepcji "struktury bez struktur". Na początek wyznaczył w regionach rzeczników prasowych, rzekomo w celu usprawnienia komunikacji z mediami. Na Mazowszu jako rzecznik został narzucony Stanisław Tyszka. Zupełny no name. Tyszka jako rzecznik nawet nie raczył skontaktować się z mazowiecką strukturą ani zespołem PR stworzonym przeze mnie i zaprzyjaźnionych ludzi mediów. Zaczęliśmy sprawdzać, kim jest Tyszka. Szybko okazało się, że to założyciel partii Jarosława Gowina, który odszedł, kiedy nie otrzymał upragnionej jedynki do Sejmu w okręgu 20. Sam przedstawiał się jako "doktor prawnik". Co prawda był magistrem prawa, ale doktorat obronił z nauk humanistycznych na uczelni dla kadr unijnych. Tematem jego dezaeracji była restytucja mienia żydowskiego.

Rzecznicy regionalni wkrótce zostali ogłoszeni koordynatorami. Paweł Kukiz kilkakrotnie zapowiedział, że ci koordynatorzy nie będą startować w wyborach. To było pierwsze publiczne kłamstwo Kukiza jako szefa ruchu.

Tyszka olał ludzi, którym Kukiz zawdzięczał swój rewelacyjny wynik w wyborach prezydenckich w stolicy i na Mazowszu. Nie było żadnych spotkań, informacji, dialogu. Otworzył gdzieś swoje biuro i rozpoczął urzędowanie. Nie zbierał też podpisów. W tym czasie mazowiecki Ruch Kukiza spotykał się regularnie pod moim przewodnictwem na Smoczej. Zorganizowaliśmy zbiórkę podpisów w całym województwie. Tyszka zapraszany był na każde spotkanie. Nigdy się nie pojawił.

Któregoś dnia zadzwonił do mnie Paweł Dulski. Akurat zbieraliśmy podpisy z Arkiem Czakiem i Grzegorzem Zernikiem pod Stadionem Narodowym. Paweł ucieszył się. "Zaraz podjadę do was z Liroyem" powiedział. Po kilkunastu minutach pierwszy raz spotkaliśmy legendarnego twórcę polskiego rapu. Liroy okazał się bardzo sympatycznym gościem. Nie okazywał żadnego zadęcia ani dystansu jak niektóre gwiazdy. Natychmiast dorwał się do megafonu i zaczął zachęcać ludzi do składania podpisów pod listami. W kilka minut koło naszego stolika zgromadził się niezły tłum. Wtedy zobaczyłem, jaka jest siła popularności Liroya.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka