modus in actu modus in actu
139
BLOG

PROTOKÓŁ ODWRÓCONYCH BODŹCÓW

modus in actu modus in actu Kultura Obserwuj notkę 4
opowiadanie SF z archiwów Instytutu Spójności

1. Depesza, która nie powinna istnieć

Wiadomość przyszła o 03:12, kiedy w mieście wszystko jeszcze udawało noc, a system udawał, że śpi.

TEMAT: Zawiadomienie o kwalifikacji do programu O/B-1 (Odwrócone Bodźce – faza pilotażowa).

TREŚĆ: Zostałeś wylosowany jako podmiot testowy. Twoja obecność jest obowiązkowa. Nieobecność zostanie uznana za brak współpracy z modernizacją.

Modernizacja.

To słowo w Polsce brzmiało jak zaklęcie: nikt nie wiedział, co oznacza, ale wszyscy wiedzieli, że nie należy się z nim kłócić.

Otworzyłem załącznik. Na pierwszej stronie był wykres: oś pionowa „Ryzyko”, oś pozioma „Ochrona”. W prawym dolnym rogu, gdzie ryzyko było totalne, a ochrona minimalna, ktoś postawił kropkę i podpisał:

„PRZEDSIĘBIORCA STRUKTURALNY (WZORZEC).”

A pod spodem dopisek:

„Do dalszego wykorzystania w badaniach zgodności.”

To był pierwszy raz, kiedy zobaczyłem swoje życie w formie punktu.

2. Instytut Spójności

Instytut mieścił się w budynku, który wyglądał jak ministerstwo i jak szpital jednocześnie. W holu stał automat z kawą, który wydawał paragon zanim wydawał kawę. Paragon miał trzy strony i kończył się sentencją:

„Wydruk stanowi dowód dokonania świadczenia.”

Przy recepcji siedziała kobieta w uniformie, którego kolor był nieokreślony. Mogłem przysiąc, że raz był granatowy, raz szary, a raz po prostu „urzędowy”.

– Cel wizyty? – zapytała.

– Program O/B-1.

Nie mrugnęła.

– Dokument tożsamości. NIP. REGON. Oświadczenie o byciu sobą.

– Słucham?

Podała mi kartkę.

OŚWIADCZENIE

Ja, niżej podpisany, oświadczam, że jestem tą samą osobą, która wchodziła do budynku. Oświadczam, że nie zostałem podmieniony w drodze. Oświadczam, że moje zamiary są zgodne z procedurą.

Podpisałem. Długopis był na łańcuszku.

– Piętro czwarte. Sala „Peryferia”. Proszę nie używać windy w celach innych niż przewidziane w regulaminie.

Winda nie miała przycisków. Miała menu.

Wybierz rolę:

Petent

Interesariusz

Beneficjent

Podmiot testowy

Wybrałem 4). Winda westchnęła i ruszyła.

3. Komisja

W sali „Peryferia” siedziało pięć osób. Każda wyglądała jak inny system.

Pierwszy był prawnik. Miał twarz człowieka, który zawsze jest gotów powiedzieć „to zależy” i nigdy nie jest gotów powiedzieć „tak”.

Drugi był lekarz. Pachniał sterylnością i pewnością.

Trzeci był doradca podatkowy. Nie pachniał niczym, bo jego obecność była jak interpretacja ogólna: wszędzie i nigdzie.

Czwarty był polityk. Uśmiechał się tak, jakby już teraz gratulował mi sukcesu, którego nie miałem.

Piąty… piąty był kimś bez twarzy. Siedział za ekranem. Na ekranie wyświetlał się napis:

SYSTEM

Prawnik wstał.

– Jesteśmy Zespołem ds. Odwróconych Bodźców. Celem programu jest synchronizacja racjonalności sektorów publicznych z racjonalnością realną.

Lekarz skinął głową.

– Zwiększenie zdrowia populacyjnego poprzez bodźce profilaktyczne.

Doradca podatkowy dopowiedział:

– Upraszczanie poprzez komplikowanie w sposób kontrolowany.

Polityk:

– Transparentność, odpowiedzialność i wzmocnienie klasy średniej.

SYSTEM:

– Zgodność.

Spojrzałem na nich.

– A gdzie przedsiębiorcy?

Prawnik uśmiechnął się bez uśmiechu.

– Pan jest przedsiębiorcą.

– Tak, ale… nie w tym sensie.

– W tym sensie, jaki jest właściwy dla programu.

SYSTEM:

– WZORZEC.

Lekarz spojrzał na mnie jak na pacjenta, którego jeszcze nie zbadał, ale już wie, co mu dolega.

– Będzie pan pierwszym uczestnikiem pilotażu. Dla równowagi. Dla testu.

– Dla testu czego?

Prawnik przechylił głowę.

– Czy systemy, które są wynagradzane za trwanie problemów, mogą zostać wynagradzane za ich rozwiązanie. A jeśli nie mogą… to czy można to obejść.

– I co ja mam z tym wspólnego?

Doradca podatkowy włączył projektor. Na slajdzie była tabela.

ODWRÓCONE BODŹCE – ZASADY:

Lekarz otrzymuje wynagrodzenie za zdrowie pacjentów; za chorobę płaci.

Prawnik otrzymuje wynagrodzenie za szybkie zakończenie sporu; im dłużej trwa spór, tym mniej zarabia.

Polityk otrzymuje wynagrodzenie za zrealizowane obietnice; opóźnienie blokuje wypłatę.

Przedsiębiorca pozostaje bez zmian.

Pod tabelą dopisek:

„Kontrola: systemy nie mogą być jednocześnie odwrócone i utrzymane.”

– Czyli ja mam być kontrolą? – zapytałem.

– Tak – powiedział lekarz.

– A co to znaczy praktycznie?

Prawnik położył przede mną plik dokumentów.

– Będzie pan obserwatorem. Uczestnikiem kontrolnym. Dostarczy pan danych: jak zmienia się pańskie otoczenie, kiedy systemy publiczne zaczynają tracić opłacalność problemu.

– To brzmi jak… – zacząłem.

– Jak utopia? – polityk.

– Jak absurd.

SYSTEM:

– ABSURD = BŁĄD OPISU.

Prawnik:

– Używamy terminu „anomalia”.

4. Dzień pierwszy: przychodnia bez pacjentów

Następnego dnia lekarze płacili chorym.

Nie w sensie metaforycznym. Dosłownie.

Przychodnia, do której zawsze nie dało się dodzwonić, nagle dzwoniła do mnie.

– Panie Adamie, proszę przyjść na profilaktykę. Dzisiaj. Za darmo. I jeszcze… – pielęgniarka zawahała się, jakby mówiła coś nieprzyzwoitego – …otrzyma pan zwrot za czas.

– Zwrot za czas?

– Tak, taki bon. Żeby pan… no… nie cierpiał.

W poczekalni nie było ludzi. Była cisza, która w normalnych warunkach byłaby podejrzana. Lekarz przyjął mnie od razu.

– Co pana sprowadza?

– System – powiedziałem zgodnie z prawdą.

Lekarz spojrzał na ekran, jakby to była diagnoza.

– System sprowadza wielu.

– Podobno teraz płacicie chorym.

Lekarz zbladł.

– Proszę tego nie nazywać tak głośno. To… przejściowe. Pilotaż.

– Jak to działa?

Zaczął mówić szybko, jak ktoś, kto próbuje wyjaśnić samemu sobie.

– Jeśli pacjent zachoruje, nasz budżet spada. Jeśli zdrowieje, budżet rośnie. Jeśli jest zdrowy, budżet rośnie jeszcze bardziej. Musimy… musimy zapobiegać.

– Czyli będziecie dbać o zdrowie?

– Musimy.

Powiedział to tonem człowieka, który właśnie dowiedział się, że będzie musiał być lekarzem.

– A jak ktoś chce być chory?

Lekarz spojrzał na mnie z przerażeniem.

– To… to niemożliwe.

– W sensie biologicznym?

– W sensie budżetowym.

Po badaniu dostałem bon. Na bonie było napisane: „Rekompensata za niewystąpienie choroby.”

Na ulicy zobaczyłem plakat: „ZDROWIEJESZ – PŁACIMY.”

Ktoś dopisał markerem: „Wreszcie”.

5. Dzień trzeci: kancelaria, która chce przegrać

Miałem spór z kontrahentem. Nic wielkiego. Klasyczny konflikt o fakturę, której „nie było”, bo „system nie widział”. Spór trwałby pewnie dwa lata, jak każdy.

Zadzwonił mój prawnik.

– Panie Adamie, musimy natychmiast zakończyć tę sprawę.

– Jak to: musimy?

– Mam nowy system rozliczeń.

– Odwrócone bodźce.

– Niech pan tego nie mówi. To jest… wrażliwe.

– Ale przecież to dobre. Będzie pan chciał szybciej.

– Nie „chciał”. Będę musiał.

Zamilkł, jakby usłyszał własne słowa i poczuł ich ciężar.

– Wie pan, co jest najgorsze? – zapytał po chwili.

– Że będzie pan zarabiał mniej?

– Że ja nie wiem, jak wygląda moja praca bez procesu.

Przez moment miałem wrażenie, że słyszę nie prawnika, tylko człowieka, który całe życie uczył się pływać w basenie, a teraz ktoś mu zabrał wodę.

– Proponuję ugodę – powiedział.

– Ale ja mam rację.

– Rację można mieć po dwóch latach. Ugodę można mieć jutro. A ja… ja muszę mieć jutro.

Pojechałem do sądu. W korytarzu tłum prawników wyglądał jak stado ptaków, które nagle zgubiło kierunek migracji.

Na tablicy ogłoszeń pojawił się komunikat:

„W związku z nowym systemem wynagrodzeń zachęca się do zakończenia spraw bez zwłoki. Sąd nie ponosi odpowiedzialności za brak konfliktu.”

Na sali rozpraw sędzia miał minę człowieka, który pierwszy raz w życiu zobaczył, że strony chcą się dogadać.

– Czy strony podtrzymują stanowiska? – zapytał odruchowo.

Prawnik przeciwnika wstał.

– Nie. Chcemy zakończyć. Szybko.

Mój prawnik:

– My też.

Sędzia spojrzał na nich podejrzliwie.

– To jest… nietypowe.

SYSTEM (w mojej głowie, bo przecież SYSTEM był wszędzie):

– NIETYPOWE = NIEZABEZPIECZONE.

Sędzia westchnął.

– W takim razie… ugoda.

Wyszedłem z sądu po trzydziestu minutach. Czułem się jak po wypadku, który się nie wydarzył.

Na schodach mój prawnik zatrzymał mnie.

– Panie Adamie… – zaczął.

– Tak?

– Ja… ja nie wiem, co będę robił.

Nie powiedziałem mu, że to pierwszy raz, kiedy słyszę prawdę z jego ust.

6. Dzień piąty: polityk bez obietnic

Politycy dostawali wynagrodzenie za spełnione obietnice. Opóźnienie blokowało wypłatę. Niewykonanie – anulowało.

Pierwsza konferencja prasowa nowego porządku trwała cztery minuty.

– Szanowni państwo – powiedział polityk, którego znałem z telewizji. – W związku z nowym modelem finansowania odpowiedzialności publicznej informuję, że nie będę obiecywał niczego, czego nie mogę zrobić w ciągu sześciu miesięcy. Dziękuję.

Ktoś z dziennikarzy zapytał:

– A co z przedsiębiorcami?

Polityk zawahał się.

– Przedsiębiorcy… – zaczął i urwał.

Widać było, że w jego głowie dzieje się walka: między dawnym nawykiem obietnicy a nowym nawykiem strachu przed niewypłatą.

– Przedsiębiorcy… – powtórzył. – …niech… niech… – i zamilkł.

SYSTEM:

– OBIETNICA = ZOBOWIĄZANIE. ZOBOWIĄZANIE = KOSZT.

– …niech mają święty spokój – wykrztusił w końcu.

W sali zapadła cisza. Potem ktoś się roześmiał. Nie wiadomo było, czy to śmiech ulgi, czy śmiech katastrofy.

W kolejnych dniach kampanie wyborcze zniknęły. Zamiast billboardów pojawiły się kartki:

„NIE OBIECUJEMY. MOŻE ZROBIMY.”

Frekwencja spadła. Ludzie przestali wierzyć, bo nie było w co wierzyć. System polityczny przestał produkować symulakry. Nagle okazało się, że bez symulakrów polityka wygląda jak administracja. A administracja nie ma fanów.

7. Kontrola: przedsiębiorca bez zmian

Tymczasem ja wstawałem rano i robiłem swoje.

Miałem firmę, która działała, bo musiała. Pracowałem dwanaście godzin dziennie. Płaciłem podatki od zysku, którego nie konsumowałem, bo zysk był tarczą, nie nagrodą. Żyłem z kredytu, bo kredyt był czasem, a czas był jedynym zasobem, który mogłem przesuwać.

Kiedy systemy publiczne zaczęły się odwracać, poczułem coś dziwnego: na chwilę świat stał się mniej absurdalny. Jakby ktoś zmienił kąty w labiryncie.

Lekarze zapobiegali chorobom. Prawnicy kończyli spory. Politycy milczeli.

I nagle ja, przedsiębiorca, przestałem być jedynym, od którego wymagano efektu.

To było piękne przez trzy dni.

Potem zaczęły się konsekwencje.

8. Różańcowa reakcja systemów

Pierwszy upadł sektor prawny.

Nie dlatego, że prawnicy zbankrutowali. Nie. System prawny nie bankrutuje – on po prostu rozszerza definicję konieczności.

Upadł w sensie społecznym: zaczął produkować nowy rodzaj konfliktów, których nie da się zakończyć szybko.

Pojawiły się sprawy, które były z natury „długie”, bo dotyczyły nie faktów, tylko interpretacji interpretacji. Spory o to, czy ugoda była ugodą. Spory o to, czy zakończenie było zakończeniem.

SYSTEM prawny znalazł obejście.

Prawnicy znów zaczęli zarabiać.

Nazwali to „ochroną praworządności proceduralnej”.

Potem upadł sektor medyczny.

Nie dlatego, że ludzie byli zdrowi. Zdrowie jest wrogiem systemu, ale system zawsze znajduje chorobę w miejscu, gdzie jej nie ma.

Zaczęto diagnozować „ryzyko choroby”. Za „ryzyko choroby” płacił lekarz. Więc lekarze zaczęli tworzyć programy redukcji „ryzyka”, które trwały latami.

To nie była choroba. To było zarządzanie chorobą.

SYSTEM medyczny znalazł obejście.

Potem upadła polityka.

Nie dlatego, że przestała obiecywać. Przestała obiecywać oficjalnie. Nieoficjalnie zaczęła tworzyć obietnice, których nie da się zmierzyć.

Zamiast „obniżymy podatki” mówiono: „zbudujemy klimat podatkowy”.

Zamiast „ułatwimy działalność” mówiono: „odblokujemy potencjał”.

Jak rozliczyć potencjał? Jak rozliczyć klimat? Jak rozliczyć narrację?

SYSTEM polityczny znalazł obejście.

A ja?

Ja nadal byłem kontrolą. Nadal byłem punktem w prawym dolnym rogu mapy.

9. Protokół końcowy

Instytut Spójności wezwał mnie ponownie.

Tym razem w sali „Peryferia” było mniej ludzi. Prawnik wyglądał na spokojniejszego. Lekarz również. Polityk był wypoczęty – jak ktoś, kto odzyskał swój zawód.

SYSTEM na ekranie miał nowy komunikat:

„PILOTAŻ ZAKOŃCZONY. WYNIK: ZGODNOŚĆ NIEMOŻLIWA.”

Prawnik przemówił:

– Eksperyment wykazał, że systemy autopoietyczne mogą zostać zmuszone do odwrócenia bodźców tylko chwilowo. Następnie wytwarzają obejścia w obrębie własnego kodu.

– Czyli nic się nie zmieni – powiedziałem.

Lekarz:

– Zmienią się słowa.

Doradca podatkowy:

– Zmieni się interpretacja zmiany.

Polityk:

– Zmieni się opowieść o zmianie.

SYSTEM:

– ZMIANA = PRODUKT KOMUNIKACJI.

Prawnik uśmiechnął się, tym razem naprawdę.

– Panie Adamie, pańska rola jako kontroli była bezcenna.

– Co to znaczy?

– To znaczy, że przedsiębiorca pozostaje jedynym podmiotem, którego wynagradza się za efekt i karze za brak efektu. To jest stabilizator. Wzorzec. Filtr realności.

– Czyli jestem potrzebny.

– Tak – powiedział prawnik. – Potrzebny, żeby inni mogli pozostać sobą.

Zamilkli.

Wtedy zobaczyłem na stole nowy dokument. Tytuł:

„REKOMPENSATA DLA PODMIOTU TESTOWEGO.”

Otworzyłem. W środku:

„Przyznaje się ulgi w przyszłości. W ramach poprawy klimatu. W celu odblokowania potencjału. Szczegóły zostaną doprecyzowane w trybie interpretacyjnym.”

Podniosłem wzrok.

– To jest żart?

Polityk roześmiał się cicho.

– Nie. To jest procedura.

SYSTEM:

– PROCEDURA = RZECZYWISTOŚĆ.

10. Epilog: wiadomość o 03:12

Wróciłem do domu. O 03:12 przyszła nowa wiadomość.

TEMAT: Podziękowanie za udział w programie O/B-1.

TREŚĆ: W związku z pozytywnym zakończeniem pilotażu informujemy, że systemy wracają do normy. Dziękujemy za wkład w stabilność. Przedsiębiorczość jest fundamentem.

Załącznik: nowy wykres Ryzyko × Ochrona.

Kropka w prawym dolnym rogu była większa.

Podpis:

„PRZEDSIĘBIORCA STRUKTURALNY (ZASÓB).”

Tym razem dopisek brzmiał inaczej:

„Zasób odnawialny. Wymaga podtrzymania narracyjnego.”

Usiadłem przy stole, otworzyłem laptopa, zalogowałem się do banku i zobaczyłem saldo, które nie należało do mnie, tylko do mojej przyszłości.

Zamknąłem oczy i przez chwilę wyobraziłem sobie świat, w którym lekarz płaci za chorobę, prawnik traci na czasie, polityk milczy, a przedsiębiorca… przedsiębiorca odpoczywa.

Wyobraźnia była krótkotrwała.

SYSTEM nie lubił fantazji bez faktur.

Następnego dnia znów pracowałem.

Bo to było racjonalne.

Bo to było jedyne.

Bo systemy wróciły do normy.

I tylko gdzieś w archiwach Instytutu Spójności ktoś dopisał ołówkiem do raportu:

„Eksperyment potwierdził: odwrócone bodźce są możliwe wyłącznie jako chwilowy skecz. W dłuższym horyzoncie systemy odzyskują opłacalność problemu, a przedsiębiorca pozostaje jedynym, który nie może sobie pozwolić na symulację.”

Kiedy to przeczytasz, być może się uśmiechniesz.

To będzie twój Monty Python.

Mój jest codzienny.

To co jest, jest in actu, natomiast to, co jest inaczej niż w akcie - naprawdę nie jest.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Kultura