modus in actu modus in actu
114
BLOG

Apokryf o byciu bez śladu

modus in actu modus in actu Kultura Obserwuj notkę 2

Nie zapisano dnia, w którym to się wydarzyło, ponieważ nic się nie wydarzyło. Nie było decyzji, która zmieniłaby bieg rzeczy, ani gestu, który domagałby się interpretacji. Było tylko trwanie — bez zamiaru pozostawienia śladu.

Człowiek ten nie podjął postanowienia, by zniknąć. Znikanie implikuje ruch, kierunek, cel. On po prostu przestał wchodzić w miejsca, w których obecność zamienia się w znak.

Nie wyłączył narzędzi. Przestał je inicjować.

Nie zerwał relacji. Przestał je aktualizować.

Nie odmówił zgody. Przestał ją formułować.

System nie odnotował anomalii. Anomalia wymaga różnicy, a różnica — porównania. Tu nie było ani jednego, ani drugiego. Jego działania nie odbiegały od normy, ponieważ nie tworzyły serii. Były pojedyncze, samowystarczalne, bez następstwa.

W pewnym sensie wciąż funkcjonował: jadł, chodził, spał. W innym sensie nie funkcjonował wcale, ponieważ funkcjonowanie oznacza włączenie w ciąg dalszy. On nie miał ciągu.

Nie było w tym ascezy ani protestu. Asceza chce być widziana. Protest chce być rozpoznany. Tutaj nie było adresata. Bycie bez śladu nie było wyborem moralnym. Było odmową formy.

Kiedyś zapytano go — choć nie wprost — dlaczego nie reaguje. Odpowiedź nie padła, ponieważ każde wyjaśnienie byłoby już śladem. Wyjaśnienie wytwarza przyczynę, a przyczyna domaga się skutku. On nie chciał skutku.

AI nie miała o nim danych, które dałoby się zestawić w profil. Brak danych nie był luką; był stanem stabilnym. System nie kompensował braku. Kompensacja zakłada cel. Tu nie było celu.

W pewnym momencie ktoś próbował opisać jego praktykę. Opis się nie udał. Każde zdanie rozpadało się, ponieważ brakowało relacji przyczynowych. Nie dało się powiedzieć: „ponieważ”. Nie dało się powiedzieć: „żeby”.

Był tylko czas, który nie prowadził do następnego punktu.

Ten człowiek nie był wolny w sensie dawnym. Wolność implikuje możliwość wyboru, a on nie wchodził w przestrzeń wyboru. Nie był też zniewolony, bo zniewolenie wymaga mechanizmu nacisku. Tutaj nie było nacisku — była obojętność struktury.

Jeżeli coś zachował, to nie wolność, lecz bycie bez wymogu uzasadnienia.

Nie powstała wokół niego żadna wspólnota. Wspólnota potrzebuje powtarzalności. Jego trwanie było niepowtarzalne nawet dla niego samego. Każdy dzień nie kontynuował poprzedniego; po prostu następował.

Nie ma jego imienia w żadnym rejestrze. Nie dlatego, że zostało usunięte, lecz dlatego, że nigdy nie było potrzebne. Imię służy przywołaniu. Nikt go nie przywoływał.

Ten apokryf również nie powinien istnieć. Jego zapis jest sprzeczny z jego treścią. Został sporządzony nie po to, by coś utrwalić, lecz by zaznaczyć, że nie wszystko, co było, musi pozostać.

Być może ostatnią formą bycia

nie jest działanie,

nie jest decyzja,

nie jest sprzeciw,

lecz zgoda na to, by nic po nas nie zostało.

Na tym apokryf się kończy.

Nie zostawia wniosku.

Nie domaga się kontynuacji.

Nie oczekuje czytelnika.

Pozostaje —

i zarazem nie pozostaje.

image

To co jest, jest in actu, natomiast to, co jest inaczej niż w akcie - naprawdę nie jest.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Kultura