Często nie zdajemy sobie sprawy, jakie "korzyści" dla przeciętnego z nas, ma fakt, że przy władzy starannie i cierpliwie utrzymywała się lub utrzymuje partia o nazwie Polskie Stronnictwo Ludowe, stojąca na straży wszystkiego, co z rolnictwem jest związane. Oto pierwszy, często dotykający nas casus:
Jeżeli sprzedajemy działkę gruntu, która w geodezyjnej ewidencji gruntów lub w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego, oznaczona jest jako "grunty orne" lub "łąki trwałe", nie możemy sprzedać jej normalną, cywilizowaną drogą prawną w formie umowy sprzedaży, lecz najsampierw sprzedajemy ją "warunkowo", a odpis tej warunkowej umowy sprzedaży należy przesłać do właściwego oddziału Agencji Nieruchomości Rolnych (ANR), ponieważ agencja ta, posiada ustawowe prawo pierwokupu każdej nieruchomości rolnej w Polsce. ANR ma 30 dni na skorzystanie lub nieskorzystanie z tego prawa i dopiero po przejściu procedury z pierwokupem, mamy prawo przedmiotową nieruchomość sprzedać "swojemu" nabywcy, lub w przypadku skorzystania przez agencję z pierwokupu, układać się z ANR, ktora dodatkowo zaopatrzona jest w prawo sądowej weryfikacji ustalonej przez nas ceny gruntu.
Szkopuł polega na tym, że po pierwsze: wystarczy, aby ułamek powierzchni sprzedawanej działki sklasyfikowany był "rolniczo" i ANR-owi już przysługuje pierwokup i po drugie: tereny na obrzeżach miast, które najczęściej są przedmiotami obrotu, rzadko mają uchwalone obowiązujące miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego, a działki na tych terenach prawie wyłącznie są sklasyfikowane w ewidencjach jako rolnicze, mimo, iż najczęściej z rolą nie mają już od dawna absolutnie nic wspólnego.
Pointą opisanej sytuacji nie będzie jednak utyskiwanie na szarganie wolności gospodarczej, na ograniczanie swobody umów oraz zwracanie uwagi na stratę czasu i przy okazji nerwów przez strony umów sprzedaży nieruchomości rolnych. Nie. Pointa jest inna, otóż ANR w praktyce nigdy nie korzystaz przysługującego jej prawa pierwokupu, przekształcając całe te ciągnące się tygodniami quasi prawnicze ceregiele w paranoiczny cyrk, który u ludzi dotkniętych tymi chorymi przepisami, pogłębia tylko brak szacunku dla demokratycznego państwa prawa.
Pardon, ale przed słowami "demokratycznego państwa prawa", zapomniałem dodać: "za przeproszeniem".


Komentarze
Pokaż komentarze (2)