Po żenującym pomyśle zmiany lokalizacji Stadionu Narodowego w Warszawie, z którego, skuliwszy ogon, nowy rząd szybciutko się wycofał, mamy kolejny, zawstydzający incydent, który ukazuje, że początki rządów nowej ekipy rażą amatorszczyzną. No bo jak inaczej nazwać to całe zamieszanie związane z zapowiedzią likwidacji abonamentu RTV ?
Dopiero w pierwszej połowie przyszłego roku rząd podejmie decyzję o ewentualnej likwidacji abonamentu radiowo-telewizyjnego - powiedział minister kultury i dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski na dzisiejszym posiedzeniu sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu. Zdrojewski zastrzegł, że abonament nie zostanie zlikwidowany, zanim nie zostanie dopracowany alternatywny sposób dofinansowywania mediów publicznych przez państwo. Zaznaczył, że wszystkie pomysły na zastąpienie abonamentu są niedopracowane i potrzeba czasu, zanim zostanie wybrany najlepszy.
Skoro tak, po co więc było ogłaszać już teraz likwidację tej daniny ? Ano zapewne po to, aby zyskać sobie na wejściu aplauz podatników, zachwyconych tym, jak to dobry rząd zdejmuje z nich fiskalne ciężary. A tu taki pasztet ! Natychmiastowa reakcja tzw. środowiska twórczego - radia, orkiestr, aktorów, twórców, wskazujących na śmiertelne niebezpieczeństwo dla polskiej kultury spowodowała, że znów, jak w wypadku stadionu, rządowi rura zmiękła bardzo szybko. Tym bardziej, że owe protesty pochodziły ze środowiska w większości jawnie popierającego PO w wyborach.
Czy dziwić się takiej dezynwolturze (lub niefrasobliwości) rządu ? Nie dziwię się jeno konotuje:
1. stadion
2. abonament
Ciąg dalszy z pewnością nastąpi...


Komentarze
Pokaż komentarze (16)