A jednak. Minister Bogdan Zdrojewski nie zgodził się na odwołanie dyrektora Teatru Polskiego we Wrocławiu, Krzysztofa Mieszkowskiego, który zachowa - jak chce minister - swoje stanowiski co najmniej do końca sezonu, czyli do lata 2008 roku.
Bez znaczenia okazały się zatem dla ministra wyniki dwóch kontroli finansowych, które wykazały dług teatru sięgający prawie półtora miliona złotych. Zdrojewski zlekce sobie ważył także fakt, że dolnośląski Urząd Marszałkowski już wszczął procedurę odwoławczą dyrektora, z którym, jako prawny gospodarz teatru, nie wybraża sobie dalszej współpracy. Ważniejsze dla Ministra Kultury okazały się protesty i apele "znajomych królika", czyli tzw. "ludzi kultury" związanych służbowo bądź towarzysko z odwoływanym dyrektorem.
W uzasadnieniu swojej decyzji Zdrojewski stwierdził, iż "nie można doprowadzić do sytuacji [w przypadku odwołania dyrektora - przyp. mój] która byłaby zagrożeniem dla repertuaru na najbliższe miesiące dla tak ważnej placówki", co należy uznać za tłumaczenie absurdalne! Po pierwsze, reprtuar teatru na obecny sezon jest już dawno ustalony oraz zatwierdzony i nowy dyrektor, nawet gdyby chciał, nie mógłby go zmienić. Po drugie, im wcześniej nowy dyrektor przejąłby stery w teatrze, tym lepiej i łatwiej przygotowałby sezon następny.
Swojego zdumienia decyzją Zdrojewskiego nie ukrywa Marszałek dolnośląski Andrzej Łoś (PO): "Rozmawiałem z nim w tym tygodniu i nic nie wskazywało na taki finał. Minister bierze na siebie wielką odpowiedzialność" - mówi.
Czy poznamy rzeczywiste przyczyny podjęcia przez ministra Zdrojewskiego tej kuriozalnej decyzji, lekceważącej zasady kontroli finansów publicznych oraz samodzielności organów samorządu lokalnego ?
A może Pan minister Zdrojewski uznaje pierwszeństwo środowiskowych, towarzyskich układów przed podstawowymi zasadami rządzącymi normalnym Państwem ? Jeżeli tak, dlaczego nas o tym nie poinformuje, miast serwować nam w zamian jakieś bajeczki dla naiwnych ?


Komentarze
Pokaż komentarze (13)