1. Rzeczpospolita rozmawiała z Andrzejem Seremetem.
Potwierdził to rzecznik prokuratora generalnego, dodając, że dziennikarze źle zrozumieli pana prokuratora. Jakich więc do cholery użył on słów, że dziennikarze zrozumieli je jako nitrogliceryna i trotyl!? Cezary Gmyz podtrzymuje zresztą swoją wypowiedź. Ciekawe kto zadzwonił do Pana Hajdarowicza z żądaniem wycofania się z artykułu. Stawiam na Arabskiego! W końcu swego czasu skutecznie odwiódł dziennikarkę od zadania premierowi kłopotliwego pytania. A rano Rz-pa potwierdzała, że były naciski, mające na celu zablokowanie publikacji tekstu Pana Czarka.
2. Relacja Stanisława Zagrodzkiego, kuzyna ś.p. Ewy Bąkowskiej
"Po ekspertyzie dr. Szuladzińskiego z początku tego roku postanowiłem poszukać kontaktu z naukowcami amerykańskimi. Po uzyskaniu zapewnienia, że byliby zainteresowani przeprowadzeniem badań rzeczy po Ewie, które przywiozłem z Moskwy, postanowiłem przekazać im materiał do badań. Ustaliliśmy, że przekażę materiał do badań w czasie wiosennej konferencji w Parlamencie Europejskim w Brukseli. Tak też się stało.16 czerwca otrzymałem informację od jednego z naukowców, że znane są już wyniki badań dwóch próbek, wielkości kilku centymetrów kwadratowych każda. Jedna pochodziła z fragmentu garsonki, druga – z pasa biodrowego od fotela lotniczego, który był z tą garsonką, można powiedzieć, zespolony. Okazało się, że w tej drugiej próbce znaleziono ślady trójnitrotoluenu, czyli trotylu. Informację tę potwierdził mi później inny naukowiec w obecności posła Antoniego Macierewicza, kilku rodzin i adwokata. Próby, w laboratorium jednego z amerykańskich uniwersytetów, wykonane były metodą odczynnikową, czyli analizy chemicznej, a nie metodą detektorowania, jaką posłużyła się prokuratura. Ustaliliśmy, że przeprowadzimy ponowne badanie próbek, aby wykluczyć pomyłkę. Z tego, co wiem, jest ono na ukończeniu, w fazie ekspertyzy pisemnej. Dzisiejsze rewelacje „Rzeczpospolitej” są dla mnie potwierdzeniem tej wstępnej analizy uniwersyteckiej przeprowadzonej w USA."
Obawiam się, by Pan Stanisław w najbliższym czasie się nie powiesił, albo nie zginął w wypadku.
3. Kłamstwa prokuratora Szeląga
Analiza MS (z kontekstu wypowiedzi Pana Szeląga wynika, że właśnie tę metodę zastosowano w detektorze) opiera się na porównaniu masy cząsteczki zjonizowanej do jej ładunku. Z racji, że I-a energia jonizacji jest dużo niższa, niż kolejne, ładunek prawie 100% cząsteczek wynosi +1, więc urządzenie wykrywa masę cząsteczkową cząsteczki (podzieloną przez jeden, co oczywiście nie zmienia jej matematycznej wartości). Oczywiście jest możliwe istnienie wielu cząsteczek o tej samej masie cząsteczkowej, choć ilość kombinacji dla masy 227 (nitrogliceryna i TNT zbieżnością losu mają niemal identyczną masę cząsteczkową) jest ograniczona.
Jeśli urządzenie jest dostatecznie dobrej jakości, otrzymane tzw. widmo masowe jest prostsze w interpretacji, niż przemyślenia Sławka Nowaka. Po uwzględnieniu składu izotopowego pierwiastków i możliwych fragmentacji cząsteczki jest ono całkowicie unikalne dla określonej struktury, niczym linie papilarne, więc tow. Szeląg pie........li, niczym Blumsztajn, kiedy nie rodzi. Co dało to kłamstwo? Bezcenny czas! Przecież prokurator Szeląg zapowiedział, że prokuratura potrzebuje pół roku (sic!!!), by ustalić, co znaleziono w próbkach. To akurat może byc prawdą, ale odpowiedź na pytanie, czy w próbkach znaleziono triazotan glicerolu i/lub TNT PROKURATURA zna na 100%!!!Dlaczego prokurator Szeląg kłamie, mówiąc, że prokuratura tego nie wie? Po co ten czas? Na znalezienie substancji o możliwie bliskiej masie i podobnej fragmentacji jak NtGl i/lub TNT, której obecność da się wytłumaczyć w smoleńskim lesie - jeśli nawet nie logicznie, to przynajmniej w stopniu, który zadowoli najtęższe umysły młodych, wykształconych z dużych miast.Zasadę działania detektora, wytłumaczę łopatologicznie na przykładzie: jego działanie można porównać do odcisków palców różnych osób zapisanych w pamięci komputera. Jeśli np. do każdego odcisku przyporządkujemy PESEL (imię, numer, pseudonim, cokolwiek) i podłączymy czytnik, za każdym razem na monitorze wyświetli się nam PESEL osoby, która kładzie rękę na czytniku. Ale jeśli położy ją osoba, której odcisk nie jest zapisany w pamięci komputera (bazie) - nie zobaczymy numeru PESEL. Więc prokurator Szeląg łże, twierdząc,że NPW nie wie, czy w próbkach znaleziono nitroglicerynę i TNT. Powtarzam: to prokuratura wie na pewno!!!
Sądzę, że Lemingi będą bajdurzyć o pancernej brzozie, nawet gdyby w czaszkach ciał znaleziono "otwory" po kulach. I wyzywać od oszołomów, wszystkich mających wątpliwości...



Komentarze
Pokaż komentarze (55)