Od kilku lat jesteśmy atakowani informacjami o wojnie polsko-polskiej (ostatnio zwanej również domową). Rwą sobie przez nią włosy z głów, nasi dzielni dziennikarze i publicyści, którzy jak nakazuje im etyka zawodowa są zawsze z strefie zdemilitaryzowanej. Boją się jej wybitne autorytety które z racji swej powagi są ponad wszelkimi konfliktami. Drżą na myśl o niej artyści którzy tworzą sztukę a nie przemoc. Nie ma dnia by w telewizji któryś z przedstawicieli tych grup, nie informował nas o nowych haniebnych epizodach wojny, których ja niestety nie dostrzegam.
Dlatego tak jak kiedyś w przedszkolu szukałem śladów wiosny, tak dziś postanowiłem poszukać śladów wojny polsko-polskiej. Ponieważ sam jestem osobą o wyrazistych poglądach których nigdy nie kryję, co może stać się zarzewiem konfliktu, zacznę od poszukiwań wokół siebie. Mam wielu znajomych i przyjaciół o przekonaniach diametralnie różnych od moich. Często z nimi dyskutuję a nawet spieram się. Ale to nie znaczy, że prowadzę z nimi wojnę.Mamy inne poglądy i tyle nic poza tym. Nie zrywamy znajomości i nie wysyłamy do siebie sekundantów. Podobnie jest z moją rodziną. Różnimy się i już. Niech ktoś znajdzie, na całym świecie, choćby jedną rodzinę w której wszyscy myślą tak samo. Niemożliwe. Wszyscy się różnimy i ważne jest to by do tych różnic podchodzić z szacunkiem. Skoro już wiem, że wokół mnie nie ma śladów wojny to szukam ich dalej. Wczoraj w dwóch programach publicystycznych Daniel Olbrychski żalił się, na agresywne komentarze internautów,które padały pod adresem jego i Andrzeja Wajdy. Owszem takie komentarze są były i będą to cena jaką musimy zapłacić za wolność słowa w internecie. Notabene szkoda, że aktor nigdy nie protestował, gdy ofiarami internetowej nagonki byli bracia Kaczyńscy. Każda osoba, decydująca się wejść w taki czy inny sposób do polityki, powinna być przygotowana na tego typu komentarze. Zresztą to nie jest chyba tylko nasza polska specjalność w każdym społeczeństwie znajdzie się kilku wulgarnych chuliganów. Ponieważ na ulicach również nie widzę oznak walk o podłożu politycznym przejdę odrazu do naszych dzielnych dziennikarzy i polityków. Ci pierwsi wykonując swoją pracę opisują naszą rzeczywistość, robią to obiektywnie bądź subiektywnie. Kompetentnie lub byle jak. Są uczciwi lub manipulują faktami. Czasami jawnie lub skrycie faworyzują jakichś polityków. Ale to jeszcze nie wojna to co najwyżej brak etyki zawodowej. Co do polityków to po to ich wybieramy i im płacimy żeby się spierali, dyskutowali czy nawet kłócili. W sporze leży istota demokracji. Jednomyślność to cecha totalitaryzmu. Gdyby porównać te nasze dzisiejsze konflikty do tych z II Rzeczypospolitej okazałoby się, że nasi najostrzejsi politycy (oczywiście mowa tu o prawdziwych poltykach a nie klaunach z pod znaku świńskiego łba) to infantylne dziewczynki w porównaniu z niektórymi politykami międzywojnia. A tym którzy nie pamiętają przypominam, że jedno z najważniejszych świąt państwowych to rocznica sejmowego zamachu stanu. Dlatego mówię: kłóćmy się, spierajmy, walczmy ale z honorem i kulturą.
A nasi drodzy politycy i dziennikarze zamiast szukaniem wojny polsko-polskiej niech się zajmą gospodarką i służbą zdrowia.


Komentarze
Pokaż komentarze