mona mona
107
BLOG

Rzecz o portkach

mona mona Polityka Obserwuj notkę 18
Znacie? To posłuchajcie! Ponieważ zaś niżej wymienieni posługiwali się językiem żołnierskim, niech tak zostanie. Jest stara anegdotka o Wieniawie, który spotyka żołnierza -legionistę, towarzysza broni i - jako znany "brat - łata" obściskuje go serdecznie, ciesząc się, jaką piękną Polskę sobie wspólnie wywalczyli. Były wiarus, wywijając się z uścisków, odpowiada: " Taak, ale pan ją złapał za cycki, więc ma pan mleko, a ja - za dupę. I mam gówno." Słucham tego czegoś wielce dziwnego, co ostatnio nazywa się dyskusją o obchodach 4 czerwca i wcale nie jestem oburzona. Jestem - zdziwicie się - rozbawiona.Póki co, naturalnie. Co do decyzji premiera o przeniesieniu obchodów do Krakowa: wciąż widzę przerażonego Tuska za siatką wojskowego lotniska, w dniu słynnej ( w końcu przyozdobioną złowrogą "Miedzynarodówką", dawno nie słyszaną na ulicach) manifestacji nauczycieli. Więc ani przez chwilę nie miałam złudzeń, że facet odważy się stawić czoła sytuacji. Tu musiałby zadziałać sam. W tej sprawie nie pomoże sztab kolesiów, pusta paplanina Chlebowskiego, telewizyjny uśmiech firmowy nr 2 Sławka Nowaka, pyskówka Niesiołowskiego. Nie pomoże nawet sam Palikot. A ewentualne możliwości interwencyjne kolegi Schetyny i jego służb stoczniowcy już przerabiali, choć w innym wykonaniu. Mają wprawę. Zresztą policja schetynowska jest jakby trochę inna - mocodawcy nigdy do końca nie będą pewni, po której stronie stanie. Nie wiem, czy w tej sprawie Kraków okaże się bardziej pomocny. Jak to powiedział Jarosław Kaczyński, stoczniowcy (no, dobra, JK - powiedział "my") stoją wciąż w tym samym miejscu, a "oni" stoją tam, gdzie stało ZOMO. Prorok jaki, czy co? - jak mawiał baca z dowcipu. Nie założyłabym się, czy policja wybierze stronę ZOMO, obojętne: pomorska czy galicyjska. Tusk nie poradził sobie - twarzą w twarz - nawet z własnymi kolesiami z Sopotu. I śmiem twierdzić, że oburzenie Karnowskiego i jego ludzi, skutkujące awanturą z samym Capo di tutti capi, było zupełnie szczere. Znalazł się natychmiastowy ratunek - łzawy spektakl wyreżyserowany przez wiernych walterowców - dla posłanki Sawickiej, która jasno przedstawiła "program partii" i za samą głupotę polityczną powinna zostać ciężko ukarana. Więc czemu nie dla nich? Czemu Capo tym razem zabawił się w wredniaka? Nie tak miało być! Nikt przy zdrowych zmysłach nie brał na serio exposee premiera, nie po to zmobilizowano studentów i emerytów Palikota i pailkotopodobnych,nie po to Nitras cynicznie oskarżył o przestępstwo rywalkę polityczną - nie mówiąc już o "innych demonach", zaprzęgniętych do roboty w celu osiagnięcia epokowego zwyciestwa nad wstrętnymi, wymagajacymi elementarnej uczciwości Kaczorami, żeby teraz riebiata nie mogli paguliać! Póki można, póki kadencja trwa. Skąd wiadomo, ile będzie tego szczęścia? Czysta niesprawiedliwość! Słuchając konferencji prezydenta Adamkiewicza początkowo zaśmiewaliśmy się do łez: oto jeden z tych, którzy złapali wolną Polskę za biust, z pełnym oburzeniem rozprawiający o wstrętnych "związkowcach", którzy mają zamiar przeszkodzić jemu, Adamkiewiczowi w świętowaniu, na placu uświęconym krwią stoczniowców, należącym - niby "do wszystkich" - ale tak naprawdę do miasta, czyli do niego, Adamkiewicza...Który to Adamkiewicz od dawna - jak mówią stoczniowcy - był szczególnym" interesantem" w ich zakładzie. Facet robi na serio wrażenie głąba, który nie potrafi powiązać faktów.Czemu mu nie wierzę? Czyje zwycięstwo chce świętować? Jakoś szybko ucichł śmiech w moim salonie. To wszystko jest już zbyt cyniczne - i zbyt podszyte tchórzem, zbyt bezczelne - i zbyt infantylne zarazem, żeby było śmieszne. Oczywiście stoczniowcy tam przyjdą - to ich miejsce.Nawet, jeśli stoczni już nie będzie. Zaiste, mają powody do świętowania... Jeśli rząd Tuska jest w tej sprawie czysty niby lilia biała - nie ma żadnych powodów do strachu, także przed gośćmi zagranicznymi. Angela Merkel już widywała płonące opony, przerobiła na własnym grzbiecie nie tylko komunę, ale również trudności rządzenia. Jednak ona walczy o swoje państwo, o swoje zakłady, o interesy swoich współobywateli.Czy nam to wyszło na zdrowie, czy nie - Angela Merkel przynajmniej się stara. Polska Tuska coraz wyraźniej dzieli społeczeństwo na salon i "bydło" Bartoszewskiego, czy "gawiedź" Czumy. Nigdy nie używano takiego słownictwa, nikt - od czasów Rzeczpospolitej Szlacheckiej nie śmiał używać publicznie takich słów wobec obywateli. Tyle, że zawsze mówiłam: nie wszyscy pasują do salonów, na które się wepchnęli. Nobilitacja nie polega wyłącznie na rozpaczliwym obejmowaniu w ramionach raz zdobytego krzesła ( nawet w Brukseli). Salon ma także drugą stronę: wymaga poczucia honoru, odwagi cywilnej, odpowiedzialności za słowo. Ogółem - dotrzymywania obietnic złożonych Narodowi. Naród zaś to coś wiecej, niż Karnowski, Palikot, Misztal & co. I w tej sytuacji trudno wyczuć, komu do tej gawiedzi bliżej; czy tym, którzy natychmiast zapomnieli o pustych obietnicach, czy tym, którzy przypominają o nich paleniem opon. "Rozumie osoba?" - pytał Żorżyk Ponimirski. Pytana "osoba" zrozumiała - wszak pracowała niegdyś u pana Boczka na poczcie, a co do honoru - nawet na wojnie bywała. "Osoba" nie wiedziała tylko, z czym to się je. Czy czasem nie o to chodzi, czy nie dlatego premier podkulił ogon, że nie zrozumiał - a teraz mu wstyd? Może nie przed narodem - ale przed Europą, która - w przeciwieństwie do tego czegoś, zwanego rządem Tuska -rozpaczliwie walczy o swoje interesy n a r o d o w e? Człowiek zrozumiał, że wyszedł w oczach Europy na coś, na co bynajmniej nie planował wyjść, wierząc świecie w kolesiostwo i prywatę, w tę szczególną, "liberalną wolność" dla siebie i swoich? Swoją szosą Tusk po kaszubsku wcale nie oznacza "kła". Oznacza zwykłego, podwórzowego burka.Coś w tym jest...Ale już nie sięgajmy do genezy nazwisk, wyjdzie na "dziadka w Wehrmachcie". Może tylko przypomnijmy: GDY WIEJE WIATR HISTORII, LUDZIOM JAK PIĘKNYM PTAKOM ROSNĄ SKRZYDŁA, NATOMIAST TRZĘSĄ SIĘ PORTKI PĘTAKOM.
mona
O mnie mona

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (18)

Inne tematy w dziale Polityka