mona mona
66
BLOG

Przedziwna sprawa

mona mona Polityka Obserwuj notkę 9

  Czasem uczepi się człowieka jakaś namolna myśl.
 Mnie ostatnio uczepiła się sprawa Michnik kontra Zybertowicz.


Wciąż się zastanawiam o co, tak naprawdę, chodzi Michnikowi?


Jest tak: co by nie wymyśleć na temat Michnika, jedno jest pewne - pisać facet umie.Co więcej, potrafi wdeptać w ziemię każdego przeciwnika, używając wprawdzie retoryki znanej z politycznych procesów lat minionych ( co jednak ujmuje wartości samym argumentom), ale - jeśli się już człowiek "wda" w Michnika, przeczyta go do końca. Po czym, niejako z rozpędu, przeczyta resztę, czyli klakierów i oponentów.
Niemożliwe, żeby facet nie zdawał sobie sprawy z własnych możliwości, z łatwości znajdowania argumentów, z lekkości pióra. W tej dziedzinie nie ma wielu godnych siebie przeciwników, jest w stanie roznieść na strzępy każdego, kto go zaczepi ad personam.

 Bóg obdarzył tego człowieka niewątpliwym talentem. Ale także poczuciem misji, która jakoś nie chce umościć się w indoktrynowanych przez tyle lat umysłach, ponieważ sama "Gazeta" chyba nieco ją ośmieszyła.

Michnika z własnej woli nie używam od dawna, w porywach czytam to, do czego odsyłają dobrzy ludzie. Nie wiem nawet, czy jakoś argumentuje swój pęd do - pożal się, Boże - niezawisłych sądów, z których niezawisłości podśmiewają się już nawet moi sąsiedzi - rolnicy, jeśli tylko któryś - po ciężkim dniu - ma zdrowie do tych spraw.
Niektórzy mają: kiedyś ci "niektórzy" - jak wszyscy - czytali GW, teraz raczej "Dziennik" ( "Rzepa" za droga), ale czytają także GaPola, stąd kojarzą nieustający Michnikowy spektakl procesowy.
No właśnie.
Człowiek, który ma potężne łamy do dyspozycji, ma niewątpliwe bogactwo: możliwość posłużenia się "żywym słowem" i - z całą pewnością - wciąż ma wielu czytelników, niezależnie od ich stanu ducha w kwestii "michnikowszczyzny", człowiek mogący, mimo wszystko, kształtować opinie, nagle dostaje manii latania po sądach.
Tu pokrótce:
.http://www.dziennik.pl/wydarzenia/article27952/Adam_Michnik_pozywa_profesora_Zybertowicza.html

 "Michnik wielokrotnie powtarzał: ja tyle lat siedziałem w więzieniu, to teraz mam rację" - to jest słynna zbrodnia prof. Zybertowicza.
 
 Cała ta historia mnie poniekąd śmieszy, bo przypomina mi inną sprawę: oto jeden z moich sasiadów, facet autentycznie zapracowany ( tzw. "złota rączka " od remontów wszelkiej maści) naraził się swojej teściowej, która - śledząc go z własnych opłotków, wracajacego do domu w godzinach mocno wieczornych - w ramach zaciekłej zemsty niemal każdego dnia wzywała policję. Argumenty były głupie, odległość od komisariatu- 20 km, na miejscu policja zastawała zmęczonego, trzeźwego chłopa i ani cienia awantury. Ale kobiecina nie rezygnowała: tego rodzaju praca po prostu wymusza postawienie piwka pomocnikom, przynajmniej od czasu do czasu, ale potem należy ich rozwieźć po chałupach.Jakże nie napić się tego piwka? Przecież statystycznie chłop jest chłopem: wprost musiał któregoś dnia zapragnąć kufelka po znojnym, często upalnym dniu - i tym samym dać teściowej okazję: jechał "pod wpływem"! Jakże łatwo wywołać awanturę, gdyby się sprawdziły "pobożne życzenia", awanturę w obliczu władzy! Jakie szanse miałby wnerwiony chłop?

Nie zapragnął tego kufelka. Odwoził ludzi w stanie nieskazitelnym, w którym to stanie wracał również do domu. Był po prostu cwańszy - a piwko czekało w lodówce.
Już nie wiem, jakim cudem cała ta historia trafiła do prokuratora, ale sprawa została umorzona, a baba - ciut sklęta przez znudzoną policję.

Michnik przypomina mi tę babę, uporczywie czepiajacą się człowieka. Więcej - wielu ludzi. Michnik doskonale wie, że świadomie dał liczne powody do opinii, o które tak namiętnie się procesuje. Po co się w to pakuje? Jeśli proces wytacza się gazecie, sprawa jest zrozumiała: empirycznie zakłada się wygraną i niszczy się materialnie nieznośnego konkurenta, czyli "dwie pieczenie"...

Ale jaki sens ma niszczenie jednego człowieka? Któremu bez trudu można "przyłożyć" we własnej gazecie? Faktem jest, że kwitów chyba brak, ale zawsze pozostaje "sfera zmysłów", "nieszczęścia niewinnie pomówionego", nieobiektywność oceny...
Nie potrzeba do tego Michnika, sama potrafiłabym chyba spreparować domniemany stos ofiarny, na którym ktoś zapragnął złożyć Michnikowe ciało i umysł.  

Zybertowicz zapowiedział, że sprawa trafi w końcu do Strassburga. A tam, żeby to był - nie wiem jak bardzo - kosmopolityczny sąd, nikt się raczej nie ośmieszy, uznając, że nie - cytat można uznać za cytat, że opinię, nawet niezbyt pochlebną, można potraktować literalnie, nie dopuszczając z tego powodu wniosków pozwanego, świadczących o wielu wypowiedziach powoda, z których opinia wynika. To się zdarza w prześmiesznych polskich sądach, które już dawno zapomniały, po co Temida ma opasę na oczach.
Nie przypuszczam, żeby proces, na który Europa niewątpliwie zwróci uwagę, przebiegł tak, jakby sobie życzył Michnik.

Bardzo długo wierzyłam w inteligencję Michnika( niezależnie od zmieniajacego się stosunku do jego racji).


 Konkretnie: do czasu "komisji Rywina".

Ale to, co tam zobaczyłam, sprawiło, że objawił mi się zupełnie inny człowiek, ktoś chwalący się publicznie, jakie ma stosunki, jak to premier - na wyraźne polecenie - oddzwania do niego późnym wieczorem w sprawie czysto biznesowej, jak świadek tego cyrku w zadziwieniu oznajmia, że to on, Michnik powinien być premierem ( co już, w innej wypowiedzi, niegdyś podobno prorokował kolega Urban)...


Jednym słowem - mnie osobiście ( bo nie ręczę za innych "odbiorców") objawił się zwykły bufon, w swojej domniemanej wielkości nieświadomy tego, że tak właśnie odbierze go conajmniej część widowni. Pominąwszy już całą sprawę półrocznego "dziennikarskiego śledztwa", z którego wynikło, co wynikło - i czego GW zupełnie nie potrafiła uwiarygodnić. Przy okazji - widziałam też coś, co było warto zobaczyć: śmieszne lansady, w których giął się przed Wandą Rapaczyński skadinąd lubiany przeze mnie prof. Nałęcz...Bardzo ciekawy widok!
Ale to co możliwe w Polsce...

Nie lubię aż tak się mylić. Mogę nie podzielać cudzych poglądów                      ( i bynajmniej nie będę oddawać życia, żeby mógł je głosić), ale - tak, czy siak - straciłam mnóstwo czasu na czytanie Michnika, podziwianie go lub wściekanie się na jego przewrotność. Uważałam, że warto.

Chyba nie było warto.

Talent żonglowania słowami nie świadczy jednak o inteligencji - tak mi wyszło po tej komisji.

I teraz nie wiem: czy ktoś wkręca Michnika w sprawy sadowe, nie pozwalając mu załatwić tego po dziennikarsku? Czy Michnik nie jest świadomy, dokąd to prowadzi? Zakładając, że jednak nie jest tak inteligentny, jak to sądziłam?

Czy też ma inne plany, czekając aż ktoś się wreszcie wnerwi - i pojedzie tekstem, który nareszcie, ku szczęściu "Gazety" et consortes - będzie można przynajmniej uznać za jednoznacznie antysemicki? I wtedy sprawdzą się wszystkie "Gazetowe" teorie o straszliwym Ciemnogrodzie, który jest współwinny...
Strach się bać.
Ale nie przypuszczam, żeby coś takiego się zdarzyło. Wszak wszyscy poważni ludzie są wychowani na "Wyborczej". Znają konsekwencje.
Wieloletnia akcja urodziła reakcję.

Coś jakby się zapętliło.  


   






 

mona
O mnie mona

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka