mona mona
58
BLOG

Zabieg mendialny

mona mona Polityka Obserwuj notkę 2

Sama afera hazardowa szczególnie mnie nie rajcuje: niekończoną ilość razy pisałam o Tuskolandii per "aferałowie", a znając dostępne przecież losu koleje tychże aferałów ( cudzysłow można chyba już zdjąć?) ci, którzy nie lubią, kiedy coś chlupocze im w mózgu raczej wiedzieli: "chłopcy" nie wytrzymają - ukręcą jakieś lody. Choćby z nudów. Ostatecznie trudno czekac 4 lata na profity z prezydentury Tuska, robić wszystko, żeby nie zrobić nic, bo zrobienie czegokolwiek mogłoby narazić rząd PO targetowi.

Za to niezmiernie rajcuje mnie coś innego - jak szybko Biuro Propagandy PO wzięło się do roboty. Oto już nie mamy sprawy aferałów, w głęboki cień odeszła sprawa Sawickiej. I nikt nawet nie rozpaczał w telewizorze, że "czuł męskość agenta..."

Oto teraz mamy doniosłą sprawę Mariusza Kamińskiego.
Zagrywka stara, w wykonaniu Platformy kawał z dłuuuga brodą - ale skutkuje. Aż za bardzo.Ostatecznie rozsierdzony premier powywalał zarówno aferałów, jak ich odkrywcę.Trochę późno. Ciekawe, z jakiej łapanki znajdzie następców.

"Hej, hej, Tuhaj - bej razsierdywsia duże..."



Osobiście zresztą nie mam cienia wątpliwości, że Kamiński doskonale wiedział, co robi, meldując swojemu przełożonemu, czyli premierowi, że jest afera. Nie wiem, jak kto - ale ja "usłyszałam" całą historię tak:


- podsłuchy zostały założone w zupełnie innej sprawie, wyszło z nich - co wyszło, MK udał się do Tuska meldując co wyszło i zaszło. Oraz  oznajmiając - już pominąwszy detale - iż CBA niniejszym dalej zajmie się realizacją pierwotnego celu, a dysponentem przekazanej wiadomości czyniąc premiera.
Czy działał z premedytacją, wiedząc, że Tusk w panice chwyci za miotłę i poszuka najbliższego dywanu? Zakładam, że przewidział taką reakcję.


 Ale równie dobrze mógł sądzić, że pewny kandydat na prezydenta, wprost rwący się do Dużego Pałacu premier zareaguje zgodnie z instynktem samozachowawczym, urwie łeb aferze przy samym zadku, nie pozwalając na włóczenie sprawy w błocie.I byłoby to działanie bardziej korzystne dla Polski.

Dziś premier mówi, że Kamiński powinien - prosto do prokuratora.
 
A premier nie?

W co uwierzył Tusk? W misericicordia ? Łatwiej było, znając wzajemny "serdeczny" stosunek panów - w mizerykordię w rękawie. Mądry premier z klepki zapytałby, dlaczego człowiek służb przychodzi z tym do niego, zamiast robić to, co należy.I to on, premier - we własnym sumieniu - roztrzygnąłby kwestię, co jest lepsze dla Polski. Tu wyjaśniam: P0lska nie jest tożsama z PO, choć logo jest podobne.Ale może premierowi coś się pomyliło...
 
Tusk nie spytał.
 
No, dobra, ale - aczkolwiek nie mam specjalnie wysokiego mniemania o rozsądku Tuska - co z resztą aferałów? Jeśli Kamiński, obojętne z jakich przyczyn, grał va bank - czemu nikt nie przejrzał tej gry? Oczywiście rozumiem, że zaczęto natychmiast zbierać - zresztą kiepskie - kwity na MK, ale to trochę głupie, bo sprawa po prostu musiała się rypnąć, jeśli zawiadomiony premier nie zrobił nic. Inaczej Kamiński już z urzędu zostałby prawdziwym, nie wymyślonym przestępcą - w końcu za coś mu płacą.


Jeśli panowie aferałowie potrafili tak pięknie dogadać się post factum, jeśli w tak świętym zapale zjeżdżali ze stołków - to czemu nie potrafili dogadać się wcześniej, dla dobra sprawy? Może wystarczyłoby rzucić molochowi dwie ofiary, umoczone ewidentnie?
Na jaką cholerę potrzebni mi tak głupi ministrowie, którzy musieli przecież przynajmniej założyć, że Kamiński ich nie kocha, a ma ich na widelcu - i nie znaleźli żadnego sposobu, żeby nie wyleźć z dołu?


Rozpaczliwe drgawki w sprawie rozwalenia CBA już nie zatrzymają sprawy.Oczywiście wiem, że część wyborców patrzy na Tuska z nabożeństwem, niczym w objawienie Matki Boskiej na kominie , ale w końcu Polacy mają - jak uczy historia - poczucie honoru.I połapią się, że jakąś cwaną sztuczką zostali zrobieni w straszliwego konia, głosując na aferałów. Nie zostali od tego ani piękniejsi, ani bogatsi, ani... i.t.d. -.patrz  "dekalog" po prawej.

Nikt nie lubi przedstawiać za głupka, a lemingi niniejszym na głupków wyszły, niezależnie od tego, czy już się w tej kwestii połapały.

 Ostatecznie cała para poszła w gwizdek p.t."Kamiński" - czyli znowu robią nas w tego konia.Niektórzy to lubią? Ale nie przypuszczam, żeby to się udało, żeby ta przykrywka wystarczyła "na niedzielę dzisiejszą".
 
 Manewr z wywalaniem Kamińskiego to bajer na krótką metę. Oczywiście Kamiński odejść musi, nie ma tak znowu dobrze, żeby podwładny szefa bezkarnie a publicznie nazywał kłamcą, nawet jeśli ten kłamcą jest, ale - póki co - nie zostało to udowodnione.
 Jednak tym sposobem nie wytłumaczy się "milionom Polaków", że premier, mając w ręku domniemane ( jeśli nie udokumentowane) dowody przestępstwa, bodaj urzędniczego, nie tylko z punktu nie wywalił delikwentów na buzię, ale chwycił ochoczo za miotłę do zamiatania pod dywan, zamiast spytać, który z nich dwóch, Kamiński czy on sam, premier - zawiadamia prokuraturę, przynajmniej w części winy ewidentnej. Z obowiązku OBYWATELSKIEGO powinien to zrobić, zamiast rżnąć głupka, że Kamiński musiał go oświecać w kwestii - "jest przestępstwo, czy nie".


Rozumiem, że Tusk został wykolegowany z dwóch stron, ale sam się o to prosił, a działanie w konwulsjach przyszło mocno za późno, żeby odkręcić sprawę.

Ostatecznie można było naradzić się z jakąś panią sprzątaczką, pewnie by roztrzygnęła - której strony płotu należy się trzymać.Sprawa była prosta jak sierp księżyca.


 

 
  

mona
O mnie mona

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka