Grypa, świńska czy nie, przyniosła mi trochę radości.
Co do samej grypy: nie dajmy się zwariować. Oczywiście "hiszpanka" w 1918r. zebrała straszliwe żniwo, pochłonęła więcej ofiar niż wojna, w której braki sprzętu okupiono rzucaniem na stos wojny ludzkich istnień - bez umiaru.
Ale to właśnie był skutek spustoszeń wojennych w ludzkich, osłabionych organizmach, zarażanych przez wojennych tułaczy, wracających do domów, często z krańców świata.
Zawsze są ofiary grypy - i wcale nie trzeba wymyślać trzodzie, aby jakoś "poetycznie" ją nazwać. A`propos - "za Kaczorów grypa była ptasia" - jak mówi lud - co mnie osobiście bardzo rajcuje, ale pominąwszy ten fakt: od dawna wiadomo, że szczepionka mogłaby zadziałać, gdyby uprzejmie zechciał powrócić wirus ubiegłoroczny, na bazie którego została wyhodowana.
Ale cholerny wirus ma już tak, że w każdym roku przystraja się w nową czapeczkę - i cała robota na nic.
W związku z powyższym zapodaję: ostatnio przedstawiam za pacjenta niemal etatowego, jestem w grupie poważnego ryzyka powikłań - i nie latam za szczepionkami. To tylko biznes, bazujący na strachu.
Zagraża mi nie tylko grypa, zagraża mi na przykład także burza, na którą nie mam żadnego wpływu: nie ja rządzę tym, gdzie Zeus Gromowładny zechce przycelować. Wszyscy maja mnie za wariatkę, ale ogladam szalejace niebiosa, wyciagając fotel na werandę. Co za różnica, gdzie człowieka szlag trafi?
Nie mam także wpływu na to, co wymyśli inny kierowca, choćby "ten z przeciwka" - żebym nawet miała oczy naokoło głowy. Co na to poradzę?
Nie mam wpływu na wybór komisji śledczej (ale założenia chyba mi się ostatecznie podobają - zwłaszcza manewr PSL, który jakby zrozumiał, że w tej aferce winogrona zebrał kto inny, ale woń smrodku - niestety jest...koalicyjna). Nie mam wpływu na wiele spraw - ale w tym całym bałaganie mogę się czymś ucieszyć, prawda?
No, to się właśnie ucieszyłam. Przynajmniej chwilkę.
Nie podzieliłam się natychmiast tą radością, bo nie oglądam "Olejnik z kropką" ( nawet wtedy, kiedy nie wstydzi się tam iść JK, co uważam za błąd) - i nie widziałam słynnej już awantury między Jej Ekselencją Kopacz a Monisią. Ale nie dane mi było żyć w spokoju - w każdy możliwy kawałek programu Tusk Vision wtyka fragmenty tej awantury.
Z tych kawałków, które obejrzałam, wyłania się obrazek, na którym otulona w błękity, miotajaca się niczym jarmarczna baba Ekselencja wrzeszczy na ogłupiałą Monisię, której chyba nikt jeszcze tak bezczelnie nie wciskał tzw. "dziecka w brzuch", czyli nieprawdopodobnych banialuk, na które nie ma dobrej odpowiedzi.
Nie przypuszczam, żeby ktoś - poza oglądaczami "Kochanego Szkiełka" traktował jeszcze serio Olejnik. Moim zdaniem jest to program wielce prostacki, polegający na tanich chwytach: kilka tendencyjnych cytatów, wokół których kręci się "mały światek" z kropką w tle. Ale - póki co - oglada się między którymś dziennikiem a filmem, kiedy lud ( szczególnie nie posiadający pieska) i tak nie ma co robić, a politycy pragną się zaprezentować w godzinach dobrej oglądalności.
A potem Olejnik słupki spadają, przesuwa się ją na 22:30, na co Olejnik godzi się - albo szuka nowego chlebodawcy.I tak sie to plecie.
Równie dobrze ludzie ogladają walki Gołoty, choć wynik jest przewidywalny do bólu - ale...zawsze może zdarzyć się niespodzianka.U Olejnik zdarzyła się np. Doda - co oglądałam z pełną premedytacją, co więcej - z satysfakcją, choć na codzień nie jestem fanką żadnej z pań.
No, dobra - jakby mnie kto przyparł: wolę Dodę: jest lepsza w swoim fachu i znacznie bardziej zabawna.
To Olejnik robi zwykle za naczelnego, nachalnego manipulanta, do której to roli przywykła od czasów biblijnych, czyli od "skupu butelek", gdzie zresztą też nic nie załatwiła. To ona odwraca kota ogonem w służbie kolejnej "silnej grupy". Czemu zaczepiła Kopaczową - dobry Bozia raczy wiedzieć.
Może w interesie "milionów Polaków"...
.Nie wiem, czy naprawdę Olejnik boi się tej grypy, bo mimo wszystko nie posądzam kobiety aż o taką naiwność, żeby nie wiedziała: nie ma szczepionki, bo nie ma kasy. Na nic nie ma kasy, czego lemingi and wykształciuchy absolutnie nie chcą przyjąć do wiadomości.Rozwiała się, jak jesienna mgła.
Przypominam: wykształciuch to ktoś nie rozumiejący pojęcia "wykształciuch".
A pytać o coś Kopaczową - to pytać Gyurcsánya: jak mu się rządzi - zanim "wyciekło", że oszukiwał własny naród. Żeby, prawda, wygrać wybory. Skądś to znamy...
Ale Gyurcsańy - o zgrozo - jednak miał z tego powodu j a k i e ś wyrzuty sumienia! Niepojęte...
Kopaczowa Ekselencja do smutnego końca będzie twierdzić : "panie sędzio, to nie MOJA ręka!". W dodatku - będzie mnożyć te kłamstwa z iście ułańską fantazją, w tempie CKM-u. Zdolna kobieta...
Nie pamiętam, żeby ktoś Monisię zapędził do narożnika - aż tak. Nawet znając prawdę, nie mogła przecież powiedzieć wprost: "pani kochana, pani łże jako ta bura suka" - miała w końcu jako interlokutora członka rządu, może nie tak kochanego, jak ten z epoki skupu butelek - ale zawsze "lepszego" niż miniony.
Mam nadzieję, że jeszcze kilka razy mi objawią Monisię, zagapioną na wydzierającą się Ekselencję, robiącą bezradną Olejnik w balona, zapomniawszy, że normalnie to Olejnik jest macherem od takich spraw.
Fajny widok!
I doświadczenie chyba fajne: Olejnik już wie, jak się czuje widz, któremu usiłuje robić wodę z mózgu. Tyle, że ja mogę osobę "zniknąć" za pomocą guziczka, a ona musiała tych głupot wysłuchać do końca.
No, cóż - live is brutal, end full off zasadzka`s and some time kopas w dupas...
Wyznaję: ponieważ straciłam tamto widowisko, dziś postanowiłam wynagrodzić straty i obejrzeć "Kropkę" z Millerem. I zaliczyłam wpadkę.
Jest tak: zupełnie serio uważam, że jako premier Miller wcale nie był najgłupszy: oczywiście to stary rep, zawdzięczający wszystko swojej partii, która ze zwykłego ślusarza wyniosła go do najwyższych zaszczytów.
Może dlatego, że miał jasno wytyczoną drogę, był swoistym człowiekiem idei - bo nie miał powrotu. Jakoś nie wierzę, że dorabiał na boku w "grupie trzymajacej władzę", natomiast wierzę, że potrafił stworzyć jej jakiś parasol ochronny, kiedy mleko się rozlało.Nie sądzę zresztą, żebyśmy się tego dowiedzieli.
Natomiast, wbrew wygłoszonej na komisji rywinowskiej słynnej kwestii - "zerem" okazał się Miller, nie Ziobro. Miller stratujący z listy lepperowskiej i przegrywający z kretesem w Łodzi, własnym mateczniku. Miller, którego upokorzył Borowski, odbierając mu połowę posłów, Miller - obecny szef czegoś, czego nazwy nikt nie pamięta.Miller - pan Nikt.
.
Ale kiedyś Miller maczał rączki, po same łokcie, w sprawie "moskiewskich pieniędzy", co jest zwykłym kryminałem, niezależnie od ideologii.
Jaki cel przyświecał dziś Olejnik? Chyba kilka razy słyszałam, jak Miller serdecznie zalecał Tuskowi, przeciwnikowi politycznemu, aby kwestię o "zerze" powtórzył przed komisją. Myślę, że o to chodziło.I tu Monisia nie skojarzyła prztyczyn ze skutkami, upajając się brzemieniem millerowskich słów.
Nie mam nic przeciw temu bon - motowi, aby tylko skutek był ten sam: "Nie jest ważne, jak mężczyzna zaczyna, ważne jest - jak kończy" - rzekł kiedys Miller, a słowo stało się ciałem.
Olejnik bez mrugnięcia okiem zniosła dziś kolejną złotą millerowską myśl: "wstyd IV Rzeczypospolitej". Żadne z tych ludzi nie wspomniało o wstydzie III Rzeczpospolitej, o jej nierozliczonych zdrajcach i mordercach - ani o wstydzie dzisiejszych czasów.
A mnie wstyd, że pusta ciekawość zaniosła mnie do tego badziewiactwa, bez cienia honoru, bez cienia patriotyzmu, do służalczej baby, na którą sama, bez żadnej konieczności, znów się nabrałałm.
Niniejszym przyznaję rację tym, którzy wytykają: "Wy NIGDY nie oglądacie, ale zawsze jakoś wiecie".
Macie rację.Oglądałam to dziadowstwo z własnej woli, od końca do końca. Jest mi wstyd. Nieskończenie.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)