167
BLOG
Donald Tusk wytłumaczył nam, tak zwyczajnie - od serca, że nie jesteśmy w stanie ani przeczytać, ani - tym bardziej -zrozumieć wszystkich zawiłości traktatowych. Chodzą słuchy, że dla tegoż męża stanu,czyli Donalda Tuska, lektura również okazała się zbyt trudna.Jeśli naród nie jest w stanie, sprawa została powierzona parlamentowi, od razu z zastrzeżeniem: " watpię, czy tu, w sejmie..." Jednak wybrańcy narodu są, zdaniem marszałka Komorowskiego, wybrani właśnie po to, żeby decydowali za nas - nie czytając.Co nam oznajmił w radosnym, pełnym chichotów show, odegranym na mównicy sejmu, na oczach zdumionych ( mówiąc za siebie) widzów. Maleńka wrzuta, na zasadzie próbki traktatowych mądrości: "Ze świata: w Wielkiej Brytanii nauczyciele maja być karani za mówienie w czasie lekcji słow "mama" i "tata" - podaję za Przemysławem Harczukiem (ostatni numer GaPola). Jednak znalazł się mąż stanu, dla którego wizja przyszłej, przepięknej, tolerancyjnej Europy nie okazała sie za trudna do przeczytania. Ryzykując przyszłość polityczną, w strasznie trudnym okresie walki wyborczej, wyłożył kawę na ławę, stawiając się jednoznacznie w opozycji do niektórych wartości traktatowych.Ten polityk znalazł się całkiem blisko: na czeskim Hradzie. - "...kiedy to zakazane będzie palenie papierosów, a narkotyki będą tolerowane, gdzie małżeństwo będzie instytucją wymierającą, a do urzędów stanu cywilnego pary ( oczywiście także jednopłciowe- jak mniemam) będą chodziły tylko do rejestracji, kiedy to ludzi starych i chorych będziemy miłosiernie pozbawiać życia, gdy inni bedą za nas decydować, co możemy jeść i pić i co wolno nam mówić. To nie jest mój program, to nie jest moja wizja przyszłości." Myślę, że "wart mszy" jest apel Klausa do wyborców: - " Jeśli nie chcecie respektować tysiącletniej tradycji naszej cywilizacji, jej wartości chrześcijańskich, szczególnej roli klasycznej rodziny i szacunku dla każdego ludzkiego życia - nie głosujcie na mnie, bo ja te wartości szanuję". Nic o miłości i zaufaniu - jednak Klaus wybory wygrał. I nie można tego zgonić na "mohery" i toruńską rozgłośnię, ponieważ, jak ogólnie wiadomo, te zjawiska w Czechach nie wystepują. A Sakowicza uprasza się, żeby odpuścił trochę tajemnicę ważnych artykułów , jeśli w ogóle jest uprzejmy posiadać stronę internetową.Powyższe ( wydało mi się tak ważne, że przepisałam pracowicie "na pieszo") ukazało się w GaPolu nr.9 z 27 lutego. Link do Petrilaka na ten sam temat: http://www.opcja.pop.pl/numer16/16pet.html .


Komentarze
Pokaż komentarze (10)