53
BLOG
Z mojej strony barykady nie jest łatwo o takie wyznanie: jakoś lubię Marka Borowskiego i raczej ucieszyłam się, kiedy do nas zawitał. Znałam zupełnie przyzwoitych ludzi o lewicowych poglądach, a Borowski ma dobrze poukładane w głowie, nawet jeśli Olek jest "mordą ty jego". Każdy popełnia błędy, choć marszałek już ten zasadniczy popełnił wcześniej, uciekajac z własnej partii, która wprawdzie nie jest moim bólem głowy, ale... wyglądało to dość paskudnie. Jakoś tak mam - przypisuję ludziom dobre intencje, a rodzima partia Borowskiego skompromitowała się do cna, więc ( jak wtedy chciałam myśleć) - niektórym mogło być nie bardzo po drodze z innymi. Nie jest to takie strasznie dziwne: mnie nie byłoby po drodze, ale jednak... Uspakajam "pisowskich pałkarzy" - to stan na wczoraj. Z sympatii do w/w wyleczyła mnie w tempie expressowym wielopiętrowa -niczym ruskie przekleństwo - manipulacja, w której Borowski wziął udział,a która już rozpętała wojnę na "Onecie".I chyba o to chodziło. Z "Onetu" można sobie kpić, ale to ta część wyborców została uwiedziona przez zapowiadane Ministerstwo Miłości, Szczęścia i Wszystkiego Najlepszego. Ich ignorancja jest groźna. Oto ta "produkcja", którą wszyscy już chyba znają: "Zdaniem szefa SdPl Marka Borowskiego, jeśli doniesienia mediów o zamiarach utworzenia pod patronatem prezydenta "korpusu weteranów" są prawdziwe, to mamy "nową polityczną awanturę"."Gazeta Wyborcza" napisała o przygotowanym w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego projekcie ustawy o weteranach walk o niepodległość, który przewiduje, że pod patronatem prezydenta ma powstać Korpus Weteranów Rzeczpospolitej. Według "GW", na tytuł weterana nie mają szans żołnierze Armii Ludowej i część żołnierzy armii Berlinga." Już mi się zdarzyło na tym forum odszczekiwać spod ławy, więc jeśli jest w tym coś z prawdy - odszczekam.Jednak moim zdaniem marszałek Borowski doskonale wie, że jest to ohydne kłamstwo GW. Jaką część żołnierzy armii Berlinga? Co się rozumie przez tę "część" - Jaruzelskiego & co? Jeśli nawet, to nie użyłabym nazwy "żołnierz" - chyba, że mowa jest o tym krótkim okresie, kiedy jeszcze nie był agentem. Czy GW, razem z marszałkiem Borowskim uważa, że prezydent może pośmiertnie potępić kapitana Wysockiego, który pod Lenino prowadził swoją - wygalowaną na tę okazję - kompanię, krokiem defiladowym prosto w śmierć, zdając sobie sprawę, gdzie i po co idzie? Jest to kolejna próba wrobienia prezydenta w awantury arabskie, bo sprawa wymaga dementi - z cała pewnością takie wieści idą w świat. Chodzi więc o awanturę międynarodową, wywołaną z pełną premedytacją. Prezydent nie jest pisomatołkiem, choć tak twierdzi plujący nienawiścią Bartoszewski. Prezydent wie, skąd wzieli się żołnierze Berlinga - z tych samych łagrów, z których wzięli się żołnierze Andersa. I tylko czas zdecydował, w której armii się znaleźli nędzarze z Archipelagu Gułag. A marszałek Borowski jest człowiekiem zbyt inteligentnym, żeby nieświadomie włączać się w Michnikowe kłamstwa. Czyli działa w pełnej świadomości popełnianego...no, cóż - kolejnego paskudztwa. O Armii Ludowej swoje wiemy, ale nie sądzę, żeby od czci i wiary odsądzano zwykłych żołnierzy, którzy szli tam, gdzie mogli - do oddziału, który był na tzw. podorędziu, który dał im możliwość włączenia się w walkę. Po czym ulegali propagandzie, albo zwyczajnie - nie mogli się wycofać, wdepnąwszy w jakieś g....I tej świadomości prezydenta marszałek Borowski również jest w pełni świadomy. Powstrzymam się od dalszych komentarzy. Musiałoby paść zbyt wiele słów. To nie przystoi, panie marszałku. Ewentualnych czytelników proszę, żeby nie pouczano mnie, kim jest pan Borowski "de domo". To nie ma znaczenia, naprawdę. Liczy się człowiek. Aż dotąd tak właśnie myślałam o panu Borowskim.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)