mona mona
46
BLOG

Baba od stoczni

mona mona Polityka Obserwuj notkę 47
Kiedy widziałam stoczniowców w Brukseli, przypomniały mi się wszystkie gadki o "postpolityce", które wyśmiewają naiwniaków, wierzących jeszcze w państwo, rząd, interes narodowy. Tamten incydent był pokazówką stosunków unijnych: oto stoi baba, cała w pretensjach, wystrojona w garsonkę z pięknej, broszowanej tkaniny, na którą stoczniowiec - nawet koniecznie chcąc coś takiego kupić żonie - musiałby odkładać kasę dwa lata. Zakładając, że m ó g ł b y w ogóle oszczędzać. Baba ma makijaż prosto od kosmetyczki, wymasowany buziak, fryzurę zrobioną w dobrym zakładzie - i w ogóle koniecznie chce wygladać na własną wnuczkę. Dama, psia krew! I z miną nadętą w stylu "bez kija nie podchodź" tłumaczy związkowcowi, że ona czekała, prawda, i czekała, była cała cierpliwa i milosierna, ale rząd polski (jechał go sęk - który zawinił, chodzi o babę) "nie dostarczył" , "nie zaproponował", itd. A chłop stoi, chyba onieśmielony wielkością tej komisarz, tej całej Neelie Kroes, zamiast huknąć pięścią w stół. Bo stoczniowiec ma pełną świadomość nierówności traktowania spraw: w Niemczech państwo może interweniować z racji na "ciężki, komuszy" los postenerdowskich stoczni.I już. My nie, bo dajemy po łapie "niewidzialnej ręce rynku". Akurat gołym okiem widać, jak ona działa: oto wyciąga się w proszalnym geście, kładąc kapelusz na chodniku, a miłosierne rządy dowalają kasy aferałom - z pominięciem tych, których aferałowie wciągnęli w bagno.I własciwie nic innego nie można zrobić, bo zaraza rozpełza się na cały świat. Nas - zdaniem eurourzędasów - sprawa dziedzictwa postkomuny nie dotyczy, u nas przecież była pełna wolność - a los nieskończenie mniej komunistyczny.I nie obchodzi mnie, że np. Grecja, czy kto tam -miała podobne trudności z eurourzędasami. Wcale nie były podobne, tam właściciele mieli ten los we własnych dłoniach od zawsze, a zarzadzanie było ich biznesem. Ale mniejsza o los, rzecz jest o postpolityce. No i co z tego, że baba czekała? A od czego baba jest? Czy babie na te wszystkie fifintuszki kasa spada z nieba, czy utrzymuja ją ludzie - bo do ludzi to się sprowadza na poziomie bruku - właśnie po to, żeby razem z nimi rozwiązywała problemy, nawet jeśli są skomplikowane? Ludzie, oszaleliśmy? Pierwsza lepsza nadęta baba decyduje o losie tysięcy pracowników, bo za długo czekała? To od takich bab ma zależeć los całych okręgów, bo - zgodnie z regułami postpolityki - mamy całować w rękę brukselskiego urzędasa? Czy myśmy czasem już czegoś podobnego nie przerobili? Że już nie wspomnę o rurze bałtyckiej i innych takich - w ramach unijnej solidarności. . Niech mi który powie, że prezydent ma w te pędy ratyfikowac traktat! Naprawdę byłam euroentuzjastką. My, mieszkańcy tej szczeliny między Towarzystwem Odwiecznej Wzajemnej Adoracji, czyli Rosją i Niemcami, naprawdę powinniśmy szukać sojuszników, jeśli się da - to wśród państw mniej - więcej sasiedzkich. Nam to jest potrzebne, choć gdzieś, z tyłu głowy, wciąż mamy świadomość, że sojusze maja wartość papieru, na którym zostały spisane. Ale..nadzieja umiera ostatnia, trzeba próbować. Tylko wyszło na to, że zamiast sojuszników - doszukalismy się jakichś popapranych konkwistadorów, że nie możemy decydowac o losie naszych obywateli - My, Naród! Bo wymalowana baba za długo czeka na rozwiazanie problemu, który nie jest problemem rzędu straganu z warzywami.
mona
O mnie mona

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (47)

Inne tematy w dziale Polityka