44
BLOG
Pierwszy raz mam nieodpartą chęć dołączyć do "psich głosów"( które oby nie poszły w niebiosa) i przejechać się po Jarosławie Kaczyńskim. Żeby było jasne: oczywiście nie wierzę w słupki, mające świadczyć, że 3/4 narodu zwariowało i nieustająco zachwyca się przepełnionym miłością Tuskiem, choć wierzą w to politolodzy, socjolodzy i oczywiście wyznawcy "Szkła kontaktowego". Wierzę w zdrowy rozum polskiego społeczeństwa, w zmysł obserwacyjny nawet u lemingów, które dały swoimi głosami zwycięstwo wyborcze nieudacznikom, chcąc "zmienić Polskę" w myśl płatnej, cwano pomyślanej reklamy, lecącej w telewizji do ostatniej chwili i udającej neutralność polityczną. Dzieciaki zwykle chcą zmieniać zgredów u steru - i kolejna wyborcza zagrywka w podobnym stylu miałaby pełne szanse na zmiecenie Tuskolandii. Oddając sprawiedliwość cżęści lemingów - być może chcieli dobrze, ale to temat na inny post. Wracając do rzeczy, przyczyną mojej złości na JK jest awantura z Dornem. Po prostu - PiSu nie stać na takie straty. Zacznę może od Dorna, który jest nie mniej wkurzający w swoim zadufaniu, w głębokim przekonaniu o swojej wielkości i lekceważeniu własnych błędów, które niewątpliwie popełnił. Sabę zostawiam w spokoju, choć sprawa wskazuje jednak właśnie na brak pomyślunku: kto z "dziennikarskiej" ( cudzysłow zamierzony) ferajny przepuściłby taką okazję do dokopania? Kto z nich rozumuje w kategoriach litości dla chorego psa? Kiedyś funkcjonowało powiedzonko, niewatpliwie słuszne w podobnych sytuacjach: " tu nie uniwersytet, tu trzeba myśleć!". Jednak chodzi mi raczej o podjęcie rękawicy w wojnie z mediami. Dornowi nie starczyło zasobów nieprzeciętnej w końcu inteligencji, żeby nie dać się mendiom podpuścić - a ktoś p o w i n i e n być mądrzejszy. Moim zdaniem - właśnie Dorn, druga osoba w państwie, człowiek, który w każdej chwili ("nikt nie zna dnia ni godziny") powinien być przygotowany do przejęcia najwyższego majestatu - urzędu prezydenta RP. Czyli myśleć niejako z wyprzedzeniem. Rozumiem "wojenne okoliczności" tamtych czasów - ale Kurski wystarczy. Robi to doskonale, co widać po wszechnienawiści tych głupszych, którym nie starcza inteligencji, za to starcza błota. A wpadki miewaja wszyscy. A co mam do JK? Przyznaję rację Dornowi w conajmniej jednej kwestii: moim zdaniem Jarosław Kaczyński nie może wybaczyć Dornowi, że wobec niego zawinił w całej paskudnej historii z Kaczmarkiem.To był ten najważniejszy konflikt, bo trudno rozwodzić się nad każdą drobną kwestią, sprzeczką w ramach "szorstkiej przyjaźni" obu panów. JK nie może wybaczyć s o b i e - a to przekłada się na wzajemne rozgoryczenie - i ciąg dalszy osłabia będącą w kłopotach partię. To od tamtej sprawy, którą Dorn teoretycznie wybaczył - ale nie zapomniał, widać okiem nieuzbrojonem, że dzieje się coś złego, co rozmywa wszelkie usiłowania zmiany sytuacji. Brakuje burzy mózgów. A szkoda. Jeśli obaj panowie myślą w kategoriach państwa, Dorn - nawet skrzywdzony - powinien wybaczyć, nie traktować sprawy osobiście. Nie jest pierwszą faworytą na dworze - jest politykiem. Ale także nie podoba mi się JK, który w ramach mądrzenia się w kwestiach etycznych zachowuje się nieetycznie. Nic mu do spraw rodzinnych Dorna. Basta. Przełknęłam - dość gładko - konwulsje z "Samoobroną", bo w polityce wybory bywają dramatyczne, o czym szybko przekonał się chocby Piłsudski. Co jest koniecznością - to jest, ale koń, na którego wtedy stawiano, okazał się osłem. W polityce i tak bywa, jednak należałoby odrabiać straty, mobilizując wszystkie siły, a tymczasem małostkowość ( o którą żadnego z panów nie posądzałam) , szkodzi całemu interesowi, w którym to pojęciu zawiera się również ewidentnie naruszany przez obecny rząd - interes Rzeczpospolitej. Co panowie chyba tracą z oczu.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)