mona mona
80
BLOG

Los jest mściwy

mona mona Polityka Obserwuj notkę 0
Jest taki kawał, z brodą niczym Staruszek Świat: W przedziale jedzie dwóch wariatów, który na widok konduktora radośnie chichoczą, trącaja się łokciami i w ogóle robią sobie - użyjmy kolokwializmu - jaja. Wobec powyższego konduktor skrupulatnie sprawdza ich bilety - ale nie ma w nich nic podejrzanego. Jednak odchodząc słyszy kolejny wybuch śmiechu i szept, że jednak został nabrany. Nikt nie lubi, kiedy dwóch wariatów się z niego śmieje, więc na pierwszej stacji kolejowy dostojnik prosi SOKistów, żeby poasystowali mu przy powtórnym sprawdzeniu - co też w tych biletach jest. Ale nadal nie ma nic podejrzanego, więc konduktor, uzbrojony teraz w dwóch mundurowych, surowo pyta - już wystraszonych - delikwentów, jakie, prawda, oszustwo popełnili? - Zamieniliśmy się na bilety - wyznają skruszone półgłowki. Od kilku dni jestem w takim cugu, że nie śledzę żadnych wydarzeń. Musiałabym mieć telewizor w samochodzie, co - chwała Najwyższemu - jeszcze nie obowiązuje. Dziś (wtorek) wracam oto do domu, a dyrektor pilota wita mnie wdzięcznym tematem p.t.Palikot: oto zapowiadana straszna kara jest tego rodzaju że Tusk dwóch...hmm... panów ( nie znam drugiego pana, nie chcę postponować złym słowem jego stanu umysłu) zamienił miejscami w komisji "Przyjazne państwo", czy jak tam to się wabi. Gyby nie to, że Palikot, razem ze swoimi "instalacjami artstycznymi" rajcuje mnie tak, jak zeszłoroczne śniegi, czułabym się zobowiązana napisać, że premier, przynajmniej w tej kwestii, zamienił się z kimś...no, niekoniecznie na bilety, robiąc sobie te jaja.Tyle, że z nas. Może żadnego konduktora na podorędziu nie było? Ale los jest mściwy, Derekcja PO została ukarana natychmiast, boleśnie i skutecznie, chociaż "za pomocą" zupełnie innej sprawy, dotyczącej tego, co w Polsce zwykło się zwać dosyć dziwnie: sprawiedliwością mianowicie. Więc nie jestem moralnie zobowiązana zajmować się Palikotem, do czego czuję wyraźny absmak.Uważam, że chorych powinno się po prostu leczyć, a to zupełnie nie moja broszka. Ale jeśli już na to padło, to - jako epilog - jeszcze jeden wic, tym razem autorski. Stoimy oto rodzinnie "nawalonym" (trzeźwym, ale kichającym) samochodem pod psychuszką, gdzie nawinął się pierwszy zjazd z drogi. Pod murem szpitala, przy otwartej na oścież bramie, stoi dwóch panów, wystrojonych w gustowne piżamki. Dyrektor samochodu grzebie coś pod maską, pacjenci psychiatryczni zupełnie nie zwracaja na nas uwagi, zajęci jakimś sporem. I słyszymy fragment: - Głupi jesteś! - Sam jestes głupi, głupku! Ja jestem pan pułkownik! Proponuję wróżenie z fusów - kto okaże się następnym "panem pułkownikiem"?
mona
O mnie mona

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka