mona mona
214
BLOG

Tuskolandia trzęsie portkami

mona mona Polityka Obserwuj notkę 38
Mam dziwne wrażenie, że to już przedśmiertne drgawki tego bałaganu, zwanego rządem. Jarosław Kaczyńskie może sobie przepraszać, ale ja nie czuję się winna. Nie przepraszam nawet za jedno napisane słowo - nie jestem politykiem, jestem tylko obserwatorem. A w dodatku, inaczej niż JK, nie mam cienia nadziei, że przepraszać warto. Założymy się, że wyciągnieta ręka zawińnie w powietrzu? Niedawno pisałam, że "gazeciarze", których blogi zamieszczane są na stronach macierzystych oline, najzwyczajniej nie czytają komentarzy.Nasunęły mi to słowa Zaremby, który oznajmił : "komentatorzy, oczywiście z przewagą przeciwników PiS..." - no, coś w tym guście, nawet jeśli cytat nie jest dosłowny. A komentarze to jednak zwierciadło nastrojów społecznych, więc sprawdziłam, tak - dla pewności, bo mnie się wyliczało zupełnie inaczej. Guzik prawda. Oczywiście zdarzają się jeszcze "dyżurni" ( nie mam przecież na myśli "Onetu", gdzie "dyżurni" sa elementem stałym), którzy wypisują dawne, zgrane do cna bzdury, popisując się straszliwą ortografią, jednak stosunek tego meczu to - średnio - 10 : 90 %, na dobro normalnych ludzi. Nie wiem, dlaczego, ale część dziennikarzy, nawet spośród tych bez PO- wskiej piany na ustach, wzięła na serio to, że nieustającym źródłem awantur był Jarosław Kaczyński. A` la long słyszę o tych, co "stoją po tej stronie, po której stało stronie ZOMO". A nie? - l rzadko zdarza się inny, niż ten - przykład. Dziennikarze doskonale o strasznej nagonce, z każdym możliwym wariantem "odwracania kota ogonem" - cokolwiek by Jarosław Kczyński nie powiedział, sami ostatecznie w tym uczestniczą, sami też niekiedy usiłują zbijać te bzdury w dyskusjach medialnych. Ale robią to bez przekonania, z jakąś rezygnacją, pod hasłem - "tak już się przyjęło, co robić? Wszystkich nie przekrzyczę..." Więc nieustająca, napędzana przez mendia "radosna" awantura - trwa dalej. No i rezultaty są. Platforma przedobrzyła, grzesząc arogancją, ufając w siłę mediów. Ale przede wszystkim unikając uczciwej roboty, dzięki bezwzględnej pewności tego poparcia, tej medialnej siły. Bardzo długo mendia zachłystywały się wysokocią słupków. Ciekawe, ilu z tych zachwyconych powącha smak bruku? Ilu wyjdzie na zgranych, już opatrzonych etykietką kłamców "pożytecznych idiotów"? A Bóg nie kocha kłamców. Bóg w ogóle chyba nie kocha premedytacji - w złej wierze. To moje prywatne credo, ale sprawdza się, naprawdę. Wciąż wiszą u mnie obietnice wyborcze, proszę znaleźć tę jedną - spełnioną. Wszak kryzys mamy d o p i e r o od grudnia - jak mówi rząd, znów łapiąc się w pułapkę kłamstwa. Niemniej - rząd nieróbstwo sobie założył w programie, obojętne, czy kryzys mamy z datą Tuska, czy PiSu. Ale w grudniu jednak uchwalono ten wielce optymistyczny budżet, który wali się po dwóch tygodniach! Czemu to miało służyć, czy miało byc kolejnym punktem w "dekalogu kłamstw" Tuska, wiszącym wciąż na mojej stronie? Nota bene - ja w jakiś sposób wciąż ze Śląska, mam tam mnóstwo zajomych. Wiem, kiedy "Opel" zaczął "kuleć", zarządzać przestoje w pracy, bo to się właśnie wiąże z losem moich Ślązaków. Gdzie rząd miał oczy? Czemu sądził, że skończy się na "Oplu"? Czy naprawdę Tusk wierzył w szczególną opiekę boską w kwesti jego marzenia o prezydenturze? Wierzył, że wszystko, co ma się zdarzyć w niedalekiej przyszłości, jednak się nie zdarzy? Że sam Stwórca kiwnie boską dłonią - i sprawy ułożą się same, w świętej sprawie jego PR? Znam wprawdzie jedną panią, która też wierzy, że czuwa nad nią osobiście Matka Boska - ale do rządu, nawet tuskowego - chyba by jej nie wzięli... Momentami już żal mi tego nieszczęścia, zwanego Tuskiem: zachowuje się, jak przystoi na "burka" ( to właśnie znaczy, zresztą po kaszubsku - "tusk" : piesek podwórzowy, burek). Kiedyś wygrzebała to na "wiki" Venissa, ale...tak "Prosto z uczty Platona"... nie wypadało robić z tego "podwórkowej zadymy", więc wrzuciła tylko żartobliwą informację. Oczywiście natychmiast poleciałam sprawdzić ( tak już mam, jak niektórym wiadomo) - ale mnie także nie przyszło do głowy używać tego taniego chwytu. Jednak kiedy wczoraj popatrzyłam na te Tuskowe manewry z szukaniem miliardów...porównanie nasuwa się samo. Biedak wygladał jak zbity, bezradny piesek, wyłgujacy się dziennikarzom, którzy chyba nie mieli sumienia go tępić, choć już rozumieją, że zainwestowali w pustkę i - używając dosadnego, platformerskiego języka - ześwinili się niepotrzebnie. Gdzie on chce te pieniadze znaleźć, w ostatniej chwili, kiedy pętla już się zaciska? Rząd może dostał jakieś pieniądze,tak - na wszelki wypadek? Wszystko na tego człowieczka się zwala. Oczywiście w ostatecznym rachunku wina będzie "po stronie kryzysu", ale to jest gra na naiwnych.Może parę lemingow się jeszcze na to złapie, reszta ludzi trochę myśli. Rząd, który rozsiadał się w fotelach, ostatecznie za nasze pieniądze usiłując nie robić nic, czekając na nowego premiera, kiedy stary będzie "urlopowanym kandydatem na prezydenta", pilnie nasłuchujący - co wymyśli ten gładki "picuś - glancuś" od PR nazwiskiem Nowak ( jak twierdzą M & Z: "tak czy owak - Sławek Nowak") , lub co kazano powiedzieć Chlebowskiemu ( o którym niezrównany, wspomniany duet M&Z twierdzi w ostatnim "Wprost", że wygrał casting na głupka tygodnia, polecam gorąco! ), rząd potrzebujący "przekazów dnia" aby wiedzieć, co należy dziś oznajmiać w mediach, po mojemu goni teraz resztkami sił. Wczoraj "tak czy owak" nie było. Było źle: Nowakowi głos się trząsł, bardziej niż kolana. Ostatni rozpaczliwy pomysł PRowski, polegający na tym, aby "ukraść Jarosławowi Kaczyńskiemu jego show" (Łukasz Warzecha, w porannych rozmowach "jedynki"), nie odpalił. Odmówiono wprost - i co można zrobić? Powrzeszczał trochę Niesiołowski, ale to już ma jeden skutek: radośnie uśmiechnięte twarze słuchaczy.Na Niesiołowskiego nikt się już nie oburza, ludziom zawsze potrzebne trochę radochy. Tak już jest: Palikot wyłazi ze skóry, chcąc być naczelnym błaznem - a Niesiowskiemu samo wyszło... Oczywiście użyto Palikota. I nie jestem pewna, czy chodzi tylko o "przykrycie" krakowskiego kongresu. Mnie się dziwnie wydaje, że znacznie bardziej chodzi o Sopot, o Karnowskiego - bo facet może pociągnąć na szafot innych - nie śmiem stawiać diagnoz w sprawach personalnych. Jednak dziwna wypowiedź ostatniego PO-wskiego najemnika w roli Ministra Sprawiedliwości, który już wie, że ów Karnowski jest cały niewinny, dla mnie świadczy o rozpaczliwej "obronie Częstochowy". Tak, dla draki? Przecież Czuma nie jest osobiście zainteresowany Karnowskim? Czemu więc "pali" na starcie poczucie nadziei, że sprawiedliwość w Polsce poczuje sie lepiej, niż dotąd? Sądząc po wyczynach Czumy w komisji, jest to człowiek mierny, wiernie służący suwerenowi. Co tam - komisja, to już tylko popisy oratorskie w sytuacji, kiedy wściekli prokuratorzy gremialnie odmówili wspólpracy, a złość Czumy kierowała się w stronę posłow PiS. Ale jednak od tego nowego mianowania Czuma - chce, czy nie chce - przechodzi do historii. A nosi uczciwe nazwisko, które może splamić.Pozostaje czekać, chyba - aż splami, bo niczego innego się nie spodziewam. Szkoda. Nie zaglądałam na blog Palikota, ale tym razem go poszukam. Wiem oczywiście, że o to Palikotowi chodzi, żebyśmy tam zaglądali - ale ciekawa jestem, co wymyślił. Oczywiście przemówienie końcowe będzie zupełnie inne, choćby na złość. A co to za filozofia - napisać nowe, jeśli rzeczywiście ktoś je sprzedał? Podejmuję się napisać to w póltorej godziny. Materiały można przesłać na maila, jest na profilu. Zgłaszajcie się, blogerska braci, może któremuś z nas jednak przypadnie to w udziale? A co nam zależy?
mona
O mnie mona

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (38)

Inne tematy w dziale Polityka