72
BLOG
Zastanawiam się nad dziwnym zjawiskiem, a może raczej nad opisującym je słowem. To słowo było obśmiewane na wszystkie sposoby. Stanowiło rodzaj złego zaklęcia, złego tak bardzo, że nieomal zostało wykluczone ze słownika polszczyzny. Dodajmy: politycznej polszczyzny. No i mamy kłopot z nazwaniem zjawiska, ponieważ tak już jest - do opisu sytuacji jednak potrzebna jest postać werbalna, aby przekaz był zrozumiały. Niniejszym kończę bełkot, odczarowujac słowo zepchnięte na siłę w mroki niepamięci, czyli - słowo układ. Słowo to znamionowało związki na najwyższch szczeblach władzy odchodzacej teoretycznie w mrok, z tą, która miała nadejść w blasku poranka witajacego nowy, wspaniały, sprawiedliwy swiat. Obie przy Okragłym Stole podzieliły łupy nad głowami narodu, tworząc pajęczą sieć niejasnych związków o cienkich, niewidocznych odnóżach -z przyssawkami karmiącymi ciała nowych beneficjentów. Powstał nowy świat - ale był to świat rodem z "Folwarku zwięrzecego", zwany potocznie orwellowskim. Ale nam, "bydłu", wytłumaczono to inaczej. Oto podobno oszołomy z PiS wymyśliły nigdy nieistniejacy układ, szczując tym słowem białe niby lilie, i całkiem niewinne rzesze różnego rodzaju spryciarzy, balansujace na styku polityki z biznesem. Żeby było dokładniej -rzesze bardziej polityków, niż rasowych "lobbystów". I za to "kłamstwo" Kaczory- oszołomy zostały nie tylko obśmiane, ale ukarane w wyborach, bo przecież oczernianie ludzi, dopatrywnie się spiskowej teorii dziejów w kraju baranków niewinnych - oburzało wszystkich krewnych i znajomych królika, cokolwiek rozumieć pod parą króliczych uszu. Nie pomogło znajdowanie tych baranków we własnych szeregach - i natychmiastowe wywalanie ich na bruczek. Bo to były własne baranki Kaczorów, słowo stało się ciałem tylko w tym PiSowskim przypadku.Nikt inny takowych nie posiadał... Wyszło na to, że Kaczyńscy, nie mogąc znaleźc winnych, po prostu sami tworzyli domniemany układ, szukając -" z braku laku" - ofiar we własnych szeregach. No i co widzą nasze zdumione oczy? "Branż cwaniacka" wyłazi wszelkimi porami Rzeczpospolitej, biorą w tej przedziwnej, nienazwanej sprawie właściciele nazwisk z czołówek gazet, które to nazwiska pojawiają się - w sprawach brudnych - właśnie na "jedynce" tychże gazet. Ale żadnego układu nie ma. A skąd! A póki nie ma - "Kaczory są głupie". I nic się nie dzieje. Co wiecej - nigdy się nie działo. Absolutnie. Nigdy nie było żadnych wszechmocnych służb, różnych pułkowników współdziałających z niezwykle ceniącymi sobie moralność harcerzami - chrzecijańskimi do szpiku kości i zarazem dostojnikami sejmowymi, choć podobo pułkownicy niegdyś osobiście przez ten wzór zasad moralnych byli własnoręcznie wywalani z roboty. Błąd - okazali się jednak potrzebni. Wicepremier - koalicjant, który wiele się nauczył ( wrzutka dla Maryli, toczyłyśmy o to boje), ale przede wszystkim nauczył się, jak zorganizować dojenie Rzeczpospolitej z naszych pieniędzy, aby zrobić to nie łamiąc wyraźnie prawa - choć chyba wszyscy mają klina, p.t. "jak ten cwaniak to zrobił?" Bo niewatpliwie dojenie musiało być dostrzeżone przez wszystkie instancje kontrolne, cudów nie ma - ale nie ma także punktu zaczepienia. Senator Rzeczpospolitej doi naszą kasę, zarabiając na nieszczęściu ludzi, odchodzących ze stoczni, które były do uratowania ( casus - Niemcy), a gazety śledzą "drogę życiową" jego firmy. Gdyby nie pojawiał się ten element, że stocznie BYŁY DO URATOWANIA - jechał sęk senatora. Ktoś tę robotę zrobić musi, trzeba chociaż spróbować przekwalifikowania zwalnianych stoczniowców, choć z góry wiadomo, że to orka na ugorze. Skąd wiem? Widziałam to przekwalifikowanie w przypadku górników. Ale jeśli w tle pojawia się ...no, odczarowujemy jeszcze raz - układ, w którym gazety rozpisują się o dziwnych związkach "firmy dojacej" z innym wicepremierem, jego rodziną i jego kumplami...Jeśli senator i zwiazane z nim baranki niewinne mają zwiazek z praca nad ustawą umożliwiajacą dojenie... A dlaczego ja mam sobie nie pomyśleć, że dla tych paru milionów srebrników celowo nie zadbano o ratunek dla stoczni? No, dlaczego? Bo "Kaczory sa głupie" - i żaden układ korupcyjny na szczytach władzy nie istnieje? To wszystkie argumenty? Pawlak mówi bez latania ogródkami: "tak, uważam, że wszystko jest w porządku, ponieważ zostałem wychowany w społeczności, która uważa wzajemną pomoc za normę". Nie przytaczam cytatu, ale tak to brzmiało. Mieszkam na wsi, więc jedyne, co mi pozostało - to gorliwe kiwanie głową.Znam to. Tak, takie są w tym środowisku normy, "od morza do Tater", niech się nawet nazywają zwyczajami plemiennymi. I postawiony pod ścianą Pawlak nie zawraca sobie już głowy pokrętną etyką: jego środowisko takie zachowania akceptuje, jego wyborcy doskonale to zrozumieją. Ale nie słyszałam Pawlaka, krzyczacego do PiS-u - "Oddajcie władzę, bo wstyd". Krzyczał wielkim głosem ówczesny kandydat na premiera. Oddali. Kandydat stał się premierem. Gdzie się podział wstyd? Zniknął wraz z zaklętym słowem "układ"? Nie sądzę, bo przedstawiciele tzw. "większej połowy" , czyli głosujący na cudowną, sprawną, niezwykle zdolną Platformę rumienią się na moich oczach, a czasem - przy moim stole. Gdzie się podział premier, zapluwajacy się niegdyś tysiącem słów, latających wysoko pod obłokami niczym gołębica z arki Noego ( "zapluwanie" zapożyczam od Niesiołowskiego), w sprawie rzekomej hańby ( i oczywiście nieudolności) rządu Jarosława Kaczyńskiego? Premiera nie widać. Został wyłącznie wstyd?


Komentarze
Pokaż komentarze (4)