209
BLOG
Staram się nie psuć sobie nerwów, unikam jak diabeł święconej wody TVN24, ponieważ poziom bzdetów przekroczył próg mojej tolerancji. No i w efekcie nie mam tzw. weny - nic mi nie podnosi ciśnienia, podobno koniecznego do radosnej twórczości. Ale dziś sobie zaserwowałam, zarówno Olejnikową, jak tego tam... Marciniaka(?), robiącego za Rymanowskiego. Baaardzo byłam ciekawa, w jakiej kwestii Wałęsa, mędrzec europejski, oświeci Olejnik.Oczywiście w związku z zapowiadaną "Wiosną Ludów", po trosze już nawiedzajacą ( oby sie nie spełniło...) ulice miast. Niestety, sprawa jest trudna. Kiedyś, chyba z konieczności, jakoś rozumiało się co gada Wałęsa, ale dziś jest to bełgot kompletnie nie do zrozumienia: jakaś kompilacja niesiołowsko - karpiniukowa. Trochę inwektyw, trochę sloganów - a wszystko oblane starym sosem p.t. "MOJE WIELKIE ZWYCIĘSTWO ORAZ NAGRODA NOBLA". Jednak zdołałam zrozumieć coś, czego Wałęsa powiedzieć z pewnością nie chciał ( "ale musiał"...), mianowicie, że Krzaklewskiemu bliżej do PiS, czyli do...związków zawodowych - i on, Wałęsa, "by go nie przyjął". Fajnie, jak na wielkiego przywódcę związkowego... Jakie nauki wyciagnęła z tego wszystkiego Olejnik - jej problem, ale kobieta jest impregnowana na myślenie, więc chyba żadnych.Jej rolą jest reklama gabinetów chirurgii plastycznej i fajne buty. Za to chyba Walter płaci, bo przecież nie za zapraszanie Wałęsy. Co myślę o paleniu opon i górniczych żądaniach? A o mam mysleć, jeśli mieszkałam w śląskim blokowisku? Ja rozumiem, że epoka Balcerowicza, która założyła sobie zniszczenie przemysłu weglowego, uruchomiła propagandę o wyciaganiu przez górników publicznych pieniędzy, itd. Wiekszość ludzi na serio przyjęła to za dobrą monetę i powtarza te głupoty, niczym nie przymierzając - Winiecki, profesor nota bene. Na zasadzie GW i antysemityzmu - istna ogłupiajaca mantra. Już sto razy pisałam: na Śląsku z założenia nie ma - i nigdy nie było - zakładów pracy dla kobiet, czyli przemysłu lekkiego. To jest problem podstawowy, prawdziwa przyczyna osławionych górniczych zarobków. W 90% rodzin górniczych jest JEDNA ( słownie - jedna) pensja, a w konsekwencji - jedna emerytura.Tak się przyjęło "od wieków". Zaaprobowała to komuna ( kiedy węgiel był niezmiernie znaczacym elementem gospodarki), a już zwłaszcza epoka Gierka, który na własnej skórze przerobił możliwości faceta wyjeżdżajacego po szychcie. Czy sie to komu podoba, czy nie - te możliwości są niemal żadne, a baba w domu jest potrzebna - na pełnym etecie.Na niej "stoi" dom. No i tak zostało. Śląsk dał się na pewien czas stłamsić, ale co by Winiecki, profesor nota bene, nie gadał - ludzie odzyskali poczucie godności, świadomość tego, co gospodarce dają.I chcą, żeby to było docenione. Bo na razie "dowartościowują się", zwłaszcza finansowo, ci, dla których pieniędzy zawsze starcza, wszelkiej maści "derekcje" i zarządy, wsadzajac kij w gniazdo os, z pełną arogancji wyższością nad robolami. Płaciłam te rachunki w blokowisku: około 700- 800 zł. miesięcznie. Jeśli przeciętny zarobek netto wynosi 2 tys. ( bo chyba nikt nie wierzy w "średnią" 5 tys.?), to na czteroosobowa rodzinę zostaje, powiedzmy, 1300 zł. Górnik MUSI mieć zapewnioną prostą możliwość odnowy biologicznej, nie może żywić się listkiem sałaty. Ma być, jak w filmach Kutza, kiedy dziecko kradło z talerza ojca jedyny na cała rodzinę "karminadel", kotlet mielony, składajacy się w połowie z bułki? A dlaczego nie może tak by w rodzinach kopalnianych "derekcji"? Czy rodzinach urzędników "Bufetowej"? Nie poczuwają się do tej opiewanej solidarności kryzysowej? Stocznie zostały zniszczone, więc chyba Śląsk zacznie sztafetę. Czego wcale nie pragnę, mając pełną świadomość, że rzecz może skończyć się krwią na bruku - i niekoniecznie musi to być krew zwaśnionych stron. Zakładnikiem zbiorowym jesteśmy wszyscy. Sadzę, że ludzie wzięliby jeszcze na przeczekanie, gdyby nie ta arogancja banków, różnych administracji, dyrekcji, platformerskich kanciarzy pewnych bezkarności - przy jednoczesnym rozpaczaniu nad kryzysem. W końcu dawno skończył się czas ciemnoty, o której wszechobecności rządzący są wciąż przekonani. Nie ma już - albo tak, jakby nie było - ludzi nie potrafiących przeczytać gazety, a wiara w to, że "lud żywi się wyłącznie brazylijskimi serialami" - świadczy o tych, którzy wyrażają takie przekonania, jak choćby niejaki Winiecki,profesor nota bene, który "na takim poziomie" nie chciał dyskutować, wygłosiwszy swoją ( absolutnie idiotyczną) kwestię. Obejrzałam sobie równiez Zombie - Karpiniuka. Paradna i "wielce wymowna" postać... Premier chyba ma same ważne rozgrywki, bo aż taki głupi chyba nie jest, żeby nie mieć świadomości, kto - i jak - przemawia w jego imieniu. Czasem powinien to przedstawienie jednak obejrzeć. Same mądrości płyną z jednego wieczoru z TVN24. Aż mnie pogoniło do roboty.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)