mona mona
513
BLOG

Pyrsk, ludkowie - słupki urosły!

mona mona Polityka Obserwuj notkę 7

 Dopiero co, czyli przy okazji sprawy Misiaka, zastanawiałam się, czy ( a raczej - o ile) Tuskowi wzrosną słupki. I słowo stało się ciałem. A Bóg mi świadkiem - miał to być żart.


Oczywiście wszyscy zainteresowani sprawą dziwnych sondaży napisali już o komuszych rodowodach sondażowni, nie ma sensu tego powtarzać. Bez trudu każdy z nas spreparuje na zamówienie każdy "słupek", znając sympatie polityczne znajomych i "znajomych znajomych", to żadna filozofia.
 Można się upierać, że sondażownie robią to samo, mając odpowiednią bazę numerów telefonów. Albo - że Polska jest krajem ludzi genetycznie uwarunkowanych na korupcję i wszelkie dziadostwo już od kołyski, jeśli idea walki z tym rakiem została nazwana "piekłem" niedoszłej IV Rzeczpospolitej, a każda paskudna afera powoduje, że polskie ręce puchną od oklasków - a Tuskowi rośnie. Ale...

Ponieważ zaś nie mam zamiaru zmieniać sobie narodu, próbuję pomyśleć. Jak wiadomo - "myślenie ma przyszłość".
Mam absolutną pewność, że mój naród nie jest tak głupi, jak przedstawiają to przeróżne "słupkolandie". 
Ludzie gadają, co gadają, PO wygrała wybory na skutek wielkiej manipulacji, przekładającej się na głosy lemingów, której PiS jawił się jako Wielki Surowy Sędzia - czego dzieciarnia nie lubi.I nie tylko dzieciarnia.

 Lemingi nie stały się ani piękniejsze, ani bogatsze, jednak Tusk Vision działa na wysokich obrotach - i póki co - głosujacym na PO dalej głupio przyznać się do własnej głupoty, zwłaszcza jeśli wcześniej ją reklamowali z zapałem w własnym środowisku. Namolne przedstawiane PiS-u jako symbolu obciachu, zwłaszcza w jakichś "Szkłach kontaktowych" dla miejskich "małorolnych" jeszcze działa. Gdyby co - wciąż na podorędziu jest kryzys, na który można zegnać. To jeszcze potrwa.

Ale nie wszystko jest winą sondażowni, Gazety Wyborczej, TVN i Sławka Nowaka.

Swoje za uszami ma jednak Jarosław Kaczyński, który nijak nie potrafi zrozumieć, że człowiek w 80 bodajże procentach jest wzrokowcem. 
I co ja - w związku z tym - widzę? Mając pełną świadomość, że człowiek jest rozżalony, bądź obrażony na większość mediów, nie na elektorat, odbieram JK w sposób osobisty, widzę człowieka tak, jak chce być widziany, czyli jako "Jego Nadętość", obrażoną również na mnie.
Ja, jako ja - powyższą świadomość mam, ale daleko nie wszyscy ją mają. A widzą przecież to samo!
 
Jedynym aktem, przez który można wyrazić sympatię do partii. której twarza jest JK - są wybory. Przy założeniu, że znakomitą większość wyborców stanową ci mało zorientowani w polityce, ludzie głosują na uśmiechnięty plastik, który obiecuje im cuda. A że nie ma najmniejszego zamiaru niczego dotrzymać? "Noooo, proszę państwa...wiadomo, politycy są od tego, żeby kłamali. Oni już tak mają. Ale jak miło chociaż posłuchać!"

Nie da się w taki sposób pozyskać wyborców.

Czy to jest problem? Dla mnie - nie. Ja wierzę w ludzką uczciwość Kaczyńskich, w doświadczenie osobiste Lecha Kaczyńskiego, który po prostu wie, jak wygląda Polska od strony Najwyższej Izby Kontroli.
 
 Mimo popełnionych błędów wierzę w to, że twarzą PiS-u i jego liderem powinien pozostać Jarosław Kaczyński. Bo w co mam wierzyć? Że ktoś wyczyniający wyborcze fikołki będzie zdolny do zreformowania Polski, oczyszczenia Jej z tego narosłego przez długie lata brudu, który PO znakomicie toleruje, dokładając brud własny? Że będzie to robił tym wyborczym, szerokim, lizusowskim uśmieszkiem? Może jeszcze wdzięcząc się do tych, którzy go na okrągło obrażają, lub do tych, którzy będą szli "pod celę", czego zresztą nikomu nie życzę - ale mam świadomość, że zdarzyć się musi?

Wybory, prędzej czy później, wygra PiS. Nie mam wątpliwości.I nie będą to głosy tych wspomnianych "małorolnych", mimo ciągłego przypinania tej łatki wyborcom PiS. A na marginesie - jakoś mało się wspomina o gremialnym głosowaniu na PO w zakładach, prawda, penitencjarnych, z wielką nadzieją i z wielka dozą poczucia rzeczywistości...Cwaniaki! 

Kiedy patrzę na Wałęsę, który kiedyś wdał się w paskudne kłamstwa, a teraz brnie w to dalej bez opamiętania, motając się coraz bardziej rozpaczliwie, płacząc z bezsilności, już nie ogłaszając: - "My, z łaski bożej, Wałęsa" - tylko - "Ja, Polska" - cholera mnie ciska na głupotę faceta i nie życzyłabym sobie, żeby coś podobnego zaserwował nam lider, którego szanuję, wdając się w "politykę uśmiechów", zwłaszcza kłamliwych już w założeniu.

Zapodaję przy okazji, że Ewa Milewicz, razem ze swoją osobistą paprotką, czyli konstytucją pod pachą, daje się robić w konia - albo nie jest tą jedyną osobą w GW, której można było spokojnie słuchać, przynajmniej od strony merytorycznej.To chyba był ostatni atut "Gazety".
Pozostaje lament - casus Wałęsa.

Jarosławowi Kaczyńskiemu, który również daje się wpuszczać w maliny, życzę po prostu, żeby to nareszcie zrozumiał: wszystkie zagrywki, a już najpewniej te w ławach sejmowych, nie tylko te ordynarne zaczepki "na duś", stosowane przez niejakiego Palikota - to prowokacja, uprawiana z pełną premedytacją. Niech się wreszcie zaimpregnuje.
Bo PiS te wybory wprawdzie wygra, ale - moze lepiej byłoby prędzej, niż później? 
 












 

mona
O mnie mona

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka