W tom bezpticzu i żopy nietu.
Łabendź nie wielbłąd, ale niech pije za swoje.
11 obserwujących
226 notek
64k odsłony
294 odsłony

Teoria spisku i "psycholog Andrzej S."

Wykop Skomentuj13

I.Parę lat temu przeczytałem w "Karcie" (nr 35, rok 2002, kto chce niech sobie sprawdzi) artykuł, traktujący o próbie założenia wolnych związków zawodowych w Milicji.

Autor, w latach 70 oficer służby śledczej, zanim przeszedł do opisu zdarzeń związanych z tematem, wprowadził czytelników w specyfikę milicyjnej roboty w czasach schyłkowego Gierka, dając opis struktury, praktyki i warunków w jakich działały ówczesne "organa". Spośród wielu prowadzonych wtedy spraw opisał szerzej kilka, dające o tych warunkach największe wyobrażenie.


Np. na terenie jednej z podwarszawskich miejscowości dochodziło do licznych napaści seksualnych na kobiety i dzieci, także do gwałtów, niedaleko do tego terenu została zamordowana młoda dziewczyna. Kiedy mieszkańcy złapali i dostarczyli na komendę zboczeńca, schwytanego podczas molestowania dziewczynki, śledczy natychmiast powiązali go ze sprawą tych napaści.

Faktycznie, niektóre z ofiar rozpoznały podejrzanego na zdjęciach. Do okazania jednak nie doszło, bo... podejrzany schował się przed milicją w mieszkaniu ojca. Generała MSW. Ze względu na koneksje rodzinne został zresztą wypuszczony z komendy zaraz po zatrzymaniu. Jakiś czas potem ofiary odwołały zeznania, akta sprawy wróciły z biurka komendanta bez zdjęć , a kiedy wystawiono nakaz zatrzymania, molestant znajdował się już za granicą. Jego ojciec - w służbie dyplomatycznej.

Innym razem, samobójstwo popełnił młody chłopak. W związku ze sprawą należało przesłuchać młodego księdza z bogatej parafii w "badylarskiej" okolicy. Kiedy jednak śledczy zamierzał podjąć czynności, został przez swojego przełożonego poinformowany, że sprawę ma przeprowadzić we współpracy z SB. Esbecy zabrali milicjanta na plebanię swoim własnym samochodem, pogadali z sukienkowym jak ze starym znajomym, zjedli, popili zmrożoną wódeczką i podyktowali protokół z przesłuchania, który ksiądz podpisał.

Kilkadziesiąt lat później po emisji pierwszego filmu braci Sekielskich, podniosły się głosy, że księża-pedofile opisani w tym filmie byli agentami służby bezpieczeństwa, co utrudniało właściwa reakcję na ich występki. Mówiącym o roli bezpieki w tuszowaniu zachowań pedofilskich zarzucono "szerzenie teorii spiskowych".



II.  Andrzej Samson (ur. 11 sierpnia 1947 w Smugach, zm. 8 marca 2009 w Częstochowie[1]) – polski psycholog, psychoterapeuta, zajmujący się terapią rodzin i dzieci, jeden z pionierów polskiej psychoterapii.

W 1970 ukończył Wydział Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Był jednym z pionierów polskiej psychoterapii, którą zajmował się od początku lat 70. Wypracował wiele własnych, niekonwencjonalnych metod terapeutycznych[potrzebny przypis].

W latach 70. był psychoterapeutą na letnich obozach dla studentów z zaburzeniami nerwicowymi organizowanymi przez Poradnię Zdrowia Psychicznego dla studentów w Warszawie. Prowadził wtedy psychoterapię grupową, elementy psychodramy, trening uwrażliwiający, maratony psychoterapeutyczne, techniki werbalne i pozawerbalne, oraz psychoterapię indywidualną. W tym czasie był związany zawodowo m.in. z Kazimierzem Jankowskim, psychiatrą propagującym psychiatrię humanistyczną oraz Joanną Flatau. 

Dwukrotnie pojawił się gościnnie przed kamerą w roli aktora: w 1976 roku wystąpił w 15 odcinku serialu Czterdziestolatek w roli gościa na przyjęciu u Powroźnych, natomiast w 1998 roku w filmie Prawdziwa historia zagrał psychiatrę. Wystąpił również w filmie dokumentalnym Marcela Łozińskiego Jak żyć (1977) oraz spektaklu telewizyjnym Kwiaty dla Algernona (1980). Ponadto był konsultantem oraz współpracował przy realizacji filmów dokumentalnych. Jest bohaterem filmu Andrzej S. zawód psycholog (2009)[2]. 

Autor książek, popularyzujących psychologię, publikował również felietony w popularnonaukowym czasopiśmie „Charaktery”. Cenił Miltona Ericksona i Marę Selvini-Pallazoli – twórczynię terapii systemowej, którą uprawiał. 

Zmarł 8 marca 2009 r. w Częstochowie z powodu niewydolności krążeniowo-oddechowej[3]. 

W latach 2004–2009 przeciw Samsonowi prowadzono postępowanie karne, zarzucając mu czyny lubieżne wobec małoletnich.

26 czerwca 2004 został zatrzymany po tym, jak na śmietniku przy jego domu na warszawskim Mokotowie znaleziono kilkaset zdjęć z dziecięcą pornografią. Powiązano je z psychologiem m.in. na podstawie ręki widocznej na zdjęciach[4]. Po przeszukaniu jego mieszkania policjanci znaleźli kolejne zdjęcia. 

(...)

Andrzej Samson nie przyznał się do winy, z wyjątkiem zarzutu utrwalania treści pornograficznych. Bronił się twierdząc, że opracował nowatorską terapię, która przyczyniłaby się do wyprowadzania dzieci z autyzmu. (...)

9 stycznia 2007 Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa wydał nieprawomocny wyrok skazujący Andrzeja Samsona, uznając jego winę we wszystkich czterech postawionych mu zarzutach. Uzasadnienie, jak i cały proces były tajne. Zezwolono na ujawnienie danych i wizerunku. Sąd uznał go za winnego wszystkich zarzutów i wymierzył łączną karę 8 lat więzienia. Sąd wymierzył karę 7 lat za to, że od 1999 do 2004 r. z góry powziętym zamiarem w swoim mieszkaniu wykorzystywał wielokrotnie upośledzenie leczonych przez niego chłopca oraz dziewczynki i dokonywał z nimi tzw. innych czynności seksualnych. Sąd wymierzył mu rok więzienia za „treści seksualne”. Za ściąganie pornografii dziecięcej, robienie zdjęć dzieciom i rozsyłanie tych materiałów e-mailami na adresy internetowe amerykańskich serwerów otrzymał karę półtora roku więzienia. Za przechowywanie na swoim komputerze dziecięcej pornografii otrzymał rok więzienia. Dodatkowo sąd nałożył na niego środek karny w postaci zakazu wykonywania zawodu psychologa przez okres lat dziesięciu. 

7 grudnia 2007 Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił wyrok skazujący Samsona, ponieważ prokurator w dwóch sprawach oskarżył go o molestowanie tego samego dziecka, i skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia w sądzie rejonowym. Nie uchylono aresztu[9]. 

21 stycznia 2009 sąd uchylił areszt wobec Andrzeja Samsona z powodów zdrowotnych (niewydolność nerek), uznawszy jego stan zdrowia za na tyle poważny, że konieczne było leczenie poza aresztem[10].

Tyle Wiki.


Andrzej Samson miał dostęp do dzieci z racji wykonywanej pracy. Podobno przez kilkadziesiąt lat obracania się wśród specjalistów od psychopatologii nie zwrócił na siebie żadnych podejrzeń. Rodziny ofiar na drodze do sprawiedliwości przeszły gehennę, nikt nie brał na poważnie zarzutów "dysfunkcjonalnych dziwaków" przeciw powszechnie znanemu fachowcowi.

Wywiadów udzielał jeszcze w więzieniu. Zapytany przez telewizyjną dziennikarkę "Czy pan działał w grupie pedofilskiej" odparł: "Wie pani, za odpowiedź na takie pytania to się idzie do piachu".

Trudno było zrozumieć co mówi, wyglądał jak wrak człowieka, kręcił się, ślinił, bełkotał. Pytany - kulił się. Nie przypominał sam siebie, budził i politowanie i wstręt jednocześnie, chciało się jak najszybciej przestać patrzeć na to deptanie sponiewieranego winowajcy.

Przypomniałem sobie, że kiedyś już widziałem taką scenę w telewizji. Dwa razy. Drugi raz, podczas słynnego wywiadu z Ketmanem. Pierwszy raz,  w trakcie procesu toruńskiego. Pękala prawie płakał zeznając, Chmielewski jąkał się straszliwie, opisując jak przywiązywali kamienie do nóg św. księdzu Popiełuszce.

A Dziadek wtedy zdusił peta i warknął: "Jakżeśta go topili, toś sie wtedy nie jąkał".


I tak należy rozumieć rozpętaną w okolicy przełożonych wyborów ogólnokrajową dyskusję o pedofilii.




# "wiecie, towarzyszu, czasami interes procesowy musi ustąpić przed interesem państwa"

Wykop Skomentuj13
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale