W tom bezpticzu i żopy nietu.
Łabendź nie wielbłąd, ale niech pije za swoje.
11 obserwujących
307 notek
90k odsłon
  407   0

Trytytka, oczko i kolanko. O MSBS Grot i opadaniu kurca wykład dyletancki i niepotrzebny 1

Po jednej stronie stali wałkonie, po drugiej, przeciwległej, stali *uje. Pomiędzy nimi sterczeli imbecyle i właśnie do nich mówił Henryk Wujek...

Kazimierz Staszewski 


"J***ać biedę"! Zaczynając od braci zza Buga, kończąc na łamagach zarabiających na życie hejterką. To przez braci zza Buga, a konkretnie ich zakichany kontrakt na broń strzelecką - którego i tak nie wygramy, bo niemiecka wziątka dla oligarchów będzie przewyższać polskie możliwości o tyle samo, ile cena HK 416 przewyższa cenę "GROTA" - wysypało nam Internety bronioznawcami.

Właśnie jeden się objawił, "prorok lebiega", czy coś w ten deseń. Podobno "żołnierz nadterminowy". Oczywiście powtarza obracane w kółko zarzuty: a to "wypadania części" (jakich, baszom, ez vilagot?), a to "pękania iglicy przy strzelaniu na sucho", "przegrzewania się przy strzelaniu", czy nawet, że broń "po zanieczyszczeniu staje się niezdatna do użycia". I jeszcze zastanawia się, gdzie "przepadło" 10 tys sztuk Grota, skoro zapłacono za 53 tysiące, a wojsko dostało 43. Skoro zatem fachowcy :) mają nierozwiązywalny problem, trzeba wezwać dyletanta. Przetłumaczy, rozwiąże i wyjaśni. Sit down, shut up, and enjoy.

Zacząć trzeba od podstaw: co to jest MSBS "Grot". Polski karabin MSBS "Grot", tak samo zresztą jak niemiecki karabin HK 416, to jest amerykański karabin M16 z systemem gazowym (mówiąc po ludzku - z napędem) ruskiego karabinu AKM, znanego jako "kałach". Taka jest teraz moda że wszyscy produkują to samo, każdy po swoich pieniądzach, żeby nie wyjść na głupiego jak Ukraina i w razie "W" nie kupować po sąsiadach. Wszyscy prócz Ruskich i Chińczyków, którzy są zbyt wielkimi lebiegami, żeby mogli się nie wyróżniać i produkują własne wynalazki (Ruscy miewają genialne wynalazki, chińską myśl techniczną uczcijmy minutą ciszy).


Ale na czym polega automatyka kałacha? Ano, w naboju wybucha proch (tak jak w silniku wybucha benzyna). Spaliny z tego wybuchu wypychają kulkę w przód. Wypchnęłyby łuskę w tył, ale nie mogą, bo z tyłu łuskę dociska ciężka bryła metalu, nazywana zamkiem. Kulka, lecąc do przodu, mija wywierconą w lufie dziurkę. W tę dziurkę ucieka niewielka ilość spalin. Ucieka i trafia na tłoczek. Tłoczek jest osadzony na dłuuuugiej (tak samo długiej jak lufa) rączce, tył rączki jest na amen przytwierdzony do zamka. Kiedy spaliny naciskają na tłoczek, przepychają go w tył razem z rączką, która odpycha -też do tyłu - zamek. Nie trzymana od tyłu łuska wylatuje, od dołu sprężyna podaje z magazynka nowy nabój, druga sprężyna, z tyłu za zamkiem, popycha  zamek spowrotem w przód , wracający w przód zamek zaczepia za brzeg podawanego naboju i wpycha go do lufy. Jeśli cyngiel jest ściągnięty, z zamka wyskakuje igiełka na sprężynce, która wali w nabój z taką siłą, że nabój wypala, spaliny wypychają kulkę, dochodzą do dziurki w lufie, odrzucają w tył tłoczek na rączce i katarynka się kręci; graj muzyka, będziesz w niebie. Jeden stary chłop się cieszy, dziesięciu innych się chowa.


I teraz cały problem z "Grotem" bierze się z rodzaju uszczelnienia między dziurką w lufie i tłoczkiem cofającym zamek, żeby spaliny nie uciekały i trzymały ciśnienie. Ruskie, w kałachu, wstawili w to miejsce kolanko. Kolanko jak w zlewie, wygiętą rurkę z blachy. Nic, co można by zepsuć bez użycia narzędzi (np. młotka). Ale niestety, każde spaliny składają się w pewnej części z sadzy i pyłu zawieszonego ppm. I ten ppm razem z sadzą potrafił osadzać się w ruskim kolanku, zwężając je tak, że ilość przechodzących spalin nie wystarczała do odepchnięcia w tył tłoczka. Dlatego nasi inżynierowie (bo przecież nie z chęci wyposażenia swojej broni w jedną nóżkę bardziej) wstawili w środek Grotowego kolanka oczko. Takie prawdziwe oczko, które może się zamykać i otwierać: kolanko jest czyste - nastawiamy oczko na mały otworek, który przepuszcza troszeczkę spalin, kolanko zaszło sadzą - nastawiamy oczko na duży otworek który przepuszcza znacznie więcej spalin i tłoczek razem z zamkiem cofa się prawidłowo, niezależnie od załojenia. Fachowcy nazywają takie przestawiane oczko regulatorem gazowym.

Niuans jest tu, że oczko, jeśli ma być przestawiane nie może zajść sadzą i trzeba je czyścić częściej od ruskiego kolanka. Po to, żeby żołnierz mógł w każdej chwili dostać się do oczka i wyczyścić je choćby palcem, oczko jest przykryte zdejmowaną nakrywką. I to właśnie ta nakrywka W NIEKTÓRYCH KARABINACH, W WYJĄTKOWYCH PRZYPADKACH WYLATA.

WYLATA w czasie PROWADZENIA intensywnego OGNIA, w przypadku NIEPRAWIDŁOWEGO ZAŁOŻENIA a także - niewłaściwego nastawienia regulatora gazowego, tak, że oczko oczka częściowo, albo wcale nie trafiało w dziurkę. Ponieważ zdarza się to u KILKU PROCENT  karabinów,  NA WSZELKI WYPADEK, żeby nie szukać w trawie (wojsko nie lubi szukać w trawie ani słuchać jobów), nawet właściciele PRAWIDŁOWO DZIAŁAJĄCEGO karabinu PRZYWIĄZYWALI tę nakrywkę do łoża TRYTYTKĄ.


Na tym pozwolę sobie swój wykład, i tak przecież dyletancki i niepotrzebny przerwać; proszę się nie obawiać, będzie i o przegrzewaniu, i o łamaniu iglicy, ale kiedy chce się dyskutować z blogowiskowym Radiem Erewań, to nie tylko kurac opada ale i ręce bolą.



# Mówił wyraźnie i bardzo powoli, imbecyle jednak nic nie rozumieli...



Lubię to! Skomentuj80 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale