W tom bezpticzu i żopy nietu.
Łabendź nie wielbłąd, ale niech pije za swoje.
11 obserwujących
307 notek
90k odsłon
  261   1

Prekariat pod namiot, pary na TIRy, baby na synody.

Jednym z ciekawszych newsów dzisiejszego Salona stała się wygrana Polki w konkursie architektonicznym, opiewającym na demontowalny barak z recyklingu, zapewniający tymczasowe zakwaterowanie dla wędrownej szyły roboczej. Nie pierwszy to przykład, kiedy polska myśl techniczna przoduje w rozwiązywaniu nabrzmiałych problemów społecznych: nie tak dawno jakiś biznesmen z branży transportowej proponował zatrudnienie przy dalekich, tranzytowych trasach młodym małżeństwom, które mogłyby, kierując na zmianę TIR-em, jednocześnie żyć prowadząc małe, wędrowne gospodarstwo domowe w budzie ciężarówki.

Konkurs nie szedł aż tak daleko w szukaniu udogodnień dla nowych nomadów:

Zadaniem konkursowym jest opracowanie projektu mikro-domu o modułowej strukturze dla dwóch osób. Całkowita powierzchnia projektu nie może przekraczać 25 metrów kwadratowych. Jest to jedyny wymóg konkursu. Organizatorzy liczą na kreatywne i oryginalne prace. Lokalizacja projektu ma charakter koncepcyjny i zależy od uczestnika - projekt można umiejscowić w dowolnym, hipotetycznym miejscu o dowolnej wielkości, np. w mieście lub na wsi.

W konkursie preferowane będą projekty zgodne z ideą zrównoważanego rozwoju i zawierające w sobie propozycje rozwiązań współczesnych problemów ekonomicznych, społecznych i kulturowych.

źródło: https://www.sztuka-wnetrza.pl/6996/artykul/miedzynarodowy-konkurs-microhome-2020

Dochodzę do wniosku, że powinienem zwycięski projekt oprotestować, jako ofiara wpisanego a priori w zasady konkursu wykluczenia informacyjnego. Gdybym się bowiem o konkursie dostatecznie wcześnie dowiedział, np. z przybijanych na rozstajnych drogach ogłoszeń, ani chybi byłbym go wygrał, zgłaszając jury projekt namiotu z ekologicznej, biodegradowalnej koziej sierści, dokładnie takiego, jak te używane od kilku tysiącleci przez ludy koczujące po terenach Mezopotamii, Synaju, albo Półwyspu Arabskiego.

Projekt tego typu wpisałby się idealnie zarówno w założenia techniczne i gabarytowe konkursowego domku, ideę zrównoważonego rozwoju (ekologia) i multikulturalizmu (problemy społeczne), stanowiąc jednocześnie pomysł na  rozwiązanie współczesnych problemów ekonomicznych, bo hodowla kóz, zwierząt niewymagających i odpornych na warunki może stać się podstawą nie tylko zarobku, ale także wyżywienia wielu młodych par których "nie stać na tradycyjne lokum". 

Jeśli bowiem kierunek rozwoju "zrównoważonej architektury" idzie w kierunku osiedlania ludzi w wynajmowanych, rozbieralnych dziuplach, warto zabezpieczyć sobie stały, bezpłatny i natychmiastowy dostęp do taniej żywności własnej produkcji. Na wszelki wypadek.

Tyle na temat newsów dzisiejszych. Na szczyt newsów wczorajszych wspięła się, dla odmiany, informacja o mianowaniu świeckiej pani teolog sekretarką generalną Konferencji Episkopatu Niemiec. Wbrew niektórym opiniom, nie uważam tej nominacji za poważne uszczerbienie nauk Kościoła Świętego, Matki Naszej. Dopóki nowo mianowana Sekretarka Generalna [Przewodniczący episkopatu Niemiec dodał, że zmiana nazwy stanowiska na żeńską formę to przejaw dostosowywania się do międzynarodowych warunków, a prawo kościelne zna taką formę. - https://www.dw.com/pl/kobieta-sekretarzem-generalnym-episkopatu-niemiec/a-56663857] nie może nawet asystować przy zawieraniu sakramentu małżeństwa, nie posiadając wymaganych do tego jako minimalne święceń diakonatu, głośno otrąbiona "zmiana" mieści się z grubsza w kanonach, a podobno w tradycji.

Niektórzy z badaczy dowodzą, ze w czasach '"ciemnych wieków" średniowiecza, Kościół dopuszczał do obrad biskupich, obok przełożonych męskich wspólnot zakonnych także przeorysze, odpowiedzialne  za dobra duchowe i ziemskie potężnych klasztorów. Niektórzy twierdzą nawet, ze na terenach podległych swej jurysdykcji "prioressa" miała prawo występować podczas uroczystości z pastorałem, jako symbolem swojej przełożeńskiej władzy.

Taki właśnie udział kobiet w zarzadzaniu Kościołem ma sens. Obecność na synodach matek generalnych, albo przełożonych prowincjalnych zakonów żeńskich, wraz z przełożonymi zakonów męskich, ich doradcza rola i udział we wcielaniu w życie synodalnych uchwał nie powinna budzić ani zastrzeżeń, ani sensacji. Natomiast włączanie do kościelnych struktur decyzyjnych świeckich biurokratów dlatego, że są sprawnymi biurokratami może - niezależnie od ich płci - stanowić nowość dla samej nowości.

Zaś nowość wprowadzana dla samej tylko potrzeby nowości, nowej jakości w życiu kościoła nie przynosi, o czy przekonali się w Niemczech choćby najpochopniejsi w bieganiu za "duchem czasu" bracia odłączeni herezji luterańskiej, którym już lata temu przyszło w atmosferze skandalu dymisjonować tę czy ową biskupkę, ordynowaną niedawno wcześniej przy powszechnym biciu w dzwony, dęciu w róg świąteczny, oraz radosnych dźwiękach bębna i piszczałki.


# nowe czasy nie biorą jeńców (nie uznają konwencji)


Lubię to! Skomentuj18 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości